Konkurs piękności męskiej

Ten tytuł – „Konkurs piękności męskiej” zaczerpnąłem od naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej, która w 1962 roku napisała taki wiersz:

Od szczęk do pięty wszedł napięty.
Oliwne na nim firmamenty.
Ten tylko może być wybrany,
kto jest jak strucla zasupłany.

Z niedźwiedziem bierze się za bary
groźnym (chociaż go wcale nie ma).
Trzy niewidzialne jaguary
padają pod ciosami trzema.

Rozkroku mistrz i przykucania.
Brzuch ma w dwudziestu pięciu minach.
Biją mu brawo, on się kłania
na odpowiednich witaminach.

Uważam, że ten wiersz jest bardzo aktualny. Obecnie mamy wstęp do takiego konkursu. Właśnie miłościwie nam panująca Koalicja Obywatelska ogłosiła, iż w wyborach na króla RP (czytaj: na Prezydenta RP) jej kandydatem będzie pan Rafał Trzaskowski. 

Pan Trzaskowski już prezydentem jest, ale na razie tylko miasta stołecznego Warszawy. A chciałby więcej i wyżej, bo ta Warszawa i jej urząd miejski, przez dawnych mieszkańców miast zwany magistratem, to tak słabo jakoś brzmi. Zbyt mieszczańsko się kojarzy – ale Pałac Prezydencki… O! To już tak bardziej monarchicznie i arystokratycznie!

A bądźmy szczerzy: marzy się polskiej elicie być arystokracją.

Niektóry przecież z lubością nawiązują do korzeni, do herbów rodowych, do symboli, do orła w koronie. Co prawda, poprzedników na tym stanowisku, oraz aktualnego (jeszcze) Prezydenta III RP, trudno zaliczyć do arystokracji. A w każdym razie na pewno nie do arystokracji ducha, ani umysłu. To jednak nie przeszkadza nowym chętnym ubiegać się o to stanowisko.

Inni piszący o tym zjawisku wyborów (na razie prawyborów) też sięgają po cytaty z Szymborskiej, przypominając, że niegdyś napisała ona te słowa:„Nic dwa razy się nie zdarza; i nie zdarzy. Z tej przyczyny; zrodziliśmy się bez wprawy; i pomrzemy bez rutyny”. Przypomina je portal „Rzeczpospolita” i jej publicysta Michał Kolanko w artykule pt. „Trzaskowski wygrywa z Sikorskim. Ale dla prezydenta Warszawy łatwo już było.” Mowa tu o roku 2020 kiedy też startował do prezydenckiego fotela. I przegrał. Zatem wers z Szymborskiej ma dla niego brzmieć optymistycznie – może tym razem wygra?

Poetka miała, jak widać z treści zacytowanego przeze mnie wiersza, wielki dystans do takich konkursów. 

Poetka w ironiczny sposób opisuje zawody kulturystyczne. Odnosi się w ten sposób do nadmiernej koncentracji na atrakcyjności fizycznej

Poprzednie zdanie to był cytat z portalu literackiego https://poezja.org/wz/interpretacja/3788/Konkurs_pieknosci_meskiej. I pozwolę sobie jeszcze jeden cytat stamtąd wykorzystać (polecając jednocześnie ten portal, bo poezji nigdy za wiele w naszym życiu!):

Zawody kulturystyczne są dla mężczyzn tym, czym wybory miss dla kobiet. Uczestnicy muszą wyłącznie zaprezentować swój wygląd, w jak najlepszy sposób, stąd też tytuł: „Konkurs piękności męskiej”. Zwycięzca nie ma być wybitnie inteligentny, elokwentny ani charyzmatyczny. Wystarczy, że poświęci wystarczająco dużo czasu na trening, aby nienagannie wyrzeźbić swoje ciało./../

I dalej:

Podmiot liryczny nie uznaje zawodów kulturystycznych za coś nagannego. Podkreśla jednak, że nie należy bezkrytycznie ulegać współczesnym kanonom piękna. W pogoni za idealnym ciałem, nie powinno się zapominać o rozwoju intelektualnym.

I w ten sposób mamy fragment analizy literackiej, dzięki specjalistom z portalu j.w. 

A co z analizą polityczną konkursu na Prezydenta RP?

Co ze znaczeniem, dla Polek i Polaków, tych kolejnych wyborów, czekających nas w roku 2025? Tu pozwolę sobie na własne przemyślenia, porównania. A na koniec może jakiś wniosek nawet mi się zdarzy.

Mój tytuł artykułu jest już sam w sobie niepoprawny politycznie. W użytym tu kontekście demokratycznych, niewątpliwie, wyborów prezydenckich. Piękność tylko męska? Czyżby kobiety były wykluczone? Gdzież są w tej naszej demokracji Polki? Jakoś jeszcze nikt nie zwrócił uwagi na to, że (na razie) nie ma kandydatki na Panią Prezydent! Nie objawiła się nam żadna. Ale gdyby, i gdyby wygrała, to jak by się na nią mówiło? Prezydentka? Używając feminatywu zgodnie z rozszerzającym się trendem? 

Analiza literacka zwróciła uwagę na to, że ten konkurs dla kulturystów jest niczym wybory miss. Tak, tam chodzi o piękno ciała. A te nasze wybory, na wszystkie stanowiska, ale szczególnie na takie jak stanowisko prezydenta, również ograniczają się niemal tylko do tego, aby jak najlepiej wyglądać. No i wygrał Trzaskowski, chyba bardziej przystojny, może ciut młodszy; nie sprawdzam nawet, bo obaj kandydaci niewiele mnie interesują.

Nie wiadomo, czy w tym momencie pra/wyborcy PO brali pod uwagę, jak wygląda Pierwsza Dama in spe, czyli żona Trzaskowskiego, ale można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że kontrkandydatowi, czyli Radosławowi Sikorskiemu nie pomogła jego małżonka – Anne Applebaum. Przetoczyła się dyskusja w mediach, gdzie nazywano ją różnie, np. Żoną Stanu (tak: na portalu „Wbrew cenzurze”, Tomasz Jankowski). Ale w podtekście brzmiało wciąż to słowo niewypowiadalne w polskiej przestrzeni publicznej. A skoro takie to słowo, to i ja nie będę go tu używał. Natomiast mam dla pani Applebaum inne określenie: Dama Stanów. W pełnej nazwie: Dama Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nie żałuję zatem ani trochę, że nie stanie się ona Pierwszą Damą w kolejnej kadencji prezydenckiej w Polsce. Bo gdyby tak się stało, to nie miałbym żadnych wątpliwości, że reprezentuje jako Pierwsza Dama nie interesy Polski, lecz interesy USA.

Tak, w tym Konkursie Piękności Męskiej, który już w styczniu 2025 roku oficjalnie się rozpocznie (początek kampanii), a finał znajdzie chyba w maju lub czerwcu przyszłego roku (zależnie od tego czy będzie jedna, czy dwie tury wyborów) najważniejszy jest wygląd: uśmiech na posterach, na bannerach, i w wizjerach kamer. 

Oprócz tego, co opisała Szymborska, czyli oprócz wyglądu, niewiele się od kandydatów wymaga. Nikt właściwie nie oczekuje od nich niczego. Partia, która jest przy władzy w parlamencie oczekuje jedynie, że ich Prezydent będzie podpisywał uchwalane przez własną większość sejmową ustawy. Dlatego, gdy tak zdarza się tak, jak obecnie (gdy premierem jest Donald Tusk z PO a prezydentem Andrzej Duda z PIS) to mamy w Polsce stały stan kolizji interesów. A gdyby nie daj Boże doszło do wojny, to konstytucyjne kompetencje prezydenta RP jako naczelnego zwierzchnika sił zbrojnych mogłoby być nie do pogodzenia z uprawnieniami rządzącego aktualnie premiera. Wtedy to już mógłby być paraliż decyzyjny i kolejna nasza klęska militarna. 

Chociaż można oczywiście zakładać, że w sytuacji zagrożenia, przynajmniej jeden z nich wcześniej opuści nasz kraj i wtedy ten drugi będzie mógł rządzić już samodzielnie. Niby takie pewne „świeckie tradycje” (to określenie popularyzował ostatnio pan Radosław Sikorski) takich zachowań mamy, ale w 1939 roku zarówno nasz Rząd, jak i ówczesny nasz pan Prezydent wyjechali przez Zaleszczyki do Rumunii chyba właśnie jednocześnie. I nie było już komu armiami dowodzić. Trochę lepiej było w 1920 r., gdy Rosjanie zbliżali się do Warszawy. Wykreowany na niezłomnego bohatera Józef Piłsudski, podobno, wprawdzie w ataku paniki, schronił się gdzieś w jakimś dworku na prowincji, ale na szczęście „pozostał na posterunku” generał Rozwadowski, o którym do niedawna nic się nie mówiło. A to on właśnie był autorem planu strategicznego „Cudu nad Wisłą” .

Znów chyba liczymy na cud?

Przy obecnej klasie politycznej, dążącej wszelkimi swoimi siłami nie do pokoju lecz do kontynuowania wojny na Ukrainie, pozostaje nam chyba tylko stara polska modlitwa. Suplikacja, czyli pieśń błagalna, najczęściej śpiewana w okresie klęsk oraz nieszczęść. A taki teraz okres niestety mamy. Zaintonujmy więc: Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie! Morowe powietrze, czyli Covid, już było, a ogień, pożoga i wojna trwa na Ukrainie…

Kandydat na Prezydenta nie musi wiele mówić. Przykładowo pan Minister Sikorski wyspecjalizował się podobno w tweetach. I to ludziom teraz zupełnie wystarcza. Kilka zdań na platformie X, lub w innych mediach. Więcej tekstu wielu współczesnych wyborców i tak nie jest w stanie przeczytać, a w każdym razie przeczytać ze zrozumieniem. Dziennikarze zresztą wiedzą, że społeczeństwo nie chce czytać o poważnych sprawach, więc i o takowe nie pytają. Dlatego nie ma co liczyć, że dowiemy się, co też ci już znani, czy także inni, mogący się jeszcze pojawić, kandydaci myślą. Jak widzą przyszłość Polski i swoją rolę jako prezydenta RP? Co zamierzają dla kraju zrobić? 

Ta kampania prezydencka, aczkolwiek na razie jeszcze nieformalna, już trwa przecież. I widzimy, że jedynym, czym się wyborcy ekscytują, jest tzw. who is who. Kto ma jaką żonę i co kto powiedział o tym drugim czy o trzecim kandydacie. Oraz jak ocenia swoje szanse. To są pytania i odpowiedzi zadawane kandydatom. Mniej więcej na takim poziomie, jak przy wyborach miss: czym się interesujesz i jakie jest twoje hobby. 

Ja natomiast wciąż wracam do zadawanego sobie w myślach pytania:

  • Po co nam w ogóle ten Prezydent RP? 
  • Po co nam te kilkaset osób i tyleż samo najróżniejszych funkcji w Kancelarii tego Prezydenta? Dodatkowej do tej, przecież już ogromnej, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, czyli Kancelarii Premiera. 
  • Po co nam dwa samoloty, którymi ci panowie (Prezydent i Premier) oddzielnie będą latać na te same światowe imprezy? 
  • Po co nam te wszystkie inne wydatki na nich obu? W szczególności na te przyszłoroczne wybory prezydenckie..
  • I po co nam te spory między nimi? Nieuniknione, jak się już w przeszłości okazało. 

Prezydent i Premier potrafili się kłócić nawet wtedy, gdy oba te główne urzędy w Państwie pełnili kompani z tej samej ekipy politycznej. Przykład? Prezydent Aleksander Kwaśniewski i Premier Leszek Miller oraz ich słynna „szorstka przyjaźń”. W istocie rzeczy była między nimi bezwzględna walka o dominację w stadzie, czyli kto jest tym „samcem alfa”. Nie służy to Polsce na arenie międzynarodowej. Jesteśmy postrzegani jako kraj konfliktów, jako skłócony naród, nie potrafiący wyłonić w demokratycznym trybie jednolitego kierownictwa.

Na razie kandydaci nie zaoferowali wyborcom nic, ale festiwal obietnic jeszcze się zacznie.

Tylko, że o ile kandydat Trzaskowski, mający za sobą większość sejmową, rzeczywiście może obiecać coś, co zostanie zrealizowane (uchwalone jako ustawa), to kandydat aktualnej opozycji, czyli PIS, może jedynie obiecać, że będzie „hamulcowym”: że „nie dopuści”, „nie podpisze”, „skieruje do Trybunału Konstytucyjnego”. Zablokuje! Bo tylko taka jego rola, dopóki jego ugrupowanie nie wygra wyborów parlamentarnych. A my, naród, będziemy się przez te stracone lata emocjonować tymi sporami „na szczycie”. Para w gwizdek. Piasek w tryby. Ot, i wszystko.

Ja w tych wyborach prezydenckich jako wyborca nie będę uczestniczył, chyba że pojawi się kandydat rzeczywiście niezależny, jednoznacznie antywojenny, kandydat spoza systemu. Spoza partii sejmowych i zarazem „telewizyjnych”. Taki, który obieca, że zrobi wszystko, aby pieniądze Polaków nie były wydawane na wojny, na militaryzację, na imponderabilia nam niepotrzebne, lecz na to, co dla nas naprawdę jest konieczne: na służbę zdrowia, na dobrą i bezpłatną edukację, na publiczną komunikację, na likwidację barier, wykluczeń, nierówności społecznych, na dobrą współpracę transgraniczną ze wszystkimi państwami sąsiadującymi z naszym krajem. Z Rosją też. 

Wspomniałem wcześniej, że na koniec spróbuję sformułować jakiś wniosek, odnoszący się do tych wyborów prezydenckich. A tak, mam jeden!

Mianowicie proponuję, aby jednym z walorów takiego kandydata na Prezydenta RP, którego będziemy popierać, była jego obietnica, iż przez cały okres swojej kadencji uczyni wszystko, aby doprowadzić do takiej zmiany Konstytucji, aby stanowisko Prezydenta zostało zlikwidowane. 

Tak, od mądrego kandydata na Prezydenta RP oczekuję dążenia do czegoś, co można by nazwać „samolikwidacją”. Wtedy mielibyśmy premiera o takich kompetencjach jak Kanclerz w Niemczech. Względnie, po zmianie Konstytucji, zlikwidowane zostałoby stanowisko Premiera. Tak, aby właśnie Prezydent RP miał pełnię władzy wykonawczej. Jak Prezydent w USA. 

W końcu nie jest to wcale takie nierealne. Obecne elity, od lat zapatrzone na USA, powinny życzliwie przyjąć i zrealizować taki postulat. A wybrany w przyszłym roku nowy Prezydent RP miałby całą kadencję na to, aby przygotować grunt do takiej zmiany i wyjaśnić społeczeństwu, że ten dualizm władzy, w jaki nas wpisuje obecny system konstytucyjny, jest po prostu dla Polski niebezpieczny.

Polska, listopad 2024

Wybory

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry