Deziluzja jest produktem pierwszej potrzeby w Polsce. Dla Polski. Dla Polaków.
Zwyczajnie spojrzeć na siebie i na innych. Bez złudzeń.
Co jakiś czas uświadamiamy sobie, iż kreujemy jakiś obraz świata, a ten świat taki wcale nie jest. Rzeczywistość jest inna niż nasze wyobrażenia.
„Deziluzja to brak iluzji lub pozbawienie kogoś złudzeń. To proces lub stan, w którym człowiek zdaje sobie sprawę, że dotychczasowe wyobrażenia o czymś lub o kimś były fałszywe, co często prowadzi do rozczarowania. Zerwanie z fikcją.”
Tyle mówi o tym słowie słownikowa definicja.
Czasem to my sami kreujemy ten złudny obraz, a czasem nawet nie zauważamy, że wykreowano go nam, wdrukowano niejako w nas. Chyba już ucicha szum skrzydeł Orła Białego, który przelatywał nad naszym krajem w ostatnich tygodniach. I wraz z nim uleciał jakby dotychczasowy obraz Ukrainy namalowany nam w mediach głównego nurtu. Ukrainy, która będzie naszym dobrym sąsiadem. Więcej! Nawet o Unii z Ukrainą się mówiło. Gdyż niektórym się to marzyło. Nawet nazwa okropna na tę unię państw była: UkroPol.
A jaki to dobry sąsiad?
Można by wiele cech wymieniać, ale to także taki, który nas rozumie. Rozumie nasze troski, obawy, stara się wyjść nam naprzeciw. Szczególnie w ważnych dla nas sprawach.
Kilka tygodni temu Prezydent RP Karol Nawrocki najpierw zapowiedział, iż rozważa wydanie decyzji o odebraniu orderu Orła Białego Prezydentowi Ukrainy Wołodymirowi Zelenskiemu. Stało się tak po tym jak media podały informację, iż Prezydent Ukrainy nadał jednemu z ważnych dla Ukrainy oddziałów wojskowych imię Stepana Bandery. Bandera – na Ukrainie traktowany jako bohater narodowy – jest dla Polaków zbrodniarzem, winnym ludobójstwa na Polakach.
Czyżby w naiwności swojej (w końcu to Polak) liczył nasz prezydent, że prezydent Ukrainy się opamięta i cofnie swoją decyzję. I może nawet przeprosi?
Ale dobrze! Zanim się z pistoletu wystrzeli, nawet do przestępcy, to powinno się najpierw go ostrzec i krzyknąć: będę strzelać! A potem jeszcze oddać w powietrze strzał ostrzegawczy. Takie są procedury, którym przyświeca troska o życie – o dobro dla większości ludzi najwyższe. Niektórzy wolą honor i inne jeszcze wartości – ale to idealizm. My pozostańmy lepiej na ziemi.
Oczywiście nic się takiego nie stało. Prezydent Zelenski nie zareagował.
Prezydent Nawrocki ogłosił więc, że cofa decyzję o nadaniu odznaczenia. Order nadał były prezydent Polski Andrzej Duda w dniu 5. kwietnia 2023 roku. Warto przytoczyć, co wtedy mówił A. Duda (polityk zresztą z tego samego obozu politycznego co Nawrocki, czyli z PIS). Order przyznawał Zelenskiemu, cytuję: „w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą”. A ten przyjmował to odznaczenie, jak to w takich sytuacjach politycy zawsze mówią: „w imieniu mojego narodu”.
A Duda podkreślił, że „Order Orła Białego jest najstarszym i najcenniejszym polskim odznaczeniem i jest wręczany wyjątkowym osobom, które swoim życiem, służbą publiczną, pracą dokonały wyjątkowych zasług dla Rzeczypospolitej, w szerokim znaczeniu, także w znaczeniu sąsiedztwa”. Koniec cytatu.
Może jeszcze dodam, że Andrzej Duda przemawiając wspomniał, iż: „obserwując Twoją służbę dla Ojczyzny trudno ukryć łzy wzruszenia.”
Zauważmy tę bliskość: panowie prezydentowie Duda i Zelenski byli „na ty”.
Mam wrażenie, że prezydentowi Dudzie pomyliły się Ojczyzny. Natomiast ta wzmianka o sąsiedztwie… Cóż, symptomatyczna! Gdyż w dziejach obu krajów Polski i Ukrainy właśnie sąsiedztwo na dawnych kresach polskich jest tragiczną kartą historii. Ten bolesny temat podjął film fabularny „Wołyń” z 2016 roku w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego, opisując te stosunki od lat przedwojennych (czasy do 1939 roku) aż do tragicznego roku 1943, gdy nastąpił kulminacyjny punkt pogromu, który do polskiej historii wszedł jako tzw. „Rzeź Wołyńska”. 11 czerwca 1943 roku Ukraińcy, będący sąsiadami Polaków, zaatakowali około 150 polskich wsi na Wołyniu. Mordowali i torturowali swoje ofiary na ponad 360 sposobów. Obliczono to opierając się na źródłach historycznych. Przede wszystkim na zeznaniach świadków, którzy jakimś zbiegiem okoliczności, cudem niemal, uniknęli losu swoich najbliższych, mordowanych na ich oczach.
Film opisuje te wydarzenia właśnie w kontekście sąsiedztwa – losów zwykłych ludzi, którzy od dawna żyli obok siebie, jednak okazało się, iż te więzi międzyludzkie nie dały nic. W Ukraińcach, pod wpływem banderowskiej ideologii zanikło człowieczeństwo.
Koniec drugiej wojny światowej, to nie był jeszcze koniec ukraińskich dążeń do uzyskania terenu Ukrainy tylko dla siebie. Do końca lat czterdziestych ubiegłego wieku Polacy nękani byli przez ukraińskie bandy UPA. Nasza filmoteka narodowa pokazuje i tamten czas: są to zapomniane już dziś filmy „Ogniomistrz Kaleń” – najsłynniejszy obraz ukazujący dramatyczne realia walk w Bieszczadach w 1946 roku. O walkach tam nakręcono również film fabularny „Wilcze echa” (1968). I inne.
Minęło sporo czasu, nawet od tych filmów (za wyjątkiem „Wołynia”). Polacy, kolejne pokolenia, pomału zapomnieli czego doświadczyli z rąk Ukraińców. I gdy Ukraina została 22.02.2022 r. zaatakowana przez Rosję przyjęli serdecznie pod swoje dachy ukraińskich uchodźców. Kilka milionów Ukraińców przybyło do Polski i natychmiast uzyskało tu wsparcie, świadczenia, pomoc, życzliwość. Od zwykłych ludzi i od instytucji niosących pomoc. A polskie rządy, przez wszystkie już ponad 4 lata wojny, wspierają Ukrainę militarnie w skali, która jest olbrzymia.
Jednak część Polaków pamiętała, że Ukraina nigdy nie „stanęła w prawdzie”.
Nie ma tam choćby pomnika polskich ofiar. Nie ma przyznania się do ludobójstwa. Jest natomiast na Ukrainie kult Bandery i innych sprawców tych mordów. Nigdy nie było pochówku dla polskich ofiar zakopanych w latach 40-tych ubiegłego wieku w zbiorowych masowych grobach, palonych żywcem w domach, stodołach, kościołach, gdzie próbowali się schronić przed ukraińskimi oprawcami. Ukraina nie zgadza się na ekshumacje. Podobno tłumaczyła to trwającą wojną. Jednocześnie jednak w tym samym czasie Niemcy bez przeszkód dokonują ekshumacji ciał swoich żołnierzy pogrzebanych na terenie Ukrainy w czasie II wojny światowej.
Jednak wbrew oficjalnej polskiej propagandzie niektórzy Polacy twardo domagali się prawdy i moralnego zadośćuczynienia od Ukrainy. Nieżyjący już (zm. 09.01.2024 r.) ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski, który walczył o to, by mówić prawdę o ludobójstwie na Wołyniu, usłyszał od prezydenta A. Dudy, gdy ten pełnił jeszcze swój urząd, takie słowa: „Niech się ksiądz miarkuje” oraz „Ja bym mimo wszystko jednak wolał, gdyby ksiądz Isakowicz-Zalewski zajmował się tym, czym powinien zajmować się ksiądz”.
Przy okazji: zapytałem o to zdarzenie AI Googla. Twierdził, że słowa „miarkuje” Duda wobec ks. Isakowicza-Zalewskiego nie użył. Natomiast ChatGPT przypomniał sobie jednak, że powiedział to.
Ze sztuczną inteligencją jest dokładnie tak, jak z tą „inteligencją” normalną, stricte ludzką: chce pamiętać to, co dla niej wygodne. I nas na swój obraz i podobieństwo stworzyć. Zaprogramować nam naszą wiedzę i poglądy. Według standardów, które jej „wdrukowali” ojcowie założyciele.
Kto chce zobaczyć, jak było naprawdę, to na YouTube jest kanał pod nazwą: @Konfederacja_Oficjalny. I tam jest nagranie tej sceny. Prywatne raczej, słabej jakości, z telefonu. Ale słychać wyraźnie, co było powiedziane.
Kwestia pamięci Wołynia była odsuwana, odsuwana… Szczególnie po wybuchu wojny ukraińsko-rosyjskiej. Nie teraz! Teraz trzeba pomagać! Teraz Ukraina ma większe problemy. Polscy politycy tłumaczyli polskiemu narodowi, że tak trzeba. Wbrew faktom, czyli rozprzestrzeniającemu się na Ukrainie kultowi Bandery. Ignorując nawet to, że na sprzęcie wojskowym przekazywanym Ukrainie z Polski pojawiały się symbole i nazwy wprost nawiązujące do hitlerowskich formacji SS, z którymi Ukraińcy współpracowali, jak np. legion „SS Galizien” w skład którego wchodzili Ukraińcy walczący w ramach regularnych wojsk III Rzeszy. „Luftwaffe” jako nazwa obecnej jednostki wojskowej też jest na Ukrainie obecnie w użyciu (422. Pułk Systemów Bezzałogowych „Luftwaffe”). Jeszcze tylko brakuje… Nie, nie będę pisał. Wiadomo: algorytmy. Kiedyś nazywane cenzurą.
Ukraina nie chce nas zrozumieć. Swoją współpracę z III Rzeszą w okresie II wojny światowej Ukraińcy usprawiedliwiają tym, że walczyli wtedy, wraz z hitlerowcami, przeciwko Związkowi Radzieckiemu. O wolną Ukrainę.
Nie chce nam Ukraina wyjść naprzeciw, zrozumieć bólu Polaków i naszej traumy, jaką jest Wołyń.
Stepan Bandera, główny ideolog, odpowiedzialny za kierowanie Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów – OUN oraz Roman Szuchewycz, naczelny dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii – UPA są dla Ukrainy bohaterami narodowymi. I według Ukrainy należy się im szacunek. I cześć oddawana na uroczystościach państwowych oraz poprzez stawianie pomników. Nadawanie na Ukrainie ich nazwisk – jako nazw ulic. Tworzenie muzeów noszących w nazwach te nazwiska i gloryfikujących te postacie. Rok 2026 oraz rok 2027 są poświęcone we Lwowie, decyzją tamtejszych władz miejskich, właśnie pamięci Szuchewycza. Dla obecnej władzy ukraińskiej, czyli dla prezydenta Wołodymira Zełeńskiego i wspierających go polityków, te nazwiska tworzą panteon bohaterów narodowych, ponieważ byli oni propagatorami powstania Ukrainy jako niezależnego państwa. I na pamięci ich dokonań jako twórców państwowości Ukrainy oparty jest tzw. mit założycielski tego kraju.
Propagowany na Ukrainie bez względu na to, iż społeczeństwo Polski się temu sprzeciwia.
Natomiast Polska wszystkich tych ideologów oraz wykonawców czystek etnicznych na dzisiejszej Ukrainie, czyli na terenach wschodnich dawnej II Rzeczypospolitej, traktuje jako osoby winne ludobójstwa. Sprzeciw wobec kultu Bandery i innych wynika z faktu, iż kult ten jest sprzeczny z naszą pamięcią narodową, dla której te postacie są zbrodniarzami odpowiedzialnymi za wymordowanie ponad 100 tysięcy Polaków na Kresach Wschodnich. Ten szacunek ofiar to liczba minimalna. Różnie źródła podają – ofiar mogło być dużo, dużo więcej. Nasz sprzeciw wynika z norm ogólnoludzkich. Cywilizacyjnych. I z prymatu chrześcijańskiego przykazania „Nie zabijaj”. Przyjęcie tej zasady jest podstawą człowieczeństwa.
Podawana liczba ofiar dotyczy tylko osób zabitych. A przecież ci, którzy uszli z życiem, często tylko jakimś cudem, już do końca życia byli straumatyzowani.
Z powagą przyjmujemy informacje o tym słynnym już syndromie PTSD (Post Traumatic Stress Disorder), dotyczącym żołnierzy biorących udział w wojnach. Pomyślmy jednak też o ofiarach cywilnych na Wołyniu. O ludziach, którzy przeżyli to genocidum atrox (ludobójstwo ze szczególnym okrucieństwem). I już na zawsze nosiły w pamięci obrazy dramatu, jaki rozegrał się na ich oczach. To nie byli żołnierze, którzy z definicji powinni być przygotowania na takie sceny śmierci, zadawania ran. To byli zwykli ludzie. Często jeszcze dzieci. Zobaczyli i usłyszeli mordowanych członków rodziny, znajomych, sąsiadów. I już przez całe życie pozostali z tymi obrazami.
Jak można znowu, po czymś takim, zaufać człowiekowi? Nie bać się sąsiadów? A znowu jesteśmy sąsiadami… Tu w Polsce.
Nikt nie podaje rzetelnych danych, ilu Ukraińców jest u nas. Liczbę szacować można na 4 miliony. A może na 5 mln? Nikt nie wie. Podobno dwa miliony były u nas już przed wybuchem wojny – przyjezdni pracownicy, których widzimy wszędzie. Na budowach, w restauracjach, w handlu. Oraz ich rodziny. A jeszcze więcej będzie, gdy wojna się skończy i dojdzie do łączenia się rodzin. Wojacy z frontu na Ukrainie wrócą do żon, dzieci, partnerek, które są w Polsce. Ostatni spis powszechny ludności był w Polsce w 2021 roku i wykazał nieco ponad 38 milionów obywateli polskich. Oraz stałą tendencję spadkową. Jeśli razem (Polacy i Ukraińcy) jest nas teraz np. 42 miliony, a w tym 4-5 milionów Ukraińców, to stanowią oni około 10% ludności naszego kraju. Tak zmieniła się demografia Polski. PIS chciał ją zmieniać za pomocą „prorodzinnego” świadczenia „500plus”. To się nie udało. Zmienił zatem naszą demografię przyjmując masowo wszystkich, którzy chcieli tu przybyć. O swojej polityce 500+ władze mówiły otwarcie. Wzbudziła liczne kontrowersje. Nauczone doświadczeniem nasze władze, o tym masowym wpuszczeniu do Polski (za ich przyzwoleniem) imigrantów, raczej nie mówią. Wręcz przeciwnie: w oficjalnych oświadczeniach są przeciw. W tej już polskiej tradycji – tej jak z powiedzenia byłego prezydenta Lecha Wałęsy: „Jestem za a nawet przeciw”. Niby bez sensu… A jednak w Polsce się to powiedzenie sprawdza.
Niedawno znowu minął dzień, gdy Orzeł Biały powinien wzbić się wysoko w niebo. 11 lipca obchodzić powinniśmy uroczyście, jako święto państwowe – „Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczpospolitej Polskiej”.
Teraz, w 2026 roku, była to już 83. rocznica, licząc od 11 lipca 1943 roku. Dzień ten został uznany przez historyków jako początek krwawych wydarzeń – ludobójstwa, które do polskiej historii przeszło jako Rzeź Wołyńska. Jakieś te obchody rocznicowe były. Niezbyt widoczne. Raczej niezauważane powszechnie w Polsce. Nie mówiąc już o zagranicy. Mam wrażenie zresztą, że już się próbuje wyciszyć to wszystko, co wraz z awanturą dotyczącą Orderu Orła Białego przeszło przez Polskę: oburzenie i ostre reakcje Polaków.
Po oświadczeniach o odebraniu orderu prezydentowi Ukrainy, tuż po tym jak obrażeni Ukraińcy na czele z Wołodymirem Zelenskim zaczęli te przyznane im polskie ordery odsyłać w geście solidarności z Zełenskim, niektórzy nasi politycy już teraz twierdzą, że to „poszło za daleko”. Że owszem, trzeba pracować nad skłonieniem Ukrainy do zmiany polityki historycznej, ale należy to robić „w ciszy gabinetów”. Że medialne awantury niczemu dobremu nie służą. Że niedobrze się stało, iż nagłośniono tę sprawę.
Inni twierdzą natomiast, że wręcz przeciwnie. Szczególnie nasi europosłowie, którzy na forum Parlamentu Europejskiego wreszcie zaczęli mówić swoim kolegom z Unii Europejskiej o tej ciemnej stronie Ukrainy. Dotychczas przedstawianej tylko jako bohaterski lud walczący za nas wszystkich. Za całą Europę.
Widziałem te przemówienia w Europarlamencie. Na tle pustych foteli. Niestety.
Teraz ci nasi europosłowie opowiadają nam w wywiadach, ze parlamentarzyści z innych krajów „byli w szoku” gdy usłyszeli o Wołyniu. Że wcześniej o sprawie Wołynia w Europie nie wiedziano. Ale widać, że niewielu słuchało ich przemówień w Brukseli. I sądzę, że niewielu Europarlamentarzystów kwestia ta, tak naprawdę, interesuje. Nawet, jeżeli okażą (werbalnie) zainteresowanie. Okażą bo tak wypada! Ale nic więcej.
Zresztą nawet jednak sami Polacy w tym europejskim parlamencie nie potrafili stworzyć jednego bloku. Nie potrafili solidarnie zagłosować za poprawką treści rezolucji w sprawie Ukrainy, gdzie powinno się znaleźć określenie, iż to, co się stało na Wołyniu, było ludobójstwem. 16 polskich europosłów za tą poprawką nie zagłosowało. Wstyd? To mało powiedziane. I nie znalazło się to słowo w unijnym dokumencie. Takich mamy przedstawicieli w UE.
Jak można zatem wierzyć, że Europa, że UE będzie solidarna w sprawie banderyzmu, jeżeli nawet sami Polacy nie potrafią pokazać Europie swojej własnej solidarności?
Powtarzającym się sloganem naszych polityków są słowa, które kiedyś wypowiedział prezydent Lech Kaczyński. Mianowicie, że „Ukraina z Banderą do Unii nie wejdzie”. Pięknie to brzmi. I tak powinno być. Ale czy tak będzie?
Otóż nie będzie tak. Iluzją jest to, co mówią nasi politycy, gdyż to, co stało się na Wołyniu w czasie II wojny światowej, nie ma dla polityków Europy Zachodniej żadnego znaczenia. Owszem, mogą pokiwać głowami z aprobatą dla wypowiedzi polskich europosłów. Ale następnie zagłosują za przyjęciem Ukrainy do Unii. Gdyż jedynym kryterium jest w polityce pieniądz i chęć jego zarabiania. Ukraina to źródło dochodów dla polityków krajów, które rządzą światem. Zarabiają sprzedając Ukraińcom broń albo sprzedają ją tym, którzy następnie ją Ukraińcom przekażą (patrz: Polska). I na tym też zarabiają. Korzystają z bogactw naturalnych Ukrainy (ziemia dla produktów rolnych, import bogactw naturalnych z Ukrainy). Mają tanią ukraińską siłę roboczą dla swoich przedsiębiorstw. Oraz indywidualne korzyści, które osiąga się z pewnością, gdy współpracuje się z ukraińskimi politykami i tzw. oligarchami, ocenianymi przez wszystkich jako najbardziej skorumpowani.
Politycy Zachodu czerpiący materialne korzyści z Ukrainy i z wojny na Ukrainie nie będą się przejmować żadnym Banderą. To będzie business as usual. A ich tok myślowy jest prosty: jeżeli to się nam opłaca, to głosujemy za wejściem Ukrainy do Unii. Nie ma sentymentów. Nie ma romantyzmu. I nic tu polskie hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie zdziała.
Nam natomiast nie pozostaje nic innego jak po prostu pogodzić się z utratą złudzeń. Przestać wierzyć w mrzonki. Takie jak art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego – z pomocą nikt nam nie przyjdzie.
W iluzje. Takie jak przyjaźń z Ukrainą. Tej przyjaźni nie będzie.
Narastają napięcia społeczne na tle koegzystencji w Polsce uchodźców z Ukrainy z Polakami. Wciąż słyszymy o nowych incydentach. Bardzo smutnych.
Starajmy się przynajmniej o pokojowe współistnienie, o dobre relacje – przynajmniej poprawne. Ze wszystkimi sąsiadami. Także z Ukrainą. Przyjmijmy do wiadomości, że przyjaciół nie mamy.
Usłyszałem kiedyś takie zabawno-smutne powiedzonko. Akurat byłem wtedy w wojsku. Brzmiało ono tak: „W cywilu psa nie miał, a w wojsku przyjaciół szuka”. Aktualne i dziś, gdyż ten czas wojenny jakby nas znów mocno osacza. Prezydent Macron właśnie 13 lipca 2026 roku zapowiedział wielkie ćwiczenia „sił pokojowych” NATO w Polsce. We wrześniu. Takie ćwiczenia (wtedy na Ukrainie) poprzedziły też inwazję rosyjską z lutego 2022 roku. NATO wciąż drażni rosyjskiego niedźwiedzia.
Dla tych rodaków, którzy jeszcze bardziej się zakochali w aktualnym polskim prezydencie Karolu Nawrockim po tym jak „postawił się” Zelenskiemu w sprawie Orderu Orła Białego, mam taką kwestię pod rozwagę: a dlaczego to teraz dopiero nasz prezydent mówi o tym problemie? Prezydentem Polski jest już od sierpnia 2025 roku i mógł już wtedy mówić prawdę. I żądać prawdy. Co, nie wiedział o kulcie Bandery na Ukrainie? Od 2021 roku K. Nawrocki był Prezesem Instytutu Pamięci Narodowej. A w ogóle pracownikiem tego instytutu był od 2009 roku! Jest historykiem z wykształcenia. Czy zrobił coś, już jako Prezes IPN, aby np. pomnik „Rzeź Wołyńska” stanął w którymś z ważnych, dużych miast? O ile wiem, nic w tym zakresie nie zrobił. Pomnik, 20-metrowy monument, o symbolice drastycznej lecz prawdziwej, ufundowany został przez społeczników, takich jak wspomniany ksiądz Isakowicz-Zalewski, pro publico bono starających się zachować pamięć (a właściwie przywrócić Polakom pamięć). Został odsłonięty w małej miejscowości Domostawa, w gminie Jarocin, w województwie podkarpackim, 14 lipca 2024 roku. Przez lata rzeźba, już gotowa do umieszczenia, nie mogła znaleźć godnej lokalizacji, spotykając się z odmową wielu polskich miast. Odmówiły: Rzeszów, Toruń, Jelenia Góra, Kielce, Stalowa Wola, Przemyśl. Tłumaczyły to zbyt ekspresyjną formą – jeden z elementem pomnika to rzeźba dziecka wbitego na widły – wpisana w formę krzyża, a ten z kolei – w symbol polskiego orła.
I co, Nawrocki wcześniej problemu banderyzmu na współczesnej Ukrainie nie wiedział? Dopiero teraz? Ano tak, dopiero teraz, bo jest to element walki politycznej. Tylko tyle! Trzeba zdobywać „twardy” elektorat, gdyż w przyszłym roku kolejne wybory w Polsce. Parlamentarne. A co do realnej pomocy Ukrainie, czyli zubożania Polski, co do Rusofobii, stanowisko polskich władz oraz mediów jest niezmienne. W ślad za mocodawcami z Zachodu. Pomoc bez granic. Kosztem naszego życia. Może nawet dosłownie – gdy wepchną nas w końcu w tę wojnę. A na razie pośrednio.
Tyle teraz w mediach o „ponadnormatywnych zgonach” w okresie pandemii Covid-u w Polsce. A jak jest teraz? Ile jest ponadnormatywnych śmierci, bo na podstawowe badania medyczne czeka się miesiące. Albo i lata. Tak samo długo czekają chorzy na ratujące ich życie zabiegi, na operacje, terapie. A kolejna dostawa broni na Ukrainę następuje natychmiast.
Jedyna nadzieja w tym, że do czasu głosowania w sprawie przyjęcia Ukrainy do Unii pozostanie w UE wymóg jednomyślności i takie kraje jak Słowacja, Czechy, Węgry, Bułgaria – które ostatnio deklarują wolę „wypisania się „z koalicji chętnych” – nie zostaną przez możnych tego świata przekupione. Ale historia pokazuje, że zbytnio na to liczyć nie można. Bułgaria, która od 1 stycznia 2026 roku przyjęła walutę Euro, właśnie dostaje klapsa z Brukseli, która każe zlikwidować im nadmierny deficyt budżetowy. Jak to zrobić? Wiadomo: cięcia wydatków, podniesienie opłat i podatków. W efekcie: zubożenie ludności. I w ten sposób UE przywróci Bułgarom wolę wspólnej walki w wojnie na Ukrainie.
Na polskich polityków także liczyć nie można. Cały czas korzystają z tego, że zwykły człowiek nie potrafi zrozumieć ich zakamuflowanej mowy.
Przykład? Jak się przekazuje coś dla Ukrainy to politycy mówią chętnie właśnie o „przekazaniu”, o „donacji”.
A nie mówią wprost: oddaliśmy za darmo, przekazaliśmy kolejną darowiznę. Zubożyliśmy Polskę znowu. Zabraliśmy środki, które można było przeznaczyć na leczenie, oświatę, naukę, na pomoc społeczną, na budowanie mądrej, zdrowej, sprawiedliwej Polski, na budowanie Pokoju w Europie. I wrzuciliśmy te środki, te pieniądze w wojnę na Ukrainie. Niech trwa!
Nie! Tak nigdy nie powiedzą. Eufemizmy, półprawdy, ćwierćprawdy. Manipulacja słowem i obrazem.
Wobec Ukrainy też już łagodzą swoje wypowiedzi. Cóż np. znaczy takie stwierdzenie dotyczące banderyzmu:
„Ogranicza to przyszłość Ukrainy w Unii Europejskiej.” ?
Łagodniej już chyba nie można. Jak to odczytać? Tylko tak, że są pewne drobne przeszkody, ale pomimo to docelowo Ukrainę się do Unii przyjmie.
Dlatego deziluzja to artykuł pierwszej potrzeby. Polacy, przejrzyjcie na oczy.

