Ja, człowiek nieprzyzwoity

Impulsem do napisania tego artykułu jest krótka notatka prasowa z dnia 5 lutego 2026 roku, która powtarza słowa Premiera Polski pana Donalda Tuska wypowiedziane w czasie jego wizyty złożonej w tym czasie w Kijowie:

„Wszyscy przyzwoici ludzie na świecie nie mogą mieć wątpliwości, po czyjej stanąć stronie. Wspierając Ukrainę, w jej oporze przeciwko bezsensownej rosyjskiej agresji, wspieramy to, co słuszne i prawdziwe na świecie”.

Poczułem się tym obrażony.

No, mógłbym panu Premierowi zadedykować ten znany zwrot, co raz pojawiający się w starciach politycznych, gdzie ten czy inny polityk mówi do drugiego, odpowiadając na jakieś zarzuty: „Pan/i nie jest w stanie mnie obrazić”. Jest też wersja rozszerzona: „Zero nie jest w stanie mnie obrazić” (tym zerem jest zawsze adwersarz).

Mógłbym też powoływać się na Kodeks Boziewicza, który przez chwilę znów zaistniał w III RP. Zaistniał tak samo jak zaistniała beznadziejnie napisana nasza Konstytucja, wzorowana na konstytucjach przedwrześniowych. Z której podobno wynika, że rządzi Polską Premier, a reprezentuje nasz kraj Prezydent. Ale w praktyce oba te stanowiska są tak konstytucyjnie niedookreślone, że każdy kolejny prezydent chce przejąć pełnię władzy. I taka to ułomna Konstytucja niestety jest z nami cały czas. 

Zaistniało nam też wiele innych, zdawałoby się reliktów, jak np. bezrefleksyjny kult Piłsudskiego, czyli dyktatury pseudoparlamentarnej. I inne zachwyty nad, pożal się Boże, przeszłością, w której co rusz traciliśmy nasze Państwo. Oraz zaistniały nam różnorakie nienawiści, jak ta do Rosji, która odżyła niestety i towarzyszy nam Polakom już niemal jak choroba dziedziczna.

Co do Boziewicza – on w tym swoim pseudohonorowym kodeksie pojedynkowania się (datowanym 1919 rok) w obronie honoru (ech, ta polska triada: Bóg, Honor, Ojczyzna!), wykluczał zdolność do pojedynku, u kogoś kto dopuścił się czynów takich jak np. kłamstwo. Nie analizuję szczegółowo przeszłości pana Premiera, ale choćby dwa takie momenty pamiętam, które przy braku dobrej woli, zdolnej usprawiedliwić wszystkich pod warunkiem, że są ze wspólnego stada (stada są w Polsce dwa: PO oraz PIS), podpadają pod to mówienie nieprawdy, czyli kłamstwo. 

Kto zechce może sprawdzić w annałach prasowych, internetowych, itp.

Czy aby nie kłamał  pan Tusk, gdy przed ołtarzykiem domowym robił sobie rodzinne zdjęcie po to, aby wyborcy uznali go za dobrego katolika – gdy mu to potrzebne było w którejś z kampanii wyborczych? Ach, dzięki AI – jesteś nieoceniona. Pamiętasz wszystko! Już cytuję cię, Moja Droga:

Wydarzenie, o którym wspominasz, odnosi się do głośnej sesji zdjęciowej z 2005 roku, która miała miejsce podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi. Donald Tusk, wówczas kandydat na prezydenta, pozował do zdjęć z żoną Małgorzatą i córką Katarzyną w ich sopockim mieszkaniu. 

Kluczowe fakty dotyczące tego kontekstu:

  • Zdjęcie z ołtarzykiem: Na jednej z fotografii rodzina Tusków została uwieczniona na tle domowego ołtarzyka, na którym znajdowały się m.in. krzyż oraz figurka Matki Boskiej. Zdjęcie to było wielokrotnie przywoływane przez oponentów politycznych jako dowód na instrumentalne traktowanie religii w celu pozyskania konserwatywnego elektoratu.
  • Ślub kościelny w 2005 roku: W tym samym okresie kampanii wyborczej (po 27 latach małżeństwa cywilnego) Donald Tusk i jego żona zdecydowali się na zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego w Kościele katolickim.
  • Kontekst polityczny: Decyzja o ślubie kościelnym oraz publikacja zdjęć z religijnymi akcentami zbiegły się w czasie z rywalizacją o głosy prawicowych wyborców w wyborach prezydenckich, w których Tusk mierzył się m.in. z Lechem Kaczyńskim.
  • Znikający ołtarzyk”: W późniejszych latach media (szczególnie te o profilu konserwatywnym) zauważały, że w kolejnych sesjach zdjęciowych z domu Donalda Tuska ołtarzyk nie był już eksponowany, co stało się podstawą do formułowania zarzutów o „wyborczą inscenizację”. 

Sesja ta do dziś pozostaje jednym z najczęściej przypominanych przykładów kreowania wizerunku polityka w polskiej sferze publicznej. 

I druga sprawa, którą trochę pamiętam i przywołuję, zastanawiając się jednocześnie jako prawnik nad tzw. legitymacją czynną pana Tuska, czyli jego uprawnieniem do występowania w imieniu ludzi przyzwoitych. Nie kłamał aby pan Tusk mówiąc, że posady w Unii Europejskiej go nie interesują, że jego szczytowym marzeniem jest stać na czele polskiego rządu? AI ma nam na ten temat do powiedzenia to:

Wypowiedzi Donalda Tuska na temat jego ambicji politycznych ewoluowały w zależności od etapu jego kariery, a ich interpretacja bywa przedmiotem sporów politycznych.

  • Przed wyjazdem do Brukseli (2014): Przez lata Donald Tusk publicznie deklarował, że nie jest zainteresowany stanowiskami w strukturach unijnych. Jeszcze w 2013 roku, w obliczu spekulacji o objęciu funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej, twierdził, że najważniejsza jest dla niego sytuacja w Polsce. Ostatecznie jednak przyjął tę propozycję w sierpniu 2014 roku, co opozycja często określała jako porzucenie polskiego rządu.
  • Okres unijny (2014–2019): Pełniąc funkcję szefa Rady Europejskiej, Tusk skupiał się na polityce wspólnotowej, choć wielokrotnie komentował sytuację w kraju, co budziło oskarżenia o ingerowanie w polskie sprawy wewnętrzne.
  • Powrót do Polski (2021): Po zakończeniu misji w Brukseli i przewodzeniu Europejskiej Partii Ludowej, Tusk zadeklarował powrót do krajowej polityki. Twierdził wówczas, że nie kieruje nim osobista ambicja bycia premierem, lecz poczucie obowiązku „odwrócenia niebezpiecznego biegu spraw”. Podkreślał, że sama myśl o kandydowaniu bywa dla niego upiorna”. 
  • Obecnie, sprawując po raz trzeci funkcję Premiera RP, Donald Tusk przedstawia swoją obecność w rządzie jako realizację marzeń o silnej Polsce w Europie. Krytycy natomiast nadal wytykają mu niespójność między dawnymi deklaracjami a podjętymi decyzjami personalnymi. 

Mógłbym zatem potraktować, że pan Premier, tak mijający się z prawdą, nie jest w stanie mnie obrazić, ale jednak zabolało mnie, że stwierdził, iż jestem człowiekiem nieprzyzwoitym. To poważny zarzut!

Mam zatem do Premiera sporo pytań odnoszących się do tej jego wypowiedzi.

  1. Czy nigdy nie słyszał Pan Premier o wieloletnim bombardowaniu miast Donbasu i setkach ofiar, w ludności cywilnej po stronie rosyjskiej, które zginęły gdyż Ukraina wysłała tam do boju, na długo przed rokiem 2022 swoje słynne oddziały AZOW. Na długo przedtem zanim Rosja wystąpiła przeciwko temu stanowi rzeczy z interwencja zbrojną? Jest nawet tam w Doniecku słynna „Aleja Aniołków”. AI o niej wie:

Aleja Aniołów (ros. Аллея ангелов) w Doniecku to pomnik i miejsce pamięci poświęcone dzieciom, które zginęły w wyniku działań wojennych w Donbasie. Znajduje się w Parku Lenina Komsomołu (obecnie często kojarzony z Parkiem Zwycięstwa) w Doniecku. 

Kluczowe informacje:

  • Cel: Upamiętnienie dzieci zabitych podczas konfliktu, który rozpoczął się w 2014 roku.
  • Otwarcie: Pomnik został otwarty 5 maja 2015 roku.
  • Elementy pomnika:
    • Łuk: Kute róże (symbol Doniecka) przeplatane łuskami z karabinów maszynowych, które symbolizują wojnę, oraz gołębiami – symbolem pokoju.
    • Tablica: Granitowa płyta z nazwiskami i wiekiem zabitych dzieci.
  • Pomnik: W 2017 roku odsłonięto pomnik przedstawiający chłopca (wzorowanego na Cyrylu Sidoriuku, który zginął, osłaniając siostrę) patrzącego w niebo.
  • Symbolika: Aleja ta jest miejscem żałoby, gdzie mieszkańcy składają kwiaty i zabawki, a także organizowane są ceremonie upamiętniające. 

Według informacji z 2023 roku, Aleja Aniołów nadal się rozrasta, a pamięć o ofiarach jest kultywowana w kontekście trwających działań zbrojnych. Oficjalne obchody Dnia Pamięci Dzieci – Ofiar Wojny w Donbasie odbywają się corocznie 27 lipca. 

  1. Czy Pan Premier wie, że Rosja składała wielokrotnie skargi na na działania zbrojne Ukrainy wobec Donbasu? AI wie o tym. AI zaprogramowana przez ludzi, którzy mają taką samą optykę widzenia jak pan Premier, dodaje jednak do faktów takie zdania jak: „próbując obarczyć Kijów odpowiedzialnością za eskalację konfliktu”, a także o „szerzeniu narracji”.

Przeczytajmy to jednak bez tych jednostronnych ocen. Pozostaną fakty: Ukraina atakowała. A Rosja prosiła ONZ o interwencję. A pan, Panie Premierze, wtedy w Brukseli siedział i o niczym nie wiedział? Nie mógł pan podjąć jakichś mediacji, nie zależało Panu na ginących tam ludziach, dzieciach? Ani na pokojowej Nagrodzie Nobla? Mógłby ją Pan dostać… Prosimy AI, niech się wypowie:

Tak, Rosja wielokrotnie składała skargi do ONZ oraz oskarżała Ukrainę o działania zbrojne w Donbasie, argumentując swoje inwazje (w tym tę z 2022 r.) jako prawo do samoobrony na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Rosja używała tych twierdzeń, by uzasadnić swoje działania jako obronę przed rzekomym atakiem zbrojnym Ukrainy na prorosyjskich separatystów.

Skargi i Narracja: Rosja regularnie oskarżała Ukrainę o ostrzał cywilów i infrastruktury, próbując obarczyć Kijów odpowiedzialnością za eskalację konfliktu

Działania dyplomatyczne: Moskwa wykorzystywała forum ONZ, w tym Radę Bezpieczeństwa, do szerzenia narracji o „ludobójstwie” w Donbasie, co było pretekstem do działań zbrojnych.

Zatem, Panie Premierze, mam wątpliwości czy mogę stanąć po stronie Ukrainy. 

A właściwie to nie mam: po tej stronie, po stronie Ukrainy, przyzwoitemu człowiekowi nie wypada stawać. 

Przyzwoity człowiek staje po stronie Pokoju. I nie wspiera Ukrainy w bezsensownej wojnie.

Czy w sytuacji, gdy giną obywatele Rosji na terenie Donbasu, w sytuacji gdy na terenie Ukrainy zabrania się jej rosyjskojęzycznym obywatelom mówienia w ich ojczystym języku, gdy skargi składane na forum międzynarodowym (ONZ) nie dawały żadnych rezultatów, to ich rodacy z Rosji mieli się temu przyglądać bezczynnie? Z punktu widzenia tych ludzi agresja Rosji z pewnością nie była „bezsensowna”. Oni (obywatele Ukrainy rosyjskiego pochodzenia) czekali na to, że ktoś się za nimi ujmie. Że ktoś przyjdzie im z pomocą.

Nie tak miało to być, nie tak: to powinno zostać rozstrzygnięte pokojowo. 

Np. przez udział pokojowych sił ONZ, przez referenda z udziałem międzynarodowego nadzoru pod auspicjami ONZ. Ale ta i inne instytucje zawiodły! Zawiodła Unia Europejska, która mogła zrobić wiele dobrego dla pokojowego rozwiązania tego konfliktu. A Pan, Panie Premierze, stał wtedy (lata 2014-2019) na jej czele!

Uważa się Pan za przyzwoitego człowieka? Ciekawe… Bo ja sam za takiego też się uważam. Pomimo, że nie stoję po stronie Ukrainy. Stoję po stronie pokoju. Za wszelką cenę! Za wyjątkiem ceny życia ludzkiego.

Kolejne pytanie do pana, Panie Tusk:

  1. Co Pan rozumie przez słowa, że „wspieramy to co słuszne i prawdziwe na świecie”? Uszczegółowię:
  2. Czy słuszny jest system panujący na Ukrainie od czasu wyodrębnienia się jej ze Związku Radzieckiego, w którym korupcja jest wszechogarniająca? System, w którym udzielono preferencji mieszkańcom zachodniej części Ukrainy kosztem postępującego zubożenia obszarów Doniecka i Ługańska? W którym wzbogacono nieliczną klasę oligarchów kosztem całego społeczeństwa. Nota bene: czy jakikolwiek oligarcha ukraiński przeznaczył choćby trochę swoich pieniędzy na generatory prądu dla rodaków marznących w Kijowie? Nie słyszałem, nie czytałem. Czy na jakąkolwiek inną finansową pomoc swojej (?) Ukrainie? Ibidem. Bo Pan przeznaczył właśnie w Kijowie pieniądze z naszych podatków na te generatory.

O korupcji na Ukrainie wszyscy wiedzą, więc jest to fakt, który w języku prawniczym nazywa się notoria. Dobrze! Dajmy AI nam to jeszcze raz wyjaśnić:

Notoria fakty (faktory notoryjne, łac. notoria) to w prawie okoliczności powszechnie znane, które nie wymagają udowodnienia w postępowaniu sądowym lub administracyjnym. Należą do nich zdarzenia historyczne, zjawiska przyrodnicze czy powszechnie dostępne informacje geograficzne. Co istotne, fakty te sąd bierze pod uwagę z urzędu. 

Kluczowe aspekty notorii faktów:

  • Definicja: Są to fakty znane nieograniczonej liczbie osób lub dostępnym źródłom wiedzy, których nie trzeba dowodzić, np. fakt wybuchu wojny czy zmiany ustroju.
  • Rodzaje notorii:
    • Powszechna: Znana wszystkim rozsądnym osobom (np. „dzień po poniedziałku to wtorek”).
    • Urzędowa (sądowa): Znana sądowi z urzędu z innych rozpoznawanych spraw.
  • Skutek procesowy: Sąd lub organ administracji pomija dowód z zeznań świadków czy dokumentów na te okoliczności, co przyspiesza postępowanie.
  • Dowód przeciwny: Fakt notoryjny może zostać podważony, jeśli strona udowodni, że w konkretnej sytuacji było inaczej. 

Tak… Korupcja na Ukrainie jest tak pewna jak to, że „po poniedziałku jest wtorek”.

I to właśnie państwo mamy my, przyzwoici ludzie, wspierać ze wszystkich sił? Naszymi podatkami? 

5. Czy słuszne były, powszechnie znane, praktyki istniejącego na Ukrainie handlu dziećmi i podejrzenia iż handluje się tam organami ludzkimi?

Wklejam cały artykuł PAP z dnia 17.08.2021 na temat handlu dziećmi. Jest on do znalezienia w Internecie.

Potem, po wybuchu wojny Rosja-Ukraina, polskie media opanowane przez propagandę proukraińską pisały już tylko w takim „duchu”, że to wszystko jest tam „rzekomo”. Przykłady:

„Rzekome przyzwolenie na handel organami w Ukrainie jest wątkiem, który obserwujemy w mediach społecznościowych od początku rosyjskiej…”

„Sprawdzamy film opowiadający o tym, że Rosjanie odkryli „fabryki niemowląt” w Ukrainie, w których rzekomo hoduje się dzieci na organy. Nie ma na to dowodów…

Przeczytajmy zatem ten artykuł, aby zobaczyć co pisano, gdy jeszcze wolność mediów istniała:

W kijowskiej klinice sprzedawano noworodki za 70 tysięcy dolarów

W jednej z kijowskich klinik pod pozorem macierzyństwa zastępczego sprzedawano noworodki za 70 tys. dolarów – poinformował komendant główny ukraińskiej policji Ihor Kłymenko. Jak dodał, 13 dzieci trafiło do jednego z krajów Azji Wschodniej. „70 tys. dolarów USA za dziecko. Niestety taka jest rzeczywistość. Rzeczywistość, jaka była obok nas, w jednej ze specjalistycznych klinik Kijowa” – napisał na Facebooku komendant. Dyrektor kliniki organizatorem procederu „Nielegalny handel noworodkami, przedstawiany jako macierzyństwo zastępcze”, policja i śledczy dokumentowali przez ponad dwa lata – dodał. Organizatorem procederu – jak przekazał Kłymenko – był dyrektor kliniki, a klientów znajdowali cudzoziemcy wchodzący w skład tej grupy przestępczej. „By otrzymać dziecko, 'zamawiający’ musiał zapłacić ok. 70 tys. USD i zawrzeć fikcyjny ślub z Ukrainką. Później takie pseudomałżeństwo zamawiało usługę macierzyństwa zastępczego” – kontynuował szef policji ukraińskiej. Następnie małżonki podpisywały dokumenty, pozwalające ojcu wywieźć dziecko za granicę – do jednego z krajów Azji Wschodniej. Surogatki rodziły dzieci za ok. 6-8 tys. Dolarów MSW podało na swojej stronie internetowej, że reklamy swoich usług grupa zamieszczała w internecie w różnych krajach. Działano według stałego schematu: poszukiwano kobiet w trudnej sytuacji materialnej, które godziły się za 300-1000 USD wziąć fikcyjny ślub z cudzoziemcami. Lekarz, który był członkiem grupy, wystawiał następnie zaświadczenie o przeciwskazaniach dla ciąży. Jest to podstawa do oficjalnego zastosowania technik wspomaganego rozrodu. Dzieci rodziły surogatki za ok. 6-8 tys. USD. Kłymenko przekazał, że policja odebrała troje noworodków i przekazała je służbom socjalnym. Co najmniej 13 dzieci sprzedano i wywieziono z Ukrainy – napisał. Według MSW zarejestrowano 16 przypadków sprzedaży dzieci, a podczas przeszukania znaleziono informacje o kolejnych 160 „zamówieniach”. Resort przekazał, że w skład grupy wchodziło pięć osób: organizator, współorganizator, dwóch wykonawców – obywateli jednego z krajów Azji Wschodniej, i lekarz urolog. Osoby te poinformowano o możliwości popełnienia przestępstwa. Komendant wyraził przekonanie, że to nie ostatnia taka grupa. „Między macierzyństwem zastępczym i handlem ludźmi jest bardzo cienka granica. (…) Bez wzmocnionej regulacji prawnej tej kwestii nie uda się nam w pełni zatrzymać sprzedaży ukraińskich dzieci za granicę” – zaznaczył. To nie pierwszy taki ujawniony przypadek. Pod koniec lipca Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o wykryciu grupy przestępczej sprzedającej niemowlęta za granicę za 60 tys. dolarów. Członkowie grupy utworzyli schemat dostarczania cudzoziemcom niemowląt rzekomo w ramach programów macierzyństwa zastępczego – podało SBU. Nie wiadomo, czy obie sprawy są ze sobą powiązane. Z Kijowa Natalia Dziurdzińska (PAP)”.

Poprzednie pytania numerowałem, więc to będzie szóste. Można by tych pytań zadać wiele, ale to jedno jeszcze na pewno trzeba, jest konieczne.

6. Czy przyzwoity Polak może nie mieć wątpliwości kogo wspierać, jeżeli władze Ukrainy nie chcą się rozliczyć ze zbrodni ludobójstwa na Wołyniu?

Jeżeli w Kijowie, Lwowie, na całej Ukrainie kultywuje się pamięć zbrodniarzy, a tożsamość narodową Ukraińcy sprawujący aktualnie władzę chcą budować na kulcie takich zbrodniarzy jak Bandera i Szuchewycz? Powstają ich pomniki, muzea. Jak to „rokuje” na przyszłość? Na nasze stosunki, które powinny być dobrosąsiedzkie. Na prośby Polaków, aby wreszcie nasi sąsiedzi „stanęli w prawdzie”, oni głosami ważnych przedstawicieli swojego państwa. (np. ambasador Ukrainy w Polsce, np. szef ukraińskiego odpowiednia naszego Instytutu Pamięci Narodowej) odpowiadają nam, że to było inaczej – nie tak, jak my to pamiętamy. Lub nie odpowiadają nam nic. Co  może jest wręcz jeszcze gorsze – zostajemy zignorowani, zostajemy sami z naszym bólem, naszą narodową traumą.

Wspieramy to, co prawdziwe i słuszne na świecie… Tak Pan powiedział Panie Premierze. Prawdziwe? Zatem ostatnie już pytanie. 

7. To prawdziwa jest wola walki społeczeństwa ukraińskiego? Tak dzielnie wszyscy chcą tam bronić swojej Ukrainy? Czy widział pan Premier filmy z tymi łapankami na ulicach i wsiach Ukrainy, gdzie Ukraińcy chowają się przed polującymi na nich łapaczami z tzw. Wojenkomatu, którzy tropią ich jak kiedyś tropiono ludzi w Afryce, aby uczynić ich niewolnikami?

Na Ukrainie wszystkie chwyty są dozwolone, nawet podstępy. Ostatnio wyłączają np. bezpieczniki prądu na klatkach schodowych w bloku. A gdy mężczyzna wyjdzie z mieszkania, aby sprawdzić czemu światło zgasło, to jest już w ich rękach. I światło mu zgaśnie na zawsze. Na pierwszej linii frontu. Widział Pan, że bez użycia przemocy fizycznej nikt nie chce wsiąść do busa tych łapaczy, by odjechać na front? Na śmierć. Widział Pan to, czy nie – Panie Premierze? Jak pan śmie mówić o tych ludziach, że są nieprzyzwoici? Dlatego, bo oni nie chcą stanąć do walki? To mówi Pan zatem to samo również o tych milionach, które opuściły ten kraj – o Ukraińcach, którzy uciekli przed wojną. A wie Pan, że kilka milionów uciekło też do Rosji? Tak, uciekli tam! Do tej, podobno, według Pana, złej Rosji! Ludzie nie chcą wojny – chcą pokoju! A Pan pojechał do Kijowa wspierać wojnę. Obiecał Pan Ukrainie znowu uzbrojenie. Tym razem polskie myśliwce MIGi – ileś tam…

Znów za darmo?

Słuszne jest, żeby Państwo, które miało podobno 52 miliony obywateli, tak wykrwawiać? Tylu mieszkańców było na Ukrainie przed rozpoczęciem konfliktu. Teraz już nie ma tam mężczyzn, którzy mogą walczyć. Kobiety wyjechały. Rosja wszystkiemu winna… Tak mówi Pan i inni, pana koledzy. Ta narracja nie zmieni faktu, iż Ukraina znika jako państwo z perspektywami rozwoju. A jedyną drogą, która Pan i Pana koledzy z UE jej proponują jest walka do ostatniego ukraińskiego żołnierza. Jesteście reprezentantami niechlubnej tradycji militarystycznej Europy, o której pacyfista Remarque napisał „Na zachodzie bez zmian”.

Faktycznie: bez zmian.

I jeszcze Pan dodał „Nie będzie sprawiedliwej, bezpiecznej Europy i Polski bez niepodległej Ukrainy”.

To, co Panie Premierze? Załóżmy, że Ukraina się rozpadnie. Bo bliska jest tego scenariusza. Nikt nie wie, co stanie się z tym krajem, gdy wreszcie dojdzie do wolnych, nieskrępowanych, niesterowanych, rzeczywiście demokratycznych wyborów. Albo jakiegoś kolejnego majdanu, po którym też Ukraina może przestać istnieć. Gdyby tak się stało, to już automatycznie będzie „finis Poloniae”? Ogłosi Pan osobiście koniec Polski? Przecież to slogan, to co Pan twierdzi! O Ukrainie jako o gwarancji istnienia Polski. Wciąż ta koncepcja Zbigniewa Brzezińskiego, poza którą nie jesteście w stanie, polska klaso polityczna, wygenerować nic innego. Nic sensownego.

Nie mieści się Wam w głowach, że można pokojowo współpracować ze wszystkimi sąsiadami, że można żyć w pokoju?

A dobra dyplomacja jest więcej warta niż setki tysięcy polskich żołnierzy. I setki tych Abrahmsów – czołgów, które na współczesnym polu walki nic nie znaczą, bo zostaną zniszczone przez drony. Ale wy je kupujecie! Naszych żołnierzy, czołgów, dronów i tak zawsze będzie za mało by nas obronić przed potęgami. Tylko ekonomia, handel, nauka, przyjaźń. „Economy You Stupid”!

Nie, Panie Premierze. Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy! I tylko to jest gwarancją naszego istnienia. Nasze życie. Nie Ukraina.

A polityka militarystyczna wielkiego kapitału, zarabiającego na każdej wojnie poprzez sprzedaż uzbrojenia i amunicji, której to polityki Pan okazał się idealnym realizatorem, doprowadza już Polskę do astronomicznego zadłużenia. Czyli do ekonomicznego końca naszego kraju. A może ponadto nasz naród doprowadzić do biologicznego końca. Wie Pan zapewne, że w koncepcji Brzezińskiego („Wielka Szachownica”, jego dzieło z roku 1992 r.) Ukraina to „sworzeń” (Pivot).

A kim my mamy być? Buforem? Zderzakiem?

Tak – to my, my Polacy, przyjmiemy pierwsze i każde następne uderzenie. Jak zwykle.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry