Pacta sunt servanda

Już wyjaśniam: Pacta sunt servanda to po łacinie „Umów należy dotrzymywać”. Bo o umowach z Ukrainą będzie. Ale trochę dalej.

Świat pomału traci zainteresowanie wojną na Ukrainie.

W sumie nic się tam jakby nie dzieje. Dla nas – na razie bezpiecznych w swych domach. Politycy próbują nas straszyć dronami, które zdarza się, lądują gdzieś w Polsce, ale zazwyczaj nie na naszej posesji. Nie na naszym czy przy naszym domu. Zatem tylko przez chwilę trwa poruszenie, a potem znów nie myślimy o wojnie. Chociaż już niejeden „mędrzec” ze sfery polityki zapowiedział nam, że w 2027 roku wojna jest nieunikniona!

Mamy spokojnie czekać na tę nadchodzącą wojnę? Wiedząc, u progu roku 2026, że to nastąpi w 2027 roku?

Tak nas już spreparowano! Nikt nie wychodzi na ulice, nie demonstruje z hasłami „Nigdy więcej wojny!”. Więcej! Politycy, dziennikarze, publicyści spierają się może co do terminu, ale nie co do tego, że wojna będzie. Obłęd powszechny.

Media nie pokazują nam nędzy trwania w okopach i tragedii frontowych walk. Podają ten termin – rok 2027 – jakby tu chodziło, nie wiem, o żniwa? Dobre skojarzenie… Żniwo śmierci…

Nawet, gdy nie ma jakichś wielkich przemieszczeń na froncie ukraińsko-rosyjskim, to przecież tam jednak wciąż giną żołnierze. Masowo. „Straty osobowe” szacuje się na około milion ludzi – po każdej stronie. Media próbują natomiast wzbudzić emocje widzów, słuchaczy, czytelników, pokazując ludność cywilną – gdy dron czy rakieta uderzą w budynek mieszkalny lub w jakąś inną część miasta. Tak jakby umówiono się gdzieś wysoko, ponad nami, że nie będzie się nam pokazywać dramatu wojny, tak jak on wygląda. Nie pokaże się nam grozy egzystencji zwykłych, szeregowych żołnierzy, zwanych często mięsem armatnim. Egzystencji i jej końca. Albo przedłużenia, gdy życie wprawdzie rannemu żołnierzowi uratowano, tylko że już całkiem inne to życie będzie dla niego: bez rąk, bez nóg czy oczu… Już do końca jego dni.

Kilka razy wpisałem w wyszukiwarkę YouTube trzy słowa: „ranni, amputacje, Ukraina”, ale ukazały mi się tylko trzy materiały. Najkrócej to oceniając: w mediach istnieje blokada informacyjna.

Problem dotyczy setek, pewnie tysięcy rannych, a nie znajduje odzwierciedlenia w materiałach na YouTube. A przecież wszyscy szukają zainteresowania odbiorcy. Przecież wiadomo, że informacje o wypadkach, katastrofach, tragediach to podstawa medialnego zainteresowania. Nie dobre wiadomości, tylko złe, tragiczne, przyciągają widza, czytelnika. A tu nic… Wbrew tej zasadzie. Choć pewnie można by nakręcić tysiące filmów i filmików o ludzkich dramatach. Nie wolno! Najwyraźniej psułoby to biznes. Ludzie zaczęliby żądać Pokoju! Tak jak amerykańskie społeczeństwo w latach 60-tych ubiegłego wieku, gdy na amerykańskich lotniskach już zbyt wiele wyładowywano trumien ze zwłokami żołnierzy, którzy zginęli w Wietnamie.

A dwa z tych trzech materiałów o ukraińskich inwalidach, które mi się „ukazały”, są tak sformatowane, że właściwie to im, tym rannym, nic się nie stało! Co tam nogi – że stracone! Oni będą dalej walczyć! Wracają na front!

Pierwszy z tych mini reportaży: „Ranny ukraiński żołnierz zakończył leczenie w Polsce”. Film 2,5 minuty, sprzed 2 lat. Ten ranny trafił do szpitala w Polsce. We Wrocławiu. Nie ma nogi. Ma protezę. Jest wdzięczny polskim lekarzom. I mówi, podobno, że chce dalej walczyć. „Marzeniem ukraińskiego żołnierza jest wrócić na front”. To cytat… Tak, ten czołgista podobno znowu chce usiąść w czołgu. 

Drugi żołnierz ukraiński, też już kaleka. Zauważam, że to słowo, „kaleka”, zniknęło! Nie ma już kalek. Co najwyżej są niepełnosprawni. Tak eufemizmami uciekamy od grozy, jaką niesie jednak z sobą życie.

I tu nic nie poradzimy, no wypadki się zdarzają. Niestety. Ale gdy sami pchamy się w wojnę, gdy zapomnieliśmy, że wojna pozostawia za sobą kalectwo dziesiątków ludzi, na Ukrainie pewnie setek już tysięcy ludzi, to ja te słowa – kaleka, inwalida – świadomie tutaj umieszczam. Aby ich groza docierała do Ciebie, jeśli to czytasz. Na Ukrainie, a pewnie i w Rosji, mamy już mnóstwo kalek. Przez tą straszną, niepotrzebną wojnę, której można było uniknąć. Którą można by natychmiast zakończyć. Tylko że się tego nie chce zrobić tym, którzy na tej wojnie zarabiają. I nie chcą przestać zarabiać.

„To może mnie spowolnić, ale mnie nie zatrzyma” – mówił ten żołnierz dwa lata temu.

Tak… To są słowa ukraińskiego żołnierza, który stracił obie nogi. Ale, mimo to, mówi o swoim powrocie do walki – do armii, pomimo „kontuzji”. „Ja budu wojewaty”, mówi.

Wierzyć się nie chce, że tak bojowo są nastawieni ci ciężko ranni ludzie, których życie się zawaliło – w naszym potocznym tego słowa rozumieniu, gdzie zdrowie, a przynajmniej to, żeby nie być inwalidą, jest jednym z najwyżej cenionych dóbr. 

Oni, bohaterowie, chcą wrócić na front! Po prostu nie wierzę – widzę w tym tak bolesną propagandę tej nieszczęsnej wojny, że niemal nie mogę tego oglądać.

I co za eufemizm w tłumaczeniu jego słów: On, ten biedny żołnierz, mówi po ukraińsku dosłownie tak: „Nie zważając na moją traumę, nie zważając na na to, co ja jeszcze przejdę, ja wrócę do armii”. A w polskim tłumaczeniu otrzymujemy „Nie zważając na moją kontuzję…”

Ludzie! Facet stracił obie nogi, z tego co widać, powyżej kolan! A nam się to określa jako „kontuzję”?

Kontuzja to jest jak się uderzę kolanem w ławkę na przykład. Mam sińca i mnie trochę boli. Poboli dzień dwa. A potem przestanie. Zapomnę. Kontuzja to jest wtedy, gdy, co najwyżej, zwichnę sobie nogę w kostce.

Ten eufemizm w określeniu skutków tego, co stało się z tym ukraińskim żołnierzem, to „fragment większej całości”. Tak jak z tym unikaniem słowa „kaleka”. 

Tak ja to sobie określam. Eufemizm, czyli określanie czegoś łagodniej niż to jest jest w rzeczywistości. Delikatniej niż wynika to z faktów. W odniesieniu do sposobów, w jaki relacjonuje się tę wojnę ukraińsko-rosyjską: używa się słów, które obliczone są na to, aby nie denerwować, nie straszyć. Chyba, że chodzi o „Ruskich” – wtedy straszy się nas nimi na potęgę. Ale wojnę jako taką przedstawia się jak paradę wojskową, jak piknik z pokazem uzbrojenia. W doniesieniach z frontu pomniejsza się np. straty w ludziach, zabitych i rannych (chyba, że chodzi przeciwnika – wtedy się liczby zwiększa).

Nie mówi się nam też, że wciąż dokonujemy na rzecz Ukrainy darów: w gotówce, w sprzęcie wojskowym i innym, w materiałach, energii elektrycznej, usługach (choćby to lecznictwo za darmo). Lepiej brzmią takie określenia, jak „stronie ukraińskiej przekazano”, itp. A nie mówi się wprost, że zabrano nam, że uszczuplono nasze, polskie, możliwości, zdolności naszego Państwa w zakresie obrony, leczenia – w ogóle wszystkie możliwości naszego Państwa! O tym się wprost nie wspomina. Tak jakby te kolejne 100 milionów, które Ukrainie chce dać nasz (?) minister spraw zagranicznych, pan Radosław Sikorski, to były jakieś pieniądze nie wiadomo skąd. Może z jego kieszeni? Chociaż ta kieszeń też chyba w garniturze kupionym za nasze pieniądze. Pewnie fundusz reprezentacyjny, który przysługuje dyplomatom. Dodatkowe wynagrodzenie, żeby ładnie wyglądali. Aby „na forum” wstydu nie było. Cóż z tego, jednak, gdy wystarczy, że się odezwą. I już jest wstyd! Jak niedawno w ONZ, gdy pokazywali zdjęcia jakiegoś prywatnego budynku w Polsce, w którym dach miał ponoć zniszczyć rosyjski dron. A już w tym momencie wiadomo było, że zrobiła to rakieta wystrzelona z holenderskiego samolotu, działającego nad terytorium Polski w ramach NATO. 

Niektórzy zresztą zatrzymują proces myślowy na tej informacji, że „przekazano”. Albo inaczej: ten proces myślowy nie rozpoczyna się w ogóle u wielu Polaków, których umysłowość jest już sformatowana przez różne telewizje i inne mass media głównego nurtu.

Nie są w stanie ci odbiorcy tego zakłamanego przekazu zrozumieć. Na przykład tego, że to nie z portfela pana ministra te pieniądze popłyną na Ukrainę, tylko z ich własnych portfeli. Wydrenowanych przez podatki i inne składki, np. zdrowotną, za którą leczeni są Ci ukraińscy inwalidzi.

Trzeci filmik to fragment wywiadu z polskim wojskowym w mundurze, chyba generalskim. Też tylko short – jakoś nie mogłem dotrzeć do pełnego wywiadu z tym rozmówcą (portal: @po pierwsze pacjent). Może nie ma? To by się zgadzało z moją tezą, że w sposób cichy a skuteczny nie dopuszcza się tych smutnych in formacji do Internetu. Zatem cytuję tylko te kilka zdań, ale w całości.

Pani redaktor mówi najpierw:

Kiedy oglądamy obrazy ludzi, którzy są całkowicie zabandażowani, nie mają kończyn, to to są rzeczy, których polscy lekarze raczej nie widują na co dzień.

Odpowiada rozmówca:

Dokładnie. Dodajmy jeszcze do tego też np. taką informację, która też buduje każdemu pewnego rodzaju świadomość, czym jest wojna i jaką tragedią dla społeczeństwa, dla Państwa, jest to, że każdego dnia na Ukrainie dokonuje się od 100 do 200 amputacji. Każdego dnia. W poniedziałek, piątek, niedzielę… Każdego dnia! Taka jest statystyka… Proszę zobaczyć, jakie to ma katastrofalne skutki dla poszczególnych ludzi, ale również dla Państwa, bo przecież ludzie budują Państwo. Siła Państwa opiera się, jego bogactwo opiera się na tym, jak silni, jak bogaci, jak identyfikujący się ze swoim Państwem, ze społeczeństwem, są jego obywatele.

Koniec cytatu.

Już chcę skończyć ten wątek inwalidów, bo te słowa w wywiadzie mówią wszystko: 100-200 amputacji każdego dnia na Ukrainie!

Ale pan wojskowy, zaproszony do studia, poruszył też inny ważny problem: pracy dla Państwa (niemożliwej często już, dla tych najciężej poszkodowanych) oraz identyfikacji z Państwem.

Jak się ze swoim Państwem identyfikują Ukraińcy to pokazują statystyki: z Państwa, które przed 2014 rokiem miało ok. 43 miliony mieszkańców, dziś na terenie Ukrainy pozostało ok. 19 mln. Ponad 5 mln uciekło do, podobno strasznej, Rosji! Ciekawe… A ilu jest ich u nas? Tego nie wie nikt! Już z rok temu, pisząc coś o tym, wspomniałem, że naturalną decyzją dobrego zarządcy (gdyby takim był rząd Rzeczpospolitej – ale nie jest!) powinno być zarządzenie w Polsce powszechnego spisu ludności. W tej szczególnej sytuacji, gdy doszło do migracji na olbrzymią skalę. Dopiero wtedy wiedząc, jaka jest skala problemu, można wdrażać jakieś plany jego rozwiązania. Ale nadal jest tak, jakby naszego rządu to nie interesowało. Każdy podaje sobie swoje liczby i wszyscy się zgadzają z tym, że przybyszów z Ukrainy „jest dużo”. Czy za dużo – tu już zdania są podzielone.

Dane dotyczące liczby ludności na Ukrainie są podawane przez CIA. Też ciekawostka: amerykańska centrala wywiadowcza zastępuje już Ukrainie „ichniejszy” główny urząd statystyczny. Oni sami też jakoś nie chcą się chyba policzyć? Natomiast wciąż liczą na pomoc od wszystkich nas. W Europie. Stopniowo już nie mających sił na tę pomoc.

Dla mnie większą ciekawostką jest to, że my Polacy, też nie chcemy siebie (i przybyszów) policzyć. Może nam już też nasz GUS nie jest potrzebny? Wystarczy nam CIA? No to daleko już się posunęliśmy… Jako kraj satelitarny USA.

Jest jeszcze, odnośnie kosztów obsługi zdrowotnej Ukrainy, na YouTube filmik z konferencji prasowej Konfederacji Korony Polskiej, sprzed 10 miesięcy. O propozycji tej partii w sprawie ustawy, która zakończyłaby darmowe leczenie Ukraińców. Akurat logiczna propozycja. Zgodna z interesem nas, Polaków, którzy są maltretowani brakiem opieki zdrowotnej, terminami badań, zabiegów, terapii z okresem oczekiwania miesięcy, a często lat! Dramat Polaków, szczególnie starych osób, które całe życie płacili składki na fundusz zdrowia. Dziś zostają bez pomocy medycznej.

To pewnie jeden z powodów bankructwa NFZ – wszyscy przybysze z Ukrainy (ci co przyjechali od 2022 roku) są leczeni w Polsce bezpłatnie!

Podobno milion osób z Ukrainy weszło w nasz system ochrony zdrowia. 10 miesięcy minęło. Nic się nie zmieniło. Tzn. wydłużyły się kolejki do lekarzy. Kolejki dla nas, Polaków. Nie dla Ukraińców. Oni podobno są w pierwszej kolejności leczeni. Wszystko jest dla nich nadal za darmo. Jakiś ma to związek z informacjami o bankructwie Narodowego Funduszu Zdrowia? Szkoda stawiać pytania, na które rządzący nawet nie raczą Polakom odpowiadać.

Jeśli chodzi o inne dary, to ciekawostką jest też narracja dotycząca broni wysyłanej na Ukrainę. 

Broń była niezbędna Ukrainie. 

I co, jak teraz się to ma do „doniesień prasowych” o pojawiającej się na innych kontynentach broni, przekazanej przez państwa NATO na Ukrainę? Widać tam była jeszcze bardziej potrzebna, by zaprowadzać w tych krajach demokrację. Najczęściej o charakterze plemiennym. Ale w zasadzie zawsze chodzi w polityce przecież o to, żeby to nasze plemię miało dobrze. Broń z Europy Zachodniej, via Ukraina, doskonale sprawdza się w Ameryce Południowej. Tam z pewnością doceniają ją kartele narkotykowe. W internecie, na YouTubowych kanałach, już bez trudu można napotkać na doniesienia, że broń, którą Polska oraz Europa Zachodnia obdarowała Ukrainę już dotarła także do różnych państw afrykańskich. 

Pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi, ile tej broni jest zdeponowanej na terenie Polski. I czemu może ona posłużyć?

Można sobie posłuchać na YouTube o ukraińskich żądaniach terytorialnych wobec Polski. Fantazja? Nie opowiada o tym fantasta, tylko chłodny analityk, specjalizujący się w geopolityce. Mający tytuł doktora. Obecny w mediach od dawna. Wspierający swój przekaz twardymi danymi. Np. nowe ustawy ukraińskiej rady najwyższej, która uchwala akty potwierdzające narrację o ukraińskości naszych, polskich, terenów, jako integralnej części ziem ukraińskich, „historycznie zamieszkałych przez Ukraińców”. Mówi nasz publicysta o ukraińskich politykach, członkach rządu, którzy roszczenia formułują na forum nie tylko ukraińskim, ale i międzynarodowym, podważając tym samym spokój terytorialny Europy.

Nie wymieniam nazwiska tego publicysty – nie chcę wchodzić w nazwiska, oceny. Każdy może sobie „wygooglować” ten materiał. Nie on jeden zresztą mówi o takim zagrożeniu: o zawoalowanych (na razie) roszczeniach terytorialnych wobec Polski.

Nastąpiła zmiana narracji odkąd w USA nastał prezydent Trump i brutalnie powiedział, o co chodzi w tej wojnie. W każdej wojnie. O zyski. Wojna to biznes. 

I jakoś się to zbiegło z doniesieniami, z różnych stron – tylko nie z polskiej strony – o wszechobecnej w czasie tej wojny korupcji na Ukrainie. Czyli też o biznesie, tylko w jego bardziej jakby pierwotnej, by nie powiedzieć bardziej prymitywnej, formie. W prasie zachodniej i w innych tamtejszych mediach wysypały się artykuły o tym, co to się też dzieje z tą pomocą kierowaną na Ukrainę! Pomocą militarną, techniczną, humanitarną. Nasze mass media głównego nurtu, w sumie najbliżej tej Ukrainy usytuowane, jakoś nie zauważały tego! Przez ponad trzy lata. Tak! Najciemniej jest pod latarnią. 

Jeśli chodzi o technikę to także współpraca z Ukrainą bardzo się rozwinęła. Ukraina dostaje od, właśnie! Od kogo dostaje? Chyba z Polski? Energię elektryczną, bo jej bardzo potrzebuje. Potrzebuje, aby ten prąd sprzedawać do Mołdawii. 

A na pomocy humanitarnej też można zarobić. Już chyba na samym początku tej wojny okazało się, że wysyłane na Ukrainę spalinowe generatory prądu elektrycznego, mające ponoć ratować braci Ukraińców przed czarną nocą black-out’u są na portalach sprzedażowych. Do sprzedaży! Bardzo tanio! Ponoć sporo z tych urządzeń wróciło nawet do Polski. Nasi ludzie po prostu je sobie od Ukraińców odkupili. Za niewielkie pieniądze! Skoro się je dostało za darmo, to można było dać dobrą cenę – wymiana handlowa kwitnie!

Polska obdarowała Ukrainę, natomiast inne kraje, które też „przekazały broń na Ukrainę”, najprawdopodobniej nie zrobiły tego za darmo, tylko na podstawie umów, które w jakiś sposób zapewniały im wynagrodzenie za ten sprzęt, czy to w formie bilateralnych rozliczeń, np. w formie dostaw ukraińskiego zboża i innych produktów rolnych, które przecież zalały europejskie rynki, czy to w formie kredytu, który kiedyś Ukraina będzie musiała spłacać. Przecież mają doświadczenie! Polska epoki Gierka dostała kredyty, które nigdy nie poszły na Zachodzie „w zapomnienie i niepamięć”. A wydawać by się mogło, że np. z okazji tego, że w 1989 roku dołączyliśmy do „wolnego świata”, to mogliby nam taki prezent zrobić. Taki „welcome drink” na wejściu.

Nie! Nie ma prezentów! Nie ma „darmowych obiadów”. Nic nam nie podarowano.

Poza tym, że dodatkowo przejęto za bezcen te wszystkie zakłady, fabryki, huty, które Gierek budował za te kredyty. Do dziś spłacamy zadłużenie PRL-u. I tylko nasi możnowładcy okazali się tak beznadziejnie hojni, że podpisali z Ukrainą dwie wspaniałe (dla Ukrainy) umowy – tę słynną już, a do 2022 roku trzymaną w tajemnicy, umowę międzyrządową z 2016 roku, odnowioną w 2024 roku. Ani jednej nie ratyfikował nasz Sejm, co zgodnie z Konstytucją sprawia, że są nieważne, a ci, którzy na ich podstawie działają, czyli członkowie kolejnych rządów, najpierw PIS, a teraz PO (KO), powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. Oraz przed sądami karnymi za popełnienie przestępstwa przekroczenia uprawnień. Ten czyn penalizuje art. 231 Kodeksu karnego, stanowiąc, że kto przekraczając uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków działa na szkodę interesu publicznego, podlega karze. 

Działania decydentów wyrządziły szkodę. Po blisko 4 latach naszych serdecznych relacji z Ukrainą chyba jest to już dostatecznie widoczne? Utrzymujemy w zasadzie dwa państwa: Polskę i Ukrainę.

Wystarczy podliczyć tylko to, co władze oficjalnie przyznają, iż tam „przekazały”, względnie wydały na obywateli Ukrainy tu, u nas. A gdyby podliczyć wszystko? Także to, o czym władze nie mówią, nie piszą. Cicho, sza…

Właściwie, nie dopełnili obowiązków także wszyscy nasi parlamentarzyści, nie domagając się od kolejnych rządów wdrożenia procedury ratyfikacji tych nieszczęsnych umów z Ukrainą. Ława oskarżonych byłaby tu zatem wyjątkowo „szeroka”. Ale nie dzieje się nic. Cicho! Sza!

Można sobie śpiewać piosenkę Grzegorza Turnaua „Cichosza”: „Na ulicach cichosza, na chodnikach, cichosza… Nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza.”

Pacta sunt servanda... Tak… umów należy dotrzymywać. Ale nie takich! Takie należy wypowiedzieć. Jak najszybciej!

Zasada pacta sunt servanda wiąże się w prawie z inną, mającą również łacińską nazwę: rebus sic stantiibus. Ta klauzula pozwala na zmianę lub rozwiązanie umowy, gdy zmieniły się okoliczności. Szczególnie te, których strony, przy zawieraniu umowy, nie mogły przewidzieć. Tu akurat stawiam na to, że gdybyśmy mieli mądrych ludzi u władzy to takich umów w ogóle nie powinni zawierać. Ale te okoliczności się zmieniły – to jest fakt. Odkąd nastał Trump nikt już nam nie wmawia, że Ukraina walczy za ideały. Nie – walczy jak najemny żołnierz, któremu płaci feudał. Prowadzi dla niego wojnę zastępczą. Proxy war. Kiedyś dla USA. Teraz? Dla Kolektywnego Zachodu? Dla Koalicji Chętnych? Tylko, co nam do tego?

Ryzykujemy tą naszą państwowością. Oj, ryzykujemy. Bo na wojnie i po wojnie różnie bywa. 

A na dziś jesteśmy dalej drenowani z pieniędzy. Płacimy zapewne dużo, dużo więcej za ropę i gaz niż gdyby te „węglowodory” docierały do nas rurociągami ze wschodu. Ale wmawia się nam, że odkąd mamy te gazoporty nad morzem, to wreszcie mamy „zdywersyfikowane” dostawy tych surowców. Jaka to dywersyfikacja, gdy nie ma żadnej alternatywy poza zaopatrzeniem drogą morską?

Tracimy konkurencyjność naszej gospodarki. Militaryzujemy się na kredyt. Kupujemy w Szwecji łodzie podwodne tak nam potrzebne jak promy kosmiczne (ale oczywiście, w razie czego te łodzie znowu popłyną do Anglii, jak w 1939 roku i przydadzą się Royal Navy). Zadłużamy się. Bankrutujemy jako Państwo.

Media main-stream’u zresztą nadal unikają tematu. A zwykli Polacy już nie widzą, że dzieje im się krzywda. Ta słynna żaba została już ugotowana. Nikt nie żąda przywrócenia w polityce rozsądku, a wobec własnych obywateli elementarnej sprawiedliwości.

Tak, nie ma na ulicach Polaków, którzy w pokojowych demonstracjach powinni wyrażać dezaprobatę dla polskich możnowładców, spychających nasz kraj na krawędź przepaści. Powinniśmy wszędzie wspierać politykę pokoju, dobrego sąsiedztwa, nie tylko z Ukrainą lecz ze wszystkim sąsiadami. I zrezygnować z głosowania na tych samych polityków, którzy od lat nam tego zabraniają. Dobrego sąsiedztwa właśnie. Także z Rosją, która jest przecież naszym sąsiadem. Też. 

Jest sąsiadem, poprzez jej Obwód Kaliningradzki i ma chyba ponad 230 km granicy z Polską. Lądowej 210 km prawie i jeszcze więcej niż 20 km morskiej. Co jest zakłamywane przez media głównego nurtu, które wciąż straszą, ze jeśli Ukraina przegra, to Rosjanie staną u naszych granic. Już stoją! I co? I nic! To tylko NATO, które miało nam dać poczucie spokoju i bezpieczeństwa, skrada się ze wszystkich stron pod granice Rosji i sprowadza niebezpieczeństwo wybuchu wojny. 

Już światowej wojny. Chociaż może nie? Raczej ograniczy się może ta wojna, którą nas straszą, do Europy? Będzie to wtedy, tu pozwolę sobie to opisać nazwą własną, czyli z dużych liter: Pierwsza Wojna Europejska. 

Bo obie wojny światowe, pierwsza i druga, byłyby, gdyby nie USA, też tylko wojnami europejskimi. To nasz Stary Kontynent napiętnowany jest jakimś genem walki, wojny, zaboru, grabieży cudzych terenów i grabieży wszystkiego. To stąd, z Europy, szły krucjaty i pochody wojenne na wschód (Napoleon, Hitler). Natomiast pochody zbrojne ze wschodu na zachód (Tatarzy i Turcy) zakończyły się już dawno. Ostatni akord nastąpił chyba w 1683 roku, w bitwie pod Wiedniem, gdy dzielny polski król Jan III Sobieski odparł Turków.

A potem już tylko „kolektywny Zachód” wciąż parł na Wschód. 

Jak już znajdował się w opałach, w czasie pierwszej i drugiej wojny w XX wieku, po tych wywoływanych przez siebie awanturach, i wyglądało na to, że może ulec unicestwieniu, to wtedy, dwa razy, wkroczyły do walki USA. I dzięki temu zakończone zostały i pierwsza i druga wojna światowa. Tylko że teraz USA może nie wkroczyć… Osłabienie Europy, osłabienie Rosji, leży w interesie USA, które mają problemy z coraz większą, stale rosnącą, potęgą Chin. I mogą zostawić Europę samej sobie. Właściwie Prezydent Trump już to powiedział: prowadźcie sobie sami tę wojnę Ukrainy z Rosją… Może rzeczywiście zostawić tę Europę na zniszczenie! W tej Pierwszej Wojnie Europejskiej. I tym samym nastąpi wyeliminowanie europejskiej konkurencji z gry o świat… Dla USA korzystne. Scenariusz dobry, jak każdy inny. Bo możliwy!

Na podstawie zawartych i realizowanych umów nic nam się od Ukrainy nie należy, natomiast Ukrainie wszystko. Za darmo! Polska ma problemy ze „spięciem” budżetu. Narodowy Fundusz Zdrowia chce zaoszczędzić na chorych, zabrać im bezpłatne leki. Wszystkim nam chce się nałożyć jakiś „podatek wojenny”. 

Tak wygląda nasz kraj AD koniec roku 2025. Z lotu ptaka. Przepraszam: z lotu drona. Jest taka piosenka, sprzed lat, Piotra Bukartyka – Barda, który wiele naszych spraw opisał w swoich utworach. Często z humorem. Czasem z czarnym humorem. Refren jest taki:. 

„Patrz jaka piękna jest Ojczyzna nasza, z lotu ptaka… Aż chce się płakać. Normalnie chce się płakać. Płakać się chce…”

Znów proroczy tekst? 

Kończę to pisanie z dobiegającym z zewnątrz dźwiękiem syren w tle. Rano Polacy dostali komunikat – alert RCB:

„UWAGA! 19 grudnia w godzinach 11:00 – 11:30 na terenie woj. dolnośląskiego odbędzie się ćwiczenie systemu alarmowania z wykorzystaniem syren. Zachowaj spokój!”

Nie. Nie ma we mnie spokoju. Jest: niepokój, żal, złość, że tak niszczycie ten kraj, tym pędem do wojny, militaryzacją, tym bezsensownym wspieraniem Ukrainy, które dało tylko tyle, że kraj ten jest w ekonomicznej ruinie, a jego problemy przeniosły się już na nas, wraz z jego obywatelami, którzy na Ukrainę nie wrócą.

Może o to naszym rządzącym chodzi? Abym, po usłyszeniu sygnału alarmowego chwycił plecak ewakuacyjny, spakowany już, według instrukcji ministra wojny, pana Kosiniaka-Kamysza, uciekał.

Ale dokąd? Tego pan minister nie był uprzejmy Polakom powiedzieć. 

Najważniejsze zatem, żebym stąd wybył? Łatwiej będzie, być może, dokonać wtedy i tutaj zmian terytorialnych? W końcu z planowymi wysiedleniami po II wojnie światowej było tyle kłopotu! A jakie koszty!

Tak, niektórzy być może uczą się z historii. Nie są to jednak społeczeństwa, niestety. Raczej tylko ci, którzy społeczeństwami sterują.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry