Chorąży i Podchorąży

Andrzej Waligórski, już nieżyjący (1926 – 1992) polski aktor, poeta, satyryk, dziennikarz, radiowiec przez wiele lat rozbawiał nasze społeczeństwo wspaniałymi tekstami, które często stawały się piosenkami. Wypromował kabaret „Elita”, który, chociaż stworzony we Wrocławiu i przez Wrocławian, znany był w całym kraju.

Gdy cała Polska w czasach PRL-u słuchała Programu 3 Polskiego Radia, wszyscy nucili pieśń „Hej szable w dłoń” z programu „Powtórka z rozrywki”, w którym nadawano słynny cykl „60 minut na godzinę” i cyklicznie odtwarzano w kabaretowej konwencji „Rycerzy” jego autorstwa.

Wbrew nazwie była to satyra na współczesność. Nadal aktualna.

Ktoś napisał o nim, że potrafił nienatrętnie wzruszyć, a także setnie rozbawić. Stworzył postać „Dreptaka” (symbol przeciętnego Polaka z jego wadami i zaletami). A „Ballada o cysorzu” to jeden z jego kultowych tekstów i piosenka śpiewana do dziś w różnych wykonaniach, choć najlepsze jest moim zdaniem pierwsze – pieśniarza Tadeusza Chyły.

Ale dziś o mniej znanym utworze. Przeczytajcie proszę ten wiersz „Chorąży”.

Mnie zaintrygował, gdyż choć to żart o niegdysiejszych czasach, to ta opisana przez Mistrza Waligórskiego sytuacja oraz wspaniała puenta pasują do czasów naszych. Zastanówmy się, tak my – my Polacy! Zastanówmy się!

Kto nas dziś prowadzi i do jakiego celu?

Chyba nie mamy świadomości, co się z nami może stać. Już za chwilę… Bez echa przeszła kolejna majowa rocznica zakończenia II wojny światowej. Nie ma już w Polsce pochodów 1-majowych, które tradycyjnie kiedyś były też manifestacją propokojową. Śpimy! Błogi sen nieuświadomionych. Śmiejemy się z Niemców? A oni, proszę! Demonstrowali właśnie, że nie chcą iść na wojnę! Protestowano w tradycyjnych Marszach Wielkanocnych (kwiecień 2026 roku) i w pochodach z okazji Święta 1 maja. Między innymi w Berlinie… Przeciwko wojnom na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Przeciwko zbrojeniom… A my Polacy śpimy.

CHORĄŻY

Pewien chorąży postępu
Wszedł na chwilę do ustępu,
(Albowiem nawet chorąży
Z przerwami do celu dąży)
A póki co – swą chorągiew
Oparł o ławkę, czy stągiew,
Bo jak się człowiekowi zechce,
To mu głupio dzierżyć drzewce…
Niestety, tą samą ścieżką
Szedł niejaki Dreptak Mieszko,
Dosyć podejrzany ciura,
Chociaż szlachcic, herbu „Rura”,
I gdy chorągiew zobaczył –
To natychmiast ją zahaczył,
Bo miał taki zwyczaj kreci
Że brał wszystko, jak podleci:
Bieliznę, konie, medale,
Babki i inne detale.
Wziął tę chorągiew i chodu,
A tu za nim ćma narodu!
każdy rzuca chatę, harem,
I leci za tym sztandarem,
Bo był na nim szczytny slogan –
„Naprzód” lub „Hajda na pogan!”,
„Oswobodzim Ziemię Świętą”,
Czy „Precz z feudalną rentą!”,
„Przez śmierć rycerską – do raju”,
Tak czy siak – coś w rodzaju.
Kto żyw tylko za nim podał się
A wtem Dreptak zatrzymał się,
Strzepnął pył, poprawił kurtę
I zastukał w jakąś furtkę,
Za którą potem wygodnie
Siedział prawie dwa tygodnie,
A że ludziom ziąb dokuczał –
Ktoś zajrzał dziurką od klucza,
I wydał okrzyk paniczny:
– Ludzie! Toż to dom publiczny!
Tłum od razu się rozluźnił,
Postęp się mocno opóźnił,
Zaczęły się gwałty, picie
I dzielnicowe rozbicie,
Wojny, rozbiory, powstania,
A wszystko przez tego drania!
Ów fakt – wniosek wysnuć każe:
– Ważne hasło na sztandarze,
Dobrze jednak jest, gdy wie się
Kto ten piękny sztandar niesie
Oraz do jakiego celu?
Bywa, że i do bordelu

Ten wiersz od razu też stał się mi bliski, gdyż ja byłem podchorążym. Po studiach uniwersyteckich, jak większość studentów,        którym nie udało się wymigać od niechcianej służby wojskowej, wcielono mnie do ówczesnego Ludowego Wojska Polskiego. I tam, gdy zobaczyłem na własne oczy jak to w wojsku jest, gdy nałożyło mi się to na znaną już wcześniej antywojenną literaturę, w szczególności na pisarstwo Ericha Marii Remarque’a („Na zachodzie bez zmian”) – tam chyba zacząłem być pacyfistą. 

Skończyłem tę „zaszczytną” służbę w stopniu kaprala podchorążego. Tego „podchorążego” dawali na dzień dobry wszystkim studentom. Napatrzyłem się na najgorsze cechy ludzkie tolerowane wtedy powszechnie w wojsku – w formie tzw. „fali”, gdzie żołnierze starszego rocznika znęcali się bezkarnie nad tymi, którzy przyszli do jednostki wojskowej później. Napatrzyłem się na niekompetencję dowódców, od których, gdy będzie wojna, zależy życie żołnierzy. Na marny sprzęt, który tylko na defiladach wydaje się niezwyciężony. I co, myślicie ze dziś jest inaczej? To było dawno… tak? Myślicie, że dziś „jesteśmy silni, zwarci, gotowi”? Dziś w roku 2026? Że możemy pójść na wojnę i ją wygrać?

Ja wiem, że wątpię. I też sobie napisałem wierszyk. Mój wierszyk pt. „Podchorąży”.

PODCHORĄŻY

Militaria, militaria 
W pogotowiu cała armia 
Polska murem za mundurem stoi 
I nikt wojny się nie boi

Wojna już na Ukrainie 
I na wschodzie zwanym Bliskim 
A tu weekend grill i piwo
Jakby było już po wszystkim

Coraz więcej kalek, mogił
Lecz rozsądku nie ma wcale 
Leci sobie dron za dronem 
Mrucząc: zaraz was rozwalę

A tu u nas generały 
Na Moskala już ruszają                       
Trzeba zrobić im badania 
Im się w głowach pomieszało

Podchorążym kiedyś byłem 
Nie na wojnie – więc przeżyłem 
Im się marzy nowa wojna 
A mnie moja wieś spokojna

Politykom, generałom 
Wojny ciągle jest za mało
Z hasłem o obronie kraju 
Chcą cię wysłać wprost do raju

Mówiąc nam że kraju bronią 
Do okopów cię wygonią    
Szeregowy podchorąży 
Na swój własny pogrzeb zdąży

Oni toast zaś wypiją 
Za tych którzy już nie żyją 
I nie będą mieli kaca. 
Im ta wojna się opłaca.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry