Mamy, my Polacy, takie powiedzonko: Mam pamięć dobrą, ale krótką. Taki żart, który w zamyśle twórcy tego oksymoronu miał być dowcipny. Ale patrząc na to, co się aktualnie dzieje w polityce, na to, co się mówi i pisze w mediach głównego nurtu – dowcipne to wcale nie jest. Bo pamięć mamy rzeczywiście krótką. Smutne, że nie pamiętamy już, co niesie z sobą wojna. Nie tylko jest to smutne – jest wręcz groźne. Groźne dla nas samych.
Wszyscy jakby stracili pamięć, tę historyczną. A w zasadzie też ludzką, zwyczajną, wynikającą także z doświadczeń rodzinnych. Może nie z osobistych, bo większość tych, którzy przeżyli sami ostatnią naszą wojnę – II. Wojnę światową – już nie żyje. Ale ich opowieści, ich książki, ich spisane, nagrane wspomnienia o wojnie są, nadal istnieją. Można i warto po nie sięgnąć.
Ktoś w tym momencie zaprzeczy, że przecież o wojnie wiemy wszystko, bo w tej chwili mamy ją na co dzień w mediach. Przecież na bieżąco relacjonuje się nam przebieg działań wojennych na Ukrainie. Pokazuje się cierpienia ludności cywilnej tego kraju, więc przecież wiemy, że wojna jest zła. Mam inne zdanie.
Nie wiemy nic.
Być może też nie chcemy wiedzieć, bo każdy człowiek ma niejako wbudowany instynkt unikania rzeczy przykrych, smutnych. Ale przede wszystkim nie wiemy dlatego, bo media karmią nas ultra prowojenną propagandą, gdzie wojna przedstawiana jest jako konieczność, imperatyw moralny (musimy, trzeba, nie ma alternatywy, itp.), a nie pokazują okropności wojny. Rozbita ostrzałem artyleryjskim kamienica czy też rozbity rakietą blok na osiedlu. Tak, to można zobaczyć. Zabitych raczej nie. Tu tylko informacja słowna. Lub z daleka migawka z leżącym ciałem, ciałami. Natomiast rannych możemy już zobaczyć. Najczęściej jednak już w szpitalu, a więc zaopiekowanych. A jeśli na miejscu zdarzenia, to raczej pokazują nam tych rannych, nazwijmy to, „oględnie”. Nie ma zmasakrowanych ciał, nie ma jęczenia z bólu. Coś szczególnie przykrego będzie na ekranie zawsze wycięte albo „wyblurowane” – zobaczymy zaciemnienie, plamę. Żadnych drastycznych szczegółów.
Gdy to piszę jest 23 lutego 2024 r. Mój włączany na chybił – trafił smartfon wyświetlił mi na YouTube w propozycjach do oglądania, że na żywo leci transmisja składania przez prezydenta Putina wieńców przy grobie nieznanego żołnierza w Moskwie, przy murach Kremla. Nie szukałem tego, ale oczywiście sztuczna inteligencja mnie zna i wie co mnie może akurat zainteresować. Nic mi nie mówi nazwa nadawcy tego przekazu: CNBC-TV18. Tytuł tego materiału: „Vladimir Putin Hails Authentic Heroes on Defender of the Fatherland Day”. Czyli: „Władymir Putin honoruje prawdziwych bohaterów obrońców w Dniu Ojczyzny”. To święto przypada w Rosji 23 lutego. Włączyłem. Moskwa w śniegu. Ten śnieg, co zatrzymał na przełomie 1941 i 1942 r. na przedpolach Moskwy dywizje Hitlera wciąż tam, każdej zimy, jest. Warto to przypominać tym, co tak szybcy są do jakichś marszów na wschód. Wydelikacona zachodnia Europa zapomina, snując prowojenne i antyrosyjskie narracje, że na wschodzie walczyć trzeba z innymi ludźmi. I z innym klimatem.
Ta transmisja jest bez komentarza, ale ma czat na żywo. Wcale jednak ta transmisja nie leci na żywo (a w zapowiedzi było, że „live”), tylko w jakiejś pętli, więc można za parę minut zacząć znów od początku oglądanie tej uroczystości. Putin wysiada z limuzyny wielkiej jak czołg. Kompania honorowa. Cały czas gra wojskowa orkiestra. Werble. Podniosły nastrój. Przemaszerowują poczty sztandarowe. W rytm muzyki. Żołnierze kompanii reprezentacyjnej stoją w galowych mundurach. Na opartych o karabiny dłoniach mają założone eleganckie rękawiczki. Wszyscy stają na baczność, bo właśnie grany jest ten majestatyczny hymn państwowy Rosji (adaptacja tego samego, który obowiązywał w ZSRR). Stoi duża grupa generałów, którym Putin ściska dłonie, zanim po krótkiej uroczystości złożenia wieńców oddali się z tego miejsca, otoczony ochroniarzami. W przerwie między kolejnym puszczeniem tego nagrania jest przemówienie Putina, który opowiada o pełnej mobilizacji przemysłu obronnego Rosji. Wzmacniają, modernizują. Wylicza cały szereg nowych typów broni, które właśnie są już w produkcji, albo zaraz będą. Włącznie ze strategicznymi okrętami podwodnymi. Słowo strategiczne oznacza chyba, że mogą mieć na pokładzie broń jądrową. Putin mówi, że ta broń to gwarancja bezpieczeństwa Rosji.
O takiej samej gwarancji mówią wciąż nasi rządzący, tu w Polsce.
Jak już będziemy mieli te setki czołgów i dziesiątki samolotów zamówionych w USA i w Korei, jeszcze przez rząd PIS, to również będziemy bezpieczni. Nowy rząd Koalicji PO potwierdził te zamówienia. Logika odstraszania. Logika?
Dwie skonfliktowane strony są zgodne. Jak najwięcej wydatków na zbrojenia! Tyle, że nam pokazuje się tylko, przynajmniej w mediach głównego nurtu, jak to my się dozbrajamy. A Rosja ponoć wyciąga tylko z magazynów stare uzbrojenie, pamiętające jeszcze czasy ZSRR. A to nie tak. Pan Prezydent Putin właśnie to wyjaśnił. Oni też się zbroją. Wprowadzają nowe typy uzbrojenia. Można informacje na ten temat znaleźć w internecie, ale tzw. zwykły człowiek ich nie poszuka. Usłyszy tylko wiadomości w radiu, obejrzy dziennik w TV.
Patrzę na wpisy na tym czacie. Ich licznik wciąż pokazuje nowe – jest ich w tej chwili w sumie ponad dwa i pół tysiąca. Przeważnie po rosyjsku, sporadycznie po angielsku. Rosyjski trochę rozumiem. Cyrylicę pamiętam jeszcze z czasów szkolnych, gdy rosyjski był przedmiotem obowiązkowym, a w podstawówce jedynym nauczanym językiem obcym. Proste słowa, słowiański język. Przeważnie hołd dla Putina: „Sława Naczelnemu”, „Sława Wielkiej Rosji”. Ale są i takie jak „Sława Ukrainie”, „Sława Nawalnemu”.
Z tych sławiących Rosję i Putina wpisów przebija duma Rosjan ze swojego kraju i swojego Prezydenta. Walczyć z potęgą nuklearną a dodatkowo z państwem, którego obywatele wręcz, w przeważającej większości, wielbią swojego wodza? Motywacja jako czynnik w walce. Pewnie są na ten temat rozprawy naukowe, ale można przyjąć na tzw. zdrowy rozum, że zawsze o wiele większe szanse na wygraną ma ten lepiej zmotywowany. Społeczeństwo Rosji jest dobrze zmotywowane. Z wpisów na czacie wynika, że Rosjanie kochają swojego Prezydenta. W przeciwieństwie do społeczeństw tzw. Zachodu, do którego i my należymy. Kto tu u nas chce oddać życie za naszego Prezydenta lub Premiera? A nawet za Polskę? Kto chce się tak poświęcić?
Podejrzewam, że wielu Rosjan może chcieć się poświęcić, gdy przyjdzie im walczyć i ginąć za swój kraj, za ukochaną Rosję. Nie rozumiemy rosyjskiej duszy. Według badań ankietowych niezależnego ośrodka badań społecznych Centrum Lewady (dane podaję za artykułem „Rosjanie dumni z Matuszki Rosiji” opublikowanym przez „Rzeczpospolitą”) Rosjanie dumni są ze swojej historii (tak deklaruje 88% badanych). A z działalności Władimira Putina jako prezydenta ich kraju zadowolonych jest 85% Rosjan.
Wśród tych wszystkich wyrazów poparcia (lub i nie), zauważam parę słów od niejakiej Galiny, która mniej więcej tak napisała: „Czym wy się szczycicie w XXI wieku? Zbrojeniami? Zadbajcie o staruszków i o dzieci”. Taki wpis, jakby od jakiejś matki. Bo to kobiety, to matki zazwyczaj troszczą się o tych najsłabszych: o dzieci, o starszych ludzi. Młodzi mężczyźni idą na wojnę.
Niedawno wróciłem do poezji, zapomnianego teraz, a kiedyś bardzo popularnego, rosyjskiego poety i barda Bułata Okudżawy, którego piosenki, w polskich tłumaczeniach, śpiewało moje pokolenie. Może i dziś wielu zna, pamięta, potrafi zanucić, jego słynną „Modlitwę”. I inne piosenki, że wymienię najbardziej znane: „Nie wierzcie piechocie”, „A przecież mi żal”, „Błękitny balonik”, „Pożegnanie z Polską”, „Piosenka amerykańskiego żołnierza”, „Piosenka o żołnierskich butach”. Stworzył wiele wspaniałych utworów. Poruszał w swoich tekstach tematy najważniejsze: miłość, przyjaźń, wiara, nadzieja, wojna i pokój. Mam taką książkę wydaną w 1984 r. – wybór wierszy i pieśni tego poety i pieśniarza – zatytułowaną „Zamek nadziei”. Jest to wydanie dwujęzyczne. Oryginalne teksty w języku rosyjskim i ich tłumaczenia, wykonane przez wybitnych często polskich poetów. Tłumaczenia są bardzo dobre, ale gdy zainteresował mnie wiersz „Wojenna parada” spróbowałem samodzielnie go przełożyć, starając się jeszcze bardziej dokładnie oddać jego treść w języku polskim:
Wojenna parada
Miedziane trąby grzmią i maszeruje świąteczna parada.
W mundurach galowych idą żołnierze, szeregi równe, równy krok.
I dumne patrzą żona i córka. I radość nie do opisania.
I tylko matka odwraca wzrok
„Dokąd ty synku, dokąd?” – pyta.
Jak każda mama.
Armat grzmot i ból, i śmierć pokotem
– to wszystko będzie dopiero potem.
Po co się o to troszczyć teraz. I dlaczego?
Może obejdzie się bez tego?
Teraz dla ciebie ta muzyka.
I trębacz, co na trąbce gra.
Choć już mu tam, tam przy ustniku,
ta warga drga, już drga.
W tym wierszu jest ta matka, ta jakaś Galina, czy inna.
Matki wiedzą, że ich synowie z wojny mogą nie wrócić.
I wiedział o tym Bułat Okudżawa. Widział wojnę i w swoich wierszach, pieśniach, opowiadał nam własną historię, gdy jako 18-letni ochotnik, wyruszył w 1942 roku na front. Był także prozaikiem, powieściopisarzem i nowelistą, m.in. autorem opowiadania pt. „Jeszcze pożyjesz”, w którym opisał przeżycia młodego chłopaka rzuconego w wir okrutnej wojny. Ten jego wiersz „Wojenna parada” skojarzył mi się z tą opisywaną wyżej uroczystością z Putinem w roli głównej i ze wszystkimi tymi paradami, którymi raczą nas media w ostatnich latach, z tymi organizowanymi z lubością przez PIS piknikami wojskowymi, gdzie tatusiowie zafascynowani techniką wojskową prowadzą swoje dzieci i oswajają je z czołgiem, armatą, jakby to były takie większe zabawki.
I są to zabawki. Ale w rękach tych, którzy na wojnę nie pójdą. Naszych polityków, którzy tak dbają o nasze bezpieczeństwo. Dołożą tylko do tych wszystkich Abramsów, Patriotów, Leopardów i innych Javelinów odpowiednią ilość żołnierzyków. Właśnie wciąż nam tłumaczą, że żołnierzyków ma być jak najwięcej. W Polsce co najmniej z 300 tysięcy.
Politycy nie bawią się tymi cynowymi, czy plastikowymi żołnierzykami, jakimi ja się bawiłem w dzieciństwie. Do swoich dorosłych zabawek dołożą prawdziwych żołnierzy. Najpierw tych, którzy wybrali to rzemiosło, czyli żołnierzy zawodowych. A potem to już wszystkich zdolnych do służby wojskowej. W ostatniej fazie wojen dokłada się do nich także tych formalnie niezdolnych. Czy będą chcieli, czy nie.
Wszystkich. Ciebie też.
Przykładem może być słynny niemiecki Volkssturm (szturm ludowy), który był formowany w Niemczech na rozkaz Hitlera w ostatnich miesiącach II. wojny światowej ze starców i kilkunastoletnich chłopców.
Zapomnieliśmy wojnę, zapomnieliśmy Okudżawę i innych, którzy nam o niej opowiadali. Mówiąc o niej prawdę.
Teraz milczy się o takich autorach. A wojny przedstawia się nam nierealnie, jak jakieś gry komputerowe, jak te strzelanki, itp., gdzie siedząc przed ekranem bawimy się w wojnę. Albo popularyzując te nie tak dawno modne zabawy w paintball. Te gry i zabawy mają nas zmylić i uśpić. Pokazać wojnę estetycznie, niegroźnie. A informacje o zakupach uzbrojenia przekonać, że nic nam nie grozi. Mamy myśleć, że będzie jak w tych grach, gdzie zawsze mają zginąć inni. Ale na prawdziwej wojnie tak nie jest.
Na koniec, zamiast pointy, fragment „Piosenki o papierowym żołnierzyku” Bułata Okudżawy, w znanym przekładzie Witolda Dąbrowskiego, gdzie Mistrz Bułat w żartobliwej formie zawarł swoją prawdę o wojnie:
Wyzywał los, w pogardzie miał
tchórzliwych dezerterów,
i „Ognia! Ognia!” – ciągle łkał,
choć przecież był z papieru.
Niejeden wódz już w ogniu znikł,
niejeden szeregowy…
I poszedł w ogień… Zginął w mig.
Żołnierzyk papierowy.


