Mural z czołgiem i patefonem

Zupełnie przypadkowo obejrzałem w telewizji odcinek serialu dokumentalnego „Nadmorskie miasta” o australijskim Melbourne. Widziałem tylko fragment tego dokumentu, akurat o muralach w tym mieście. Jak się okazało, bo trochę sobie po filmie „pogooglowałem”, Melbourne określane jest jako światowa stolica malarstwa ulicznego. I jeden tamtejszy mural przykuł moją uwagę.

Najpierw reżyser filmu pokazał artystę i jego nowy projekt, jeszcze na papierze. Potem już fazę wykonawstwa. Wszystko interesujące: te reakcje przechodniów na człowieka, który na ich oczach tworzy nową śródmiejską rzeczywistość, ten sposób podejścia do tych kontaktów ze strony tego malarza (słuchawki w uszach – bo nie chce słuchać komentarzy). Ale najważniejszy był dla mnie w tym wszystkim sam pomysł i temat tego artystycznego dzieła: na murze budynku, w pobliżu modnej restauracji, zjawił się wielki czołg, który zamiast wieży (obrotowej nadbudówki z lufą kaliber ileś tam) miał posadowiony w tym miejscu patefon z olbrzymią tubą. Tak się chyba nazywał poprzednik gramofonu (kiedyś zwanego też w Polsce potocznie adapterem): taki odtwarzacz płyt z pierwszej połowy XX. wieku: skrzynka, na której obraca się winylowa czarna płyta i wielka tuba, jak trąba, wyrastająca z tej skrzynki i rozszerzająca się do szerokości wielkiego megafonu. Z tej tuby muzyka wydobywać się miała wszerz i wokół. I to wszystko w formie jakby czołgu. Co za dowcip! Co za cudowne połączenie! Co za ośmieszenie tych śmiercionośnych zabawek ludzkości. Jakież zawezwanie do pokoju! W języku prawniczym, zawodowo mi bliskim, propozycja ugody nazywa się właśnie tak podobnie: zawezwanie do próby ugodowej.

Ten mural to także wezwanie do słuchania muzyki. Do kultury. Do człowieczeństwa. 

A nie do unicestwiania ludzi! W czasach, gdy epatuje się nas wiadomościami o kolejnych zamówieniach, dostawach itp. dziesiątek, setek czołgów i innego sprzętu wojennego, popatrzyłem na ten żart artysty z antypodów jak na remedium. Jak na lek dla całej ludzkości. 

Jeden z naszych, dziś już zapomnianych publicystów, muzykolog Jerzy Waldorf zwykł mówić „Muzyka łagodzi obyczaje”. Było to jego ulubione powiedzenie. Choć nie całkiem zapomniana to osoba, bo co roku jego nazwisko wraca w mediach, to jednak jego powiedzonko raczej zanikło w naszych wojennych i ogólnie brutalnych czasach (np. MMA), które nie chcą słyszeć o łagodności. Ale 1. listopada, w Święto Zmarłych, przy okazji zapoczątkowanej przez Jerzego Waldorfa kwesty na warszawskich Powązkach, gdy zbierane są datki na renowację tego zabytkowego cmentarza, czasem ta mądra osoba i to mądre powiedzenie powraca. 

I tak mi się tu łączą tematy czołgu i śmierci. I życia: muzyka łagodzi obyczaje.

Cóż z tego, jeżeli wyrażenie „pograć sobie” nie kojarzy się dziś już chyba młodym ludziom z pograniem sobie na gitarze, pianinie czy innych instrumentach muzycznych. Obawiam się, że gra kojarzy się dziś z komputerowymi strzelankami typu „World of tanks”, reklamowanymi tak: „Do boju! Play now on PC!”

Muzyka łagodzi obyczaje – czyli wpływa na nas, na nasze otoczenie. Sprawia, że inaczej patrzymy na świat. Może zmienić nasz pogląd na życie. Muzyka uwrażliwia, ubogaca, uskrzydla.

Próbowałem znaleźć ten mural z Melbourne – z czołgiem i patefonem – w internecie, ale niestety: mimo iż przejrzałem dziesiątki, a może i ze sto nawet zdjęć tamtejszych murali, to fotki z tym właśnie muralem akurat nie było. Trafiłem za to na inną ciekawą informację. Można o tym poczytać np. tutaj: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2022-09-06/australia-kontrowersyjny-mural-w-melbourne-rosyjski-i-ukrainski-zolnierz-w-uscisku/

„Mural, który pojawił się na jednym z budynków w Melbourne w Australii, wzbudził sprzeciw ukraińskiej mniejszości żyjącej w tym mieście. Dzieło Petera Seatona, znanego też pod ksywką „CTO”, przedstawia rosyjskiego i ukraińskiego żołnierza, ściskających się nawzajem. Twórca przeprosił, a mural już został zamalowany.”

Tyle w skrócie. Poszukałem więcej: pomysł namalowania dwóch żołnierzy — Ukraińca i Rosjanina, którzy się obejmują został potępiony m. in. przez ambasadora Ukrainy w Australii i Nowej Zelandii, czy przez Australijską Federację Organizacji Ukraińskich (AFUO), która stwierdziła, że zaprezentowana na muralu scena odwraca uwagę od „brutalności rosyjskiej armii, traktowania przez nią ludności cywilnej, czy popełnionych przez nią zbrodni wojennych”. 

„Pojawienie się muralu w Melbourne, sugerującego, że gdyby tylko rosyjscy i ukraińscy żołnierze przytulili się i zawarli pokój, to wówczas wojna nuklearna zostałaby zażegnana, jest mrożącą krew w żyłach próbą umniejszenia rzeczywistości rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nakreślenia fałszywej moralnej równowagi między agresorem a ofiarą i promowania rosyjskiej dezinformacji” — brzmi fragment oświadczenia AFUO. 

Ambasador Ukrainy stwierdził na Twitterze, że odsłonięty w stolicy mural „obraża wszystkich Ukraińców”. Inny komentator, australijsko-chiński artysta Badiucao, na Twitterze ironicznie podsumował kontrowersyjne dzieło: „Czemu by od razu nie namalować Hitlera przytulającego ofiary Holokaustu?!” Dowcipnie i mocno. A jeszcze ostrzej napisała w/w federacja AFUO: „Co by pomyśleli ludzie, gdyby mural przedstawiał gwałciciela przytulającego swoją ofiarę?”

Wystrzelili te komentarze celnie, jak z czołgu.

Zgadzamy się? Nie! Ja się nie zgadzam! Na szczęście jeszcze jest wolność przekonań. I zaraz napiszę dlaczego, chociaż jest to już wolność w wersji szczątkowej. Na ten temat wypowiedział się ambasador Rosji w Australii (chyba on – cytuję to z pamięci), ironizując, że tak teraz wygląda wolność artystyczna: malując mural najpierw trzeba uzyskać pozwolenie Ukrainy.

Autor murala Peter CTO Seaton (ma przepiękne prace, zachęcam do zajrzenia w Internet), tłumaczył, że jego obraz był głosem za „pokojowym rozwiązaniem”. Nie spodziewał się takiego odbioru i ostatecznie pod ciężarem krytyki zamalował swoją pracę. I przeprosił. Odrzucił jednak zarzuty, jakoby miał być związany z jakimiś rosyjskimi organizacjami. I dodał, że mural miał być „pokojową” wiadomością. 

Przypomina to historię Juliana Tuwima, który napisał w dwudziestoleciu międzywojennym wiersz „Do prostego człowieka”jeden z najważniejszych polskich manifestów antywojennych, opublikowany w 1929 roku. Wiersz wzbudził liczne kontrowersje, przede wszystkim w środowiskach rządzących, gdzie odbierano go nie tylko jako podżeganie do zamachu na suwerenną sanacyjną wtedy władzę, ale i jawną zachętę do opuszczania szeregów armii i sprzeciwiania się prowadzeniu jakiejkolwiek wojny.  Za opublikowanie wiersza Komisariat Rządu m.st. Warszawy pociągnął redaktora naczelnego czasopisma „Robotnik” do odpowiedzialności karnej. A na łamach tegoż „Robotnika” ukazał się 3 listopada 1929 r. tekst, w którym poeta w zasadzie zmuszony został do sformułowania przeprosin: „W wierszu moim zwracam się wyraźnie do wszystkich narodów, aby w chwili decydującej przeciwstawiły się wojnie zaborczej, którą – jak dzisiaj każdy człowiek uczciwy i rozsądny – uważam za zbrodnię. Absurdem jest przypuszczać, że nie odczuwam czci dla bohaterstwa w obronie niepodległości kraju.”

Bardzo żałuję, że lobby siewców wojny jeszcze raz zwyciężyło. A głos artysty, który chciał złagodzić konflikt (street art może być jak muzyka, która łagodzi obyczaje) został wyszydzony i wyśmiany. Teraz także tam, w Australii. 

Bardziej mi się podoba ta recenzja: „Skupienie się na pokojowym rozwiązaniu sporu między Ukrainą a Rosją. Prędzej czy później ciągła eskalacja konfliktów stworzona przez polityków będzie oznaczała śmierć naszej ukochanej planety.” – tymi słowami opisano grafikę wykonaną przez Petera Seatona, pseudonim CTO.”

Co ciekawe, P. Seaton powiedział, że jego dochód z tej pracy miał zostać przekazany organizacji „World Beyond War”. I tak dowiedziałem się o istnieniu tej organizacji. Ciekawe, że dopiero teraz. 

Relacjonuje się na bieżąco w mediach każdą wojnę, każdą strzelaninę. I to nie tylko w serwisach informacyjnych. Propaganda prowojenna objęła wszystkie media, a w nich wszelkie programy. Np. stacje telewizyjne „oswajają” nas z wojną i tłumaczą, że jest ona jakoby nieunikniona i wpisana w nasz los także w audycjach „śniadaniowych”, w różnego rodzaju kanałach „life-stylowych”. Zmasowany atak kolumną czołgów i z udziałem dronów, poprzedzony ostrzałem artyleryjskim.

A o organizacjach, które za cel stawiają sobie bez wojen – panuje milczenie. 

Poniżej skrócone przeze mnie cytaty z tłumaczonych (przez Google) angielskojęzycznych stron dwóch takich organizacji. Polska Wikipedia o organizacjach mających w nazwie słowa „Poza wojną” chyba nie chce mówić, gdyż nie znalazłem polskich stron tych podmiotów.

World Beyond War (odrębny od Beyond War) to organizacja antywojenna posiadająca oddziały i filie w około dwudziestu krajach. Organizacja reklamuje się jako „globalny, pokojowy ruch mający na celu zakończenie wojny i ustanowienie sprawiedliwego i trwałego pokoju”. Sprzeciwia się samej instytucji wojny, a nie tylko wojnom indywidualnym. World Beyond War dąży do zniesienia wojny poprzez organizację regionalną oraz globalne kampanie mające na celu zamknięcie baz wojskowych i pozbycie się korporacji czerpiących zyski z wojny i sprzedaży broni. Organizacja została założona w styczniu 2014 roku(…)

Więcej pod tym adresem: https://en.wikipedia.org/wiki/World_Beyond_War

Jest jeszcze ta druga organizacja o nazwie „Beyond War” pod adresem: https://en.wikipedia.org/wiki/Beyond_War zatem krótko też o niej:

Beyond War ma na celu zakończenie wojny poprzez zajęcie się psychologicznymi i filozoficznymi korzeniami ludzkich zachowań wojennych zamiast przyczyn politycznych. Opiera się na obserwacji przypisywanej Albertowi Einsteinowi: „Dzięki uwolnionej potędze atomu wszystko się zmieniło, z wyjątkiem naszego sposobu myślenia, i tym samym dryfujemy w stronę niespotykanej katastrofy”. Beyond War powstała na początku lat 80. XX wieku w Kalifornii, w grupie wywodzącej się głównie ze środowiska akademickiego, przemysłu komputerowego i marketingu. Grupa Beyond War od samego początku była głęboko przekonana, że życie jest na rozdrożu. Jeden kierunek prowadzi do śmierci, zniszczenia, a być może wyginięcia życia na ziemi. Drugi kierunek otwiera przed gatunkiem ludzkim nowe możliwości; świat, w którym wszyscy ludzie mają możliwość zaspokojenia swoich podstawowych ludzkich potrzeb, gdzie życie ma sens i cel. Ze względu na poczucie bezpośredniego, kulminacyjnego zagrożenia, zasada zaangażowania jest podstawą ruchu /../ wolontariusze wzięli sobie przerwę w pracy, aby przez rok lub dwa pracować (…) w pełnym wymiarze godzin. (…)

Zasady przewodnie to:

  1. Wojna jest przestarzała
  2. Jesteśmy jednością na tej planecie
  3. Środki są celem w trakcie tworzenia.

Podstawowe praktyki to:

  1. Rozwiążę konflikt. Nie będę używać przemocy
  2. Zachowam postawę dobrej woli. Nie będę zajmował się wrogiem
  3. Będę współpracować z innymi, aby zbudować świat poza wojną.

W 2017 roku w tym samym Melbourne, przy ulicy Hosier Lane, pokazywano murale upamiętniające 100 lecie rocznicy bitwy na polach Flandrii (Battle of Passchendaele) podczas I. wojny światowej. W 100 dni zginęło wtedy lub odniosło rany prawie 500 000 żołnierzy, w tym 38 000 z Australii. Najbardziej tragicznym miesiącem w historii Australii był podobno październik 1917 roku, gdy trwała ta bitwa. Powstały przejmujące murale, ukazujące bezsens śmierci. Tych obiektów już też pewnie nie ma. Hosier Lane to jedno z centrów street art w tym mieście i wciąż powstają tam nowe prace, a stare znikają pod nimi. Szkoda. Te akurat powinny tam pozostać na zawsze i wciąż być odnawiane. Bo tak łatwo zapominamy.  

    A wiersz Juliana Tuwima „Do prostego człowieka” to pacyfistyczne wołanie o koniec walki, jakże aktualne i dziś, po prawie 100 latach, powinien trafić do kanonu lektur. Nie tylko w Polsce.

    Zostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
    Przewijanie do góry