Ja, wróg niepodległości i zdrajca

Poprzedni artykuł pisałem jako człowiek nieprzyzwoity, gdyż pan premier Tusk był uprzejmy tak określić mnie i nas wszystkich, którzy mają wątpliwości, czy bezwzględnie musimy stać po stronie Ukrainy. 

Ale sytuacja eskaluje. Zastanawiam się kiedy zostanę zaliczony do kategorii obywateli przeklętych.

Skoro za PIS-u powstała kategoria „Bohaterowie wyklęcie”, to tylko chwila i teraz, za rządów PO&Comp., być może i taka podgrupa zaistnieje? „Wrogowie niepodległości i zdrajcy Ojczyzny”… Wszystko w tym kierunku zmierza. Premier się nam rozkręca. Łagodne jeszcze stosunkowo napomnienie, abyśmy uważali na siebie i dbali o Ukrainę, bo inaczej (według niego) nie wypada i każdemu Polakowi nakazuje to przyzwoitość, zamienił na jawne już oskarżenie. 

Mianowicie: ci, którzy są przeciwko programowi SAFE są, zdaniem premiera Donalda Tuska, wrogami niepodległości. Natomiast szeregowy członek jego ekipy, aktualnie poseł Europarlamentu, pan Michał Szczerba posunął się jeszcze dalej nazywa takich wprost: zdrajcy Ojczyzny!

Znany harcownik z tego pana posła. Zasłynął nie tym, że jest politykiem, ale szybkobiegaczem. Biegał, uciekając przed goniącymi go funkcjonariuszami Straży Granicznej. Sceny jak z komedii z Benny Hill’em. Dostarczał wtedy pizzę i śpiwory dla nielegalnych imigrantów przekraczających granicę polsko-białoruską i to jest mu pamiętane. Deprecjonował wtedy szacunek dla munduru, za to teraz stoi „murem za mundurem”. Marcin Szczerba nazwał zdrajcami wszystkich, którzy nie chcą umowy SAFE, czyli uzbrojenia polskiej armii… Różnie ta jego wypowiedź jest w mediach przekazywana. Wysłuchałem wywiadu z panem posłem, gdzie najpierw łagodnie jakby (ale to chyba chodziło tylko o stopniowanie napięcia) stwierdził on, że nieakceptowanie SAFE „ociera się o zdradę”, ale później już twardo stwierdził, że to jest zdrada. Niemal zakrzyknął: zdrada!

Aby mówić o niepodległości, należy najpierw ustalić stan faktyczny. Zatem, panie Premierze i panie pośle, czy AD 2026 Rzeczypospolita Polska jest jeszcze bytem niepodległym?

Panów partia, czyli Platforma Obywatelska wraz z jej mini partyjnymi przyległościami, złożyła już dawno w Berlinie, za Pana pośrednictwem panie Tusk, Hołd Pruski a rebours oraz wiernopoddańczą przysięgę Unii Europejskiej. 

Natomiast wasza opozycja, czyli partia Prawo i Sprawiedliwość, wybrała „American Way of Life”. W tym sensie, że nasłuchuje cały czas, co tam nadejdzie nowego z Waszyngtonu. I wykonuje wszelkie polecenia stamtąd płynące. A nawet tylko sugestie. Wpatrują się w swego pana i władcę choć on daleko, za oceanem.  Z samego oblicza aktualnego Prezydenta USA próbują odczytać wszelkie sugestie, aby jak najszybciej iść w kierunku, w którym on patrzy. Czasem muszą przyhamować, jak wtedy gdy poprzedni prezydent USA stwierdził, że to jednak nie była rosyjska rakieta (ta w Przeworowie) i nie będzie trzeciej wojny światowej. Na razie.

Czasem wydaje mi się, że w USA i w Unii Europejskiej mają taką „Instrukcję obsługi” naszego kraju.

Taki schemat, jak postępować z nami – polskim narodem. Oraz polskimi politykami. To są  bardzo proste, powtarzalne działania, zawsze skuteczne. Dziel i rządź. Jak chwilowo PO i PIS się wypalą, to podsunąć trzeba Polakom jakąś partyjkę typu Nowoczesna albo Polska 2050 albo jakaś Konfederacja. I znów duch w narodzie nie ginie. Przez chwilę trwa nadzieja na zmiany na lepsze…

Ostatnio zmodyfikowano Instrukcję Obsługi Rzeczpospolitej, gdyż od 2022 roku połączono ją z Instrukcją Obsługi Ukrainy. I teraz mamy już jednolitą Instrukcję Obsługi Obojga Narodów.

Gdy coś się psuje na Ukrainie, o! np. zimno się zrobiło w Kijowie – to zgodnie z Instrukcją Polska przekazuje środki na zakup generatorów prądu. Zabrakło samolotów – przekazuje nasz rząd ostatnie własne MIG-i. Na F-16 też przyjdzie czas (i to chyba, nomen omen, migiem). Wyjaśni się nam Polakom krótko, że już się te F-16 postarzały. A przecież zamówiliśmy F-35 i one już, już do nas lecą.

Może na razie ten rozdział Instrukcji jeszcze nie jest wykorzystywany, ale przypomnieć warto, iż w Instrukcji Obsługi Ukrainy jest rozdział pod tytułem „Majdan” – teraz może on i u nas znaleźć zastosowanie. Gdy się te nasze partie jeszcze bardziej skłócą. Zresztą w każdym czasie i w każdym kraju za pomocą tych majdanów kreuje się przyszłość. Nazywa się to zdarzenie różnie, w zależności od politycznych uwarunkowań, od kolorytu lokalnego czy też pory roku. Kilka przykładów: Rewolucja Październikowa (Petersburg/Rosja 1917 r.), Praska Wiosna (1968 r.). A bliżej naszego czasu: Pomarańczowa Rewolucja (Kijów 2004), Euromajdan (Kijów 2013-2014), ostatnio Żółte Kamizelki w Paryżu. 

U nas, tu naruszam narodową świętość, Majdan nazywał się Solidarność. Bo czymże był ten protest? Takim samym, jak te inne nieposłuszeństwem obywatelskim, gdzie ludzie gromadzą się, demonstrują, konspirują wbrew ustanowionemu prawu. Jak zawsze ma ich usprawiedliwić słuszna idea. Zła władza. Brak demokracji. Ale to tylko pozory. Chodzi o to, aby przejąć władzę. I tyle. 

Majdan na Ukrainie został zorganizowany właśnie już po demokratycznych wyborach – gdy mocodawcom ze świata Zachodu nie spodobał się wybrany na Ukrainie Prezydent Janukowicz – zwolennik zbliżenia ze Wschodem. I co? Demokracja się nie udała. Ale za to udał się majdan. Za jedne kilka miliardów dolarów, co zostało nie tak dawno przyznane wprost przez panią Victorię Nuland z USA, ówczesną ważną osobę. Była to asystentka Sekretarza Stanu USA ds. Europy i Azji, która stwierdziła, że USA zainwestowały w Ukrainę ponad 5 miliardów dolarów od uzyskania przez ten kraj niepodległości w 1991 roku. Oczywiście Departament Stanu sprostował, że to nie chodziło o pieniądze na wywołanie zamieszek w 2014 roku, ale o ogólną sumę na wsparcie demokracji, społeczeństwa obywatelskiego i reform na Ukrainie. No, jeżeli tworzenie pułków AZOW to jest tworzenie społeczeństwa obywatelskiego…

Zatem z tymi naszymi niepodległościami tak to wygląda: Ukraina okazała się wasalem USA i nawet w interesie Stanów Zjednoczonych została wysłana na wojnę – na tzw. proxy war, czyli wojnę zastępczą.

Co USA wprost przyznało, gdy do władzy doszedł Donald Trump. Z nami się na razie to nie udało. Na razie na froncie jeszcze nie jesteśmy. Ale trzeba nas przygotowywać na tę najwidoczniej zaplanowaną wojnę. I na razie,  można z nas przynajmniej, za nasze pieniądze, zrobić strażnikami Europy. I dokonane to zostanie za pomocą programu SAFE. Mamy być takim ochroniarzem. Mamy się zbroić, zbroić i jeszcze raz zbroić. Innych pomysłów na Polskę ani UE, ani PO, ani PIS nie mają.

SAFE jest to program pożyczkowo-zakupowy. Otóż mamy wziąć pożyczkę, czy kredyt, jak zwał tak zwał, z Unii Europejskiej, po to by następnie za te pieniądze kupić uzbrojenie. Nieżyczliwi komentatorzy, ci będący spoza main-stream’u, dodają, że następnie (o tym już w programie SAFE formalnie nic nie ma) to, co kupimy przekażemy Ukrainie. 

A co dokładnie kupimy? Tego my obywatele nie wiemy. Bowiem Polacy, którzy się ciężką pracą i poprzez niemiłosierne podatki nakładane na ten naród, składają na zakupu uzbrojenia, nie zasługują na tę wiedzę. Wie natomiast Unia Europejska, która przygotowując program SAFE zażądała od Polski szczegółowej „rozpiski” co rząd chce kupić i ten spis dostała. Można zatem logicznie zakładać, że wiedzą to także wszyscy inni. W szczególności nieprzyjacielskie służby wywiadowcze. Tylko nie zwykli Polacy.

Cena zakupu sprzętu wojskowego ma być pokryta z pożyczki udzielanej przez Unię w ramach programu SAFE, a raty będziemy spłacać bodajże aż do 2070 roku. 

Właściwie częściowo to już nie moja będzie sprawa, gdyż mnie wtedy dawno już na tym świecie nie będzie. Ale wypadałoby być odpowiedzialnym wobec przyszłych pokoleń Polaków. O ile będą te następne pokolenia – uwzględniając aktualną klęskę demograficzną można w to też wątpić.

Ale teraz nikt z naszych polityków specjalnie się tym spłacaniem nie przejmuje. 

Rząd się zachowuje mniej więcej tak jak każdy klient tych słynnych pożyczkodawców typu Provident czy Bocian: byle wziąć kasę i kupić to wymarzone coś… A potem się zobaczy… Kolejne olbrzymie powodzie w Polsce, które wystąpiły za życia czynnych dziś polskich polityków (w 1997/98 r oraz w 2024 r.) chyba przypomniały im to staropolskie powiedzenie „Po nas choćby potop”. I wygląda na to, że nikt się nie martwi tym kto tę pożyczkę i w jakiej wysokości będzie przez kolejne dziesięciolecia spłacał.

Wszyscy polscy politycy, czy to z prawej czy z lewej strony tzw. sceny politycznej, wszyscy tych pieniędzy z SAFE chcą. Droczą się tylko między sobą, aby przy okazji SAFE pognębić przeciwników z partii konkurencyjnych. Nie ważne jest dla nich, że rozbiją przyszłe polskie budżety – ważne, że teraz zbiją kapitał polityczny. Jako ci, co ratują Polskę, zbrojąc ją „po zęby”.

Nie wierzę w szczególności przedstawicielom PIS-u, że to w trosce o nas Polaków sprzeciwiają się teraz, a przynajmniej część z nich, głosowaniu za projektem SAFE. Dla mnie jest to raczej tylko i wyłącznie, ze strony PIS-u, walka polityczna pod hasłem: nie pozwolimy PO chodzić w glorii chwały, że to oni zadbali o bezpieczeństwo Polski. 

Ironia tego wszystkiego, co się w ostatnich dniach wokół tego programu działo, zaczyna się już od samej jego nazwy. SAFE – to po polsku bezpieczny. Są to pierwsze litery angielskiej nazwy Security Action For Europe. Ten program ma tak nas uzbroić, że nikt i nigdy już nas nie zaatakuje, a jeżeli nawet, to szans nie będzie miał. 

Dla mnie, zwolennika pokoju, wszelkie zbrojenia są bezsensowne i generujące niebezpieczeństwo wojny – gdyż jak już jest broń pod ręką, to jest i pokusa aby jej użyć. I jest też wtedy to złudne przeświadczenie, że przecież jesteśmy „zwarci, silni, gotowi”. Historia nam pokazała… Trzy tygodnie, nie licząc takich bohaterów, jak major Hubal i kilku innych, trwała polska kampania wrześniowa 1939 roku. Zostaliśmy rozjechani przez pancerny Wehrmacht. Dziś zostaniemy zasypani dronami, które zniszczą te nasze Abrahmsy…

I co? Znów żyjemy złudzeniami.

Jak już i my będziemy mieli te drony (z programu SAFE)  i potrafili się nimi posługiwać, okaże się, że jest jakaś nowa technika wojenna. O której dziś nam się jeszcze nie śniło. I nasze drony na przykład będą się rozsypywać w powietrzu. Taka ingerencja w strukturę cząsteczek materii…

Science fiction dziś. Ale jutro?

Do 2022 roku, gdy drony znalazły masowe zastosowanie na wojnie ukraińsko-rosyjskiej też były one głównie tylko zabawkami. To były prezenty dla dzieci na Komunię Świętą. Potem zabawki w rękach ich tatusiów… Albo były środkiem do celu dla podglądaczy – współczesna wersja voyeryzmu.

Coś tam się oglądało o dronach, o bezzałogowcach, na fabularnych filmach wojennych o US Army w Iraku itp. Jednak dla naszych dzielnych polskich wojaków nadal na „współczesnym polu walki” czołg był miarą wszechrzeczy. Czemu też dali oni wyraz (właśnie za rządów PIS-u) w masowych zamówieniach czołgów w USA i Korei. Czekamy na nie teraz. Pieniądze tytułem ceny kupna tego czołgowego złomu już natomiast zostały na odpowiednie konta przelane?

I podobnie będzie ze środkami z SAFE. Mamy te pieniądze wydać natychmiast.

Małe zamówienia mają być dokonane już chyba do końca maja 2026 roku, a duże i jeszcze większe do końca roku 2030. Potem już tylko będziemy spłacać, spłacać, spłacać… I mamy być dumni, że to my najwięcej pieniędzy z tego Programu SAFE dostaniemy. I w ogóle – wszystko jest tak piękne, że jak ktoś się tu czegoś „czepia”, to jest wrogiem i zdrajcą.

Przeanalizował ten Program, moim zdaniem przystępnie i dokładnie, polityk Konfederacji pan Sławomir Menzen na swoim YouTubowym kanale. Kto chce to znajdzie, reklamy mu nie będę robił, bo to jest też zwolennik zbrojeń, a więc dla mnie osoba, jakiej nie popieram. Ale odmówić mu logiki i wiedzy na temat SAFE i słuszności jego oceny nie mogę. 

Powtórzę tylko najważniejsze fakty, gdyż warto to spopularyzować. Wprost wierzyć się nie chce, że tak jest, ale tak właśnie jest! Tylko w main-streamie o tym w ogóle się nie mówi. Jest tylko zachwyt nad tym, jaki ten SAFE wspaniały i potępienie dla tych, którzy go nie chcą.

A co warto wiedzieć o SAFE? Może w punktach:

  1. Ta ustawa, która została podjęta w sprawie SAFE procedowana była w Sejmie przez aż 3 dni! 43,7 mld EUR bez żadnego poważnego namysłu! Szybka ścieżka. Prawdopodobnie nikt z niczym tam się nie zapoznał. W każdym razie dokładnie i ze zrozumieniem. Większość posłów zapewne nawet nie zerknęła do tych materiałów. Rząd przedłożył projekt ustawy. Żadne komisje na ten temat nie obradowały. Przegłosowano! Tylko jeszcze Prezydent może ewentualnie ustawy tej nie podpisać. Ale i tak nic to nie zmieni, gdyż rząd już de facto Brukseli dużo wcześniej (bodajże w listopadzie ubiegłego roku) przekazał, że Polska do programu przystąpiła. A
    ta ustawa, z dnia 13 lutego 2026 roku, którą Sejm uchwalił i która powinna zawierać przede wszystkim zapis o takiej np. treści: „Wyraża się zgodę na przystąpienie Polski do programu SAFE Unii Europejskiej, w kwocie pożyczki do 43,7 mld EUR oraz upoważnia się Rząd RP do podpisania w imieniu Polski stosownych dokumentów” podobno nic takiego nie zawiera. Zajmuje się tylko szczegółowymi kwestiami, na jaki fundusz środki z tego programu mają do Polski trafiać, kto w Polsce będzie nimi zarządzał, itp. Czyli zawiera kwestie będące bardziej materią rozporządzenia wykonawczego niż ustawy.
    W ten sposób jeszcze raz złamano art. 89 ust. 1 pkt 4 Konstytucji RP, który nakazuje ustawową ratyfikację umowy międzynarodowej, jeżeli umowa dotyczy znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym. Ma to nastąpić przed podpisaniem danej umowy. Z zaistniałego kontekstu wynika natomiast, że rząd już tę umowę w relacji z Unią zaakceptował, a w ustawie tylko dogrywa szczegóły natury finansowo-technicznej, co do przepływów finansowych. Pisząc, że jeszcze raz złamano Konstytucję, mam na myśli wszystkie umowy z Ukrainą, które doprowadziły do wydatkowania olbrzymich kwot, a więc stanowiły znaczne obciążenie państwa pod względem finansowym, a jednak ratyfikowane w trybie art. 89 Konstytucji RP nie były. Ani te dwie nieszczęsne umowy rządowe o wszechstronnej współpracy – umowa z 2016 roku, zawarta przez rząd PIS i umowa z 2024 roku zawarta przez rząd PO. Także żadna z umów darowizn sprzętu wojskowego o wielomilionowej wartości nie została poprzedzona ustawową ratyfikacją. W mediach mówi się o tym prostu tak: „Przekazano taki to a taki sprzęt wojskowy”. Podając czasem jego ilość, nie podając najczęściej jego wartości. Sprzęt jest wojskowy, ale umowa jest cywilnoprawna. Mamy bowiem wtedy do czynienia z umową darowizny na rzecz innego państwa. I każdą z takich umów powinien uprzednio ratyfikować nasz Parlament. Czy ktoś z kolejnych rządów (wcześniej PIS-u, teraz PO) odpowiedzialnych za lekceważenia prawa, za drwiny z Konstytucji, został pociągnięty do odpowiedzialności? Pytanie retoryczne. 
  2. To nie będzie tak, że dostaniemy całą pulę tej pożyczki i będziemy mogli sami się nią rządzić. Nie! Na każdy wydatek będziemy musieli otrzymywać odrębną akceptację z Brukseli. A oni mogą np. powiedzieć, że akceptacji j nie dadzą, bo nie spełniamy jakichś warunków. Np. praworządności. Tak jak to było z KPO (Krajowy Program Odbudowy), gdzie środki zostały zablokowane, bo UE nie podobało się wtedy nasze sądownictwo reformowane przez PIS. Stwierdzano, że nie gwarantujemy uczciwych sądów, które mogłyby orzekać według europejskich standardów, gdyby przyszło im rozsądzać sprawy związane z wykorzystaniem tego funduszu. Teraz np. UE stwierdzi, że w danym projekcie w ramach SAFE podzespoły nie są kupowane od tych firm, od których powinny być kupowane. I to wystarczy, by poszczególny projekt zablokować. 
  3. Te krótkie terminy na składanie zamówień w ramach SAFE przekładają się w praktyce gospodarczej na to, że oferenci będą wiedzieć, że polski rząd jest „pod ścianą” – jak nie wykorzysta w terminie przydzielonych mu środków, to one przepadną. Zatem oferty będą po prostu droższe (bo oferent wie, że zamawiający i tak musi kupić!). Przepłacimy! 
  4. 80% polskich zamówień ma być podobno ulokowanych w polskiej zbrojeniówce. Tym chwali się premier Tusk. Czyli ma to napędzać i rozkręcać polską gospodarkę. Tak: Polska Grupa Zbrojeniowa jest własnością Skarbu Państwa, więc niby się to zgadza. Ale te wszystkie Kraby, Rosomaki, karabinki itp., czy one są efektem naszej gospodarki, naszego przemysłu? Czy w Polsce projektuje się i produkuje np. jakieś choćby silniki do pojazdów wojskowych, jakieś oprzyrządowanie elektroniczne, optyczne do tych pojazdów? Ja nie wiem, ale mam podstawy sądzić, że my tylko montujemy ostatecznie pewne produkty jako całość, natomiast komponenty do nich kupujemy poza Polską. Czyli: to tylko półprawda, że 80% środków pójdzie do polskiej gospodarki. Nie, znaczna część tych pieniędzy będzie zapłatą za elementy gotowe, podzespoły, itp., które musimy importować. Skąd? Kto na tym skorzysta? Niemcy, Francja, Włochy, Szwecja – wszystkie te kraje starej Europy, w których przemysł i myśl techniczna jeszcze istnieje. My jesteśmy tylko montownią. 
  5. My mamy zakupić najwięcej uzbrojenia: w programie SAFE. Polska ma dostać 43,7 mld EUR. Następna jest Rumunia – 16,7 mld EUR. Tak bogate kraje jak Francja, Włochy wezmą tylko po 16,2 oraz 14,9 mld EUR! Bogatsze od nas (gdy porównujemy ich dochód per capita) kraje biorą tę pożyczkę w ilościach minimalnych: po 1-2 mld EUR. Niemcy w ogóle nie chcą tej pożyczki! Czy to nie powinno dawać nam do myślenia? W co my idziemy?
  6. I najlepsze! Zmienne stopy procentowe pożyczki SAFE udzielanej w EUR. Czyli nie ma gwarancji, że te procenty będą w następnych latach utrzymane. Mogą radykalnie wzrosnąć. I to już nie będzie tani kredyt – a tak go teraz zachwala rząd. To oznacza także, że jak się złotówce (walucie PLN) coś, nie daj Boże, przytrafi i ulegnie ona dewaluacji (w stosunku do EUR), to do spłacenia będziemy mieli dużo, dużo więcej. Przecież znamy to już, my Polacy. Przerabialiśmy to przy kredytach we frankach szwajcarskich. Polecam film fabularny „Banksterzy”. Tam jest to dobrze wytłumaczone. Na przykładach z życia. Gdzie ludzie po prostu bankrutowali.

Czy nam grozi bankructwo? Polsce? Zacząć by zatem trzeba od tego, czy my mamy w ogóle jeszcze zdolność kredytową?

Znając nasze dotychczasowe astronomiczne zadłużenie, czy ktoś przy zdrowych zmysłach udzieliłby nam kolejnego kredytu? Myśląc tak, jak zwykły człowiek myśli, to nie! Z czego mi spłacisz? Przecież masz już do spłacenia wszystkie te zobowiązania z lat ubiegłych. Ale ci, co nam tę pożyczkę chcą dać, to nie są zwykli ludzie. To banksterzy! Nasz rząd powinien wiedzieć z kim ma do czynienia. I ma chyba też trochę wiedzy prawnej? Chyba wątpię.

Gdy dłużnik przestaje płacić zaczyna się postępowanie egzekucyjne.

Zazwyczaj dzieje się tak gdy dochody z pracy już nie wystarczają na raty kredytu. Polska przestanie spłacać SAFE wtedy, gdy dochody z podatków nie wystarczą już na bieżące potrzeby (na emerytury, na służbę zdrowia chociażby) i jeszcze na raty kredytów. Bywa, że dłużnik jest niewypłacalny i wtedy wierzyciel niestety musi spisać dług w straty. Tak się dzieje, gdy dłużnik poza pracą (w której np. akurat go zwolniono) nie miał nic: żadnego majątku takiego jak dom, mieszkanie; nie miał nawet samochodu, który byłby coś wart… Nie ma co zlicytować…

Ale Polska jeszcze co nieco ma… Może nie będzie to „odkrojenie” jakiejś dzielnicy, np. Śląska. Ale i taką propozycję też być może dostaniemy. Dzieją się przecież na tym świecie takie rzeczy! Kiedyś Rosja sprzedała Alaskę, kto wie, czy Grenlandia nie zostanie sprzedana przez Danię. Pierwsze „koty za płoty” w wydaniu prezydenta Trumpa już w tej sprawie były…

Gdyby zaczęła się egzekucja długów spowodowanych przez program SAFE z polskich nieruchomości, to stracimy np. naszą własność tych jeszcze na razie polskich zakładów zbrojeniowych. Albo komornik zajmie na rzecz UE nasze lasy, też jeszcze państwowe. Czy też może zajmie na poczet zadłużenia nasze państwowe autostrady i ekspresówki? Też można – i z opłat autostradowych zrekompensują sobie banksterzy kiedyś te niespłacone nasze pożyczki.

Czarne scenariusze? 

Cóż, polska ustawa dotycząca SAFE została uchwalona 13 lutego 2026 roku. Był to akurat piątek. Trzynastego w piątek. Przesądni uważają taki dzień za pechowy. Swoją drogą ciekawe jest pochodzenie tego przesądu. Wiąże się on właśnie z długami. 13 października 1308 roku (był to piątek) król Francji, Filip IV Piękny, zdecydował się aresztować Templariuszy. Oskarżono ich o herezję, sodomię i bałwochwalstwo. Dowodów nie było, ale wielu Templariuszy spalono. Zakon rozbito. A prawdziwa przyczyna: prawdopodobnie chodziło o pieniądze i pozbycie się wierzycieli, właśnie Templariuszy, którym król był winien kasę. No pięknie…

Ktoś kiedyś żartował sobie mówiąc „Ja tam przesądny nie jestem” i pukając jednocześnie pod blatem stołu trzykrotnie w niemalowane drzewo…

Ale porzućmy przesądy. Wystarczą fakty.

Gdy się patrzy z jaką indolencją nasze władze prowadzą nasze sprawy, to można się obawiać najgorszego. Natomiast doskonale potrafią przedstawiciele naszych władz poradzić sobie z tymi, którzy myślą inaczej i ośmielają się jeszcze zadawać pytania i powiedzieć „sprawdzam!”.

Wystarczy wtedy takiemu rzucić w twarz, że on jest wróg i zdrajca.

Skomentuj Sławomir Anuluj odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 komentarze do “Ja, wróg niepodległości i zdrajca”

  1. No dobrze.
    A właściwie wszystko niedobrze.
    To analiza przyczyn i skutków naszej polityki zagranicznej z jej plusami i minusami.
    A jaki wniosek z tej analizy?
    Co robić lub co nie robić????
    Może dopisać jeszcze parę linijek z propozycją jak nasze Rządy, my Polacy mamy się zachować w tej sytuacji?
    Czekam na te parę linijek więcej.

    1. Trafna uwaga: łatwo w trudnych sytuacjach krytykować, trudno znaleźć rozwiązania. Temat jest złożony, więc odpowiadam konkretnie na to pytanie w kolejnym artykule: https://anty-bohater.pl/armia-zbawienia/
      Naprawdę jestem wdzięczny za zwrócenie mi uwagi. I spróbuję napisać osobny artykuł tym, jak widzę możliwości dalszego istnienia Polski. Może nawet jej rozwoju? Taki tytuł wstępnie zakładam: „Strategia dla IV RP”.
      Pozdrawiam!

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry