Ostatnio mam ochotę zmieniać reklamy – te w „przestrzeni publicznej”. To było już marcu, gdy chodziłem po Wałbrzychu. Wszędzie ulice z plakatami wyborczymi Trzaskowskiego. Na nich podobizna kandydata i napis „Naprzód Polsko”. Teraz, w ubiegłym tygodniu byłem u kolegi, który też sobie to hasło zawiesił na ogrodzeniu swojej posesji. Hasło nic nie mówiące, beznadziejnie puste. A zarazem chwytliwe (jeśli nie podda się go najprostszej analizie krytycznej).
Kampania wyborcza na urząd Prezydenta RP pełna jest takich frazesów, tematów zastępczych.
Większość kandydatów (i ich sztaby wyborcze) jakby nie zauważa poważnych problemów. Kilka tytułów materiałów do obejrzenia na YouTube, gdzie tak ocenia się kondycję naszego Państwa: „Polską rządzi obca agentura?”, „Polska nie istnieje?”, „Polska jest w okresie przedrozbiorowym”, „Ukraina nienawidzi Polski! Czego media nie mówią! Wojna to biznes”. To nie są wypowiedzi „oszołomów”. To poważni publicyści.
Hasła wyborcze są piękne. Tylko, że dziś potrzebny jest intelekt, a nie pustosłowie. Gdy zobaczyłem ten napis „Naprzód Polsko!” po raz pierwszy, od razu pomyślałem, że można by go ośmieszyć, poprzedzając to wezwanie zdaniem wstępnym: „Stoimy nad przepaścią”. Tak… To stary żart: ” I zrobiliśmy krok naprzód”. Tylko, że Polska rzeczywiście stoi nad przepaścią… I nie do śmiechu to wszystko.
Dziś coś innego. Inny napis. Zdawałoby się coś absolutnie niepolitycznego. Też banner, zawieszony przy drodze. Reklama hotelowej restauracji: „Domowe obiady”. Przyszła mi ochota zażartować. Zmienić jedną literkę „o” na dwie, na litery „ar”. I zamiast ” domowe” byłyby ” darmowe”.
Ale to też jest jednak polityka: mówi się przecież, że w polityce „nie ma darmowych obiadów”.
A kto to powiedział? Milton Friedman, odnosząc to do swojej dziedziny, do ekonomii. Zmarły w 2006 r. ekonomista, laureat Nagrody Nobla, spopularyzował to powiedzenie. Ale istniało już wcześniej. A teraz, jest tak powszechne, że ma nawet akronim! Według Wikipedii:
TANSTAAFL – angielski skrótowiec oznaczający „there ain’t no such thing as a free lunch” („nie ma darmowych obiadów”). Powiedzenie spopularyzowane przez autora fantastycznonaukowego Roberta A. Heinleina w jego powieści z roku 1966 pod tytułem „Luna to surowa pani”. W polskim tłumaczeniu użyto skrótu ZWTP (za wszystko trzeba płacić). Robert H. Fetridge wskazuje, że publicznie pierwszy użył go Leonard Ayres Porter w 1946 roku. W 1975 ekonomista Milton Friedman użył go jako tytułu książki i przyczynił się do dalszej jego popularyzacji.
I chyba nie ma takich, którzy by prawdziwość tego powiedzenia byli w stanie zaprzeczyć! Nie ma? Naprawdę? To teraz inne powiedzonko: „Polak potrafi!”
Otóż dwa ostatnie polskie rządy (PIS – premiera Morawieckiego, oraz KO/PO – premiera Tuska) pokazały, że są nie tylko darmowe obiady, ale także darmowe śniadania, kolacje, noclegi, zasiłki i emerytury bez żadnych wcześniejszych składek. Wszystko! Uzbrojenie dla armii i wszelkie inne dobra też. Wszystko za darmo! Dla Ukrainy.
Tak już w Polsce jest. My fundujemy Ukrainie darmowe obiady.
Chociaż gwoli ścisłości: podobno, wg mainstreamu, Ukraina nie dostała „obiadu ” za darmo, tylko za to, że walczy „za wolność naszą i waszą”. Czyli za swoją i naszą. Wciąż większość Polaków, ukształtowanych przez TVP i TVN, w to wierzy. Choć dziennik „The New York Times” opublikował niedawno, w marcu 2025 roku, artykuł o amerykańskim zaangażowaniu w wojnę na Ukrainie. Jest to pierwsza publikacja w amerykańskim mainstreamie, gdzie wreszcie mówi się, że trwającą wojna, to 'proxy’ wojna amerykańska-rosyjska. Tytuł tego artykułu NYT to: „The Partnership: The Secret History of the War in Ukraine” („Partnerstwo: Tajna historia wojny na Ukrainie?”). Jednym z twierdzeń z tej publikacji jest to, że praktycznie cała wojna była prowadzona z Pentagonu w USA, przez swoją bazę w Wiesbaden w Niemczech. Publikacja NYT to „game changer” w świecie zachodnim, co do narracji, że dzielni Ukraińcy stawiają opór rosyjskiemu agresorowi, który zaatakował ich „niespodziewanie” w lutym 2022. W świecie „kolektywnego Zachodu”, od czasu, gdy prezydenturę objął D. Trump mówi się wreszcie jasno, i brutalnie: wojna to biznes. Do tego świata Polska jednak nie należy, bo u nas wciąż dominuje dotychczasowa narracja i tylko nieliczni publicyści, i to na YouTube raczej, a nie w telewizjach, zauważyli ten artykuł. Okazuje się, że wojna była przygotowywana od wielu lat w USA, prowadzona i dowodzona przez USA, a Ukraińcy byli tylko narzędziem w rękach USA, do prowadzenia tej wojny.
A czyim narzędziem byliśmy / jesteśmy my Polacy? To już moje pytanie.
Panowie Kaczyński, Tusk, Sikorski, Duda, Hołownia & Comp. są tak naiwni, czy też wiedzą że źle robią, ale robią?
Jak to kiedyś dowcipnie ujął, chyba w kabarecie „Pod Egidą”, Jan Pietrzak, cyt.: „Gdybym nie wiedział, ze głupota, to bym pomyślał, że sabotaż”. Znów kłania się inne polskie powiedzenie, i to kłania się „po staropolsku, czapką do ziemi”: „Ja nie chcę, ale ja muszę”.
Zostawił nam je, jako jeden ze swych „bon motów” Imć pan Wałęsa. Też Prezydent, choć jeśli by się nadawał do jakiejś roli, to nie do roli prezydenta, lecz co najwyżej, do roli współczesnego Pana Zagłoby. Sprytnego szlachetki, który jednak do polityki się nie nadaje.
Okazuje się, że tak łatwo Polaków ukształtować, okłamać, wyłączyć im nawet tzw. zdrowy rozsądek. Wystarczy im powtarzać
„jesteście wspaniali”. I uwierzą. Uwierzyli! Dopiero dziś zagrożenia związane z masowym napływem Ukraińców stają się tematem. Wcześniej byliśmy tylko z siebie dumni. Z pomocy, z dobrych naszych uczynków wobec braci Ukraińców. Jednak, gdy już nawzajem się nachwaliliśmy, jak to my tej Ukrainie pomagamy, jacy to my jesteśmy w tym mistrzowie, co najmniej Europy, to w końcu przyszła, najpierw „z pewną taką nieśmiałością”, refleksja. Że mianowicie, to tylko my sami siebie chwalimy! A Ukraińcy jakoś nas nie chwalą…
Zaczęło coś do Polaków docierać. Już nic więcej nie chcieliśmy, tylko żeby powiedzieli nam chociaż dziękuję i przepraszam. Dziękuję – za miliardy złotych pomocy, a przepraszam – za Wołyń. Chociaż te ekshumacje… I co? I nic! Zubożyliśmy nasz kraj, wsparli hojnie inny. I ten inny kraj okazał się niewdzięczny. Ale mądrzejszy. Jakby, po prostu, powiedział nam tak: jeśli ktoś jest tak głupi, że rozdaje „darmowe obiady”, to sam sobie jest winien. My (Polakom) nic winni nie jesteśmy.
Tak nam Ukraińcy powiedzieli przecież! Kiedy? A wiele razy! Choćby w przypadku tej afery zbożowej: co nas obchodzi to wasze rolnictwo, Polacy. Że wasze gospodarstwa padną? – to wasza strata.
I pozostaje nam się tylko przyglądać, jak rachunek Ukrainie wystawia USA. Jak, bez emocji, prezydent Trump mówi prezydentowi Zelenskiemu: nie masz kart – nie masz czym grać, więc słuchaj! Jego umowa – o bogactwach naturalnych Ukrainy – zostanie, prędzej, czy później, w takiej czy innej formule, podpisana. Na razie są problemy, bo prezydent Zelensky podobno wcześniej już taką umowę podpisał z Wielką Brytanią. Gdy był w Waszyngtonie, w tym Owalnym Gabinecie, to o tym wiedział. Ale nie powiedział. Takie tam gierki. No i ofensywa wojsk Rosji może skutecznie tym wszystkim graczom popsuć plany. Klasyczne bowiem teraz następuje „dzielenie skóry na niedźwiedziu”. A rosyjski niedźwiedź ma się dobrze. Coraz mocniej uderza w Ukrainę. I chyba głośniej jeszcze ryknie. Niewykluczone, że nawet z Odessy go usłyszymy.
Ostatecznie jednak mocarstwa wiedzą, jak to się robi.
Trzeba się będzie w końcu spotkać, gdzieś w Jałcie czy Teheranie. I wszystko się znowu ustali. Także odbudowę Ukrainy (o ile coś z niej zostanie). I tu polskie władze, tak zatroskane losem Ukrainy, mogą być spokojne. Ta odbudowa nastąpi bez nas. Żadne polskie firmy tam nie będą działały. Nie musimy się martwić! Konsorcja z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, dadzą sobie same radę. Zresztą, już wstępny podział roboty był. Chyba rok temu ustalono (konferencja w Szwajcarii?), że gdyby już nastąpił koniec wojny na Ukrainie, to Polsce jako obszar działania przydzielono teren Doniecka – już wtedy znajdujący się pod administracją rosyjską.
Czyli chyba nasi „sojusznicy” z Zachodu znają „Potop” Henryka Sienkiewicza. I wykorzystali tę anegdotę, w której Zagłoba proponuje ofiarować królowi szwedzkiemu Niderlandy. Czyli dać coś, do czego się praw nie posiada.
Ale nawet po wojnie: zawsze możemy wszystkich zaprosić na darmowe obiady. Przyjdą! Wiedzą, że w Polsce prawa ekonomii nie działają.

