Podobno młodzi ludzie zainteresowali się ostatnio (styczeń 2024) rozporządzeniem Ministra Obrony Narodowej z dnia 7 grudnia 2023 r. w sprawie wzoru karty powołania do służby wojskowej pełnionej w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny (Dz.U. z 2023 r. Poz. 2803).
Pisząc „Młodzi” mam na myśli obywateli RP, którzy mają aktualnie ok. 20 lat. Nagłośniono w mediach ten akt prawny, a szczególnie ten termin, w którym należy „się stawić”. Dramatycznie krótki, bo tylko 6 godzin. I chyba to przemówiło trochę do wyobraźni młodych. Jak to tak? W 6 godzin wszystko pożegnać, zostawić za sobą? Nawiązując do terminologii, która kiedyś w wojsku stosowana była przez kaprali uczących żołnierzy tzw. młodego rocznika, „pokazuję i objaśniam”.
Na początek dobra wiadomość.
Z aktualnego rozporządzenia j.w. wynika, że termin „NATYCHMIAST” oznacza, że osoba powołana powinna nie później niż w ciągu sześciu godzin od powzięcia informacji o ogłoszeniu mobilizacji powszechnej lub wybuchu wojny stawić się do określonego w tej karcie miejsca stawiennictwa. I nie ma się tu co na ten krótki termin obrażać, gdyż został on nawet wydłużony w stosunku do poprzednio obowiązującej normy. Otóż rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 28 września 2015 r. w sprawie określenia wzorów kart powołania i ich przeznaczenia, a także wzorów obwieszczeń (Dz.U. z 2015 r. Poz. 1664 oraz Dz.U. z 2017 r. Poz. 495) określały ten termin jeszcze bardziej rygorystycznie. Było mianowicie tak: Termin stawiennictwa określony jako „NATYCHMIAST” oznacza, że powołany jest obowiązany, nie później niż w ciągu czterech godzin od chwili doręczenia karty powołania, udać się do określonego w tej karcie miejsca stawiennictwa. (podkreślenia w tekście powyższych przepisów – moje).
To wydłużenie czasu stawiennictwa o 2 godziny (z uprzednio 4 godzin do 6 godzin j.w.) nie wydaje się aktem miłosierdzia wobec „rekruta”, lecz raczej próbą bardziej realistycznego podejścia do sprawy. Choć w bałaganie jaki się wiąże z ogłaszaną najczęściej zbyt późno mobilizacją (przykład: 1939 rok) z pewnością i te 6 godzin będzie niewystarczające – nierealne.
A jeśli chodzi o bałagan to, tak na marginesie, jakby ktoś chciał odszukać rozporządzenia, które tu przytaczam, w Internetowym Systemie Aktów prawnych( ISAP), czyli w oficjalnym publikatorze aktów prawnych zawierającym opisy bibliograficzne i teksty aktów prawnych opublikowanych w wydawnictwach urzędowych: Dzienniku Ustaw oraz Monitorze Polskim, wydawanych przez Prezesa Rady Ministrów, to musi szukać ich pod dwoma hasłami: Obrona narodowa oraz Wojsko. W dziwny sposób bowiem, np. ogólnego rozporządzenia o kwalifikacji wojskowej w 2024 r., o którym mowa będzie poniżej, pod hasłem „Obrona narodowa ” się nie znajdzie i trzeba szukać pod drugim hasłem, tj. pod „Wojsko”. A z kolei niżej przytaczane rozporządzenie dotyczące kwalifikacji kobiet i owszem – pod tym pierwszym hasłem jest. Czyli procedury już nas przerastają. Trudno nam to wszystko jakoś uporządkować. Nawet tylko w Internecie. A co dopiero gdy przyjdzie przeprowadzić skuteczną i szybką, prawdziwą mobilizację.
Ale mobilizacja to już właściwie praktycznie czas wojny.
Na razie bardziej, kochani Młodzi, powinna was zainteresować tzw. kwalifikacja wojskowa 2024, która rozpoczyna się 1 lutego 2024 roku. Ok. 230 tys. osób w 2024 roku zostanie poddanych ocenie zdolności fizycznej i psychicznej do czynnej służby wojskowej. Zasady kwalifikacji określa rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 10 listopada 2023 r. w sprawie przeprowadzenia kwalifikacji wojskowej w 2024 r. (Dz. U. z 2023 r. Poz. 2473).
Do stawienia się do kwalifikacji wojskowej zostaną wezwani: mężczyźni urodzeni w 2005 roku. A więc 19-latkowie. Ale nie tylko oni. Także mężczyźni urodzeni w latach 2000-2004, którzy nie posiadają określonej kategorii zdolności do czynnej służby wojskowej, a także osoby, które w latach 2022 i 2023 zostały np. uznane przez powiatowe komisje lekarskie za czasowo niezdolne do służby wojskowej ze względu na stan zdrowia, ale okres tej niezdolności upływa przed zakończeniem obecnej kwalifikacji wojskowej.
Nie zapomniano też i o kobietach. Wezwane będą te nawet starsze panie niż roczniki „chłopaków”, bo kwalifikacja wojskowa dotyczy kobiet urodzonych w latach od 1997 do 2005 r. Chodzi tu o kobiety posiadające kwalifikacje zawodowe przydatne do służby wojskowej, które nie stawały jeszcze do kwalifikacji wojskowej oraz kobiety, pobierające naukę w celu uzyskania tych kwalifikacji zawodowych, które w roku szkolnym lub akademickim 2023/2024 kończą studia na kierunkach lub kończą naukę w zawodach, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 60 ust. 7 ustawy z dnia 11 marca 2022 r. o obronie Ojczyzny (t.j. Dz.U. z 2022 r. Poz. 2305).
Takie przepisy już są.
Zawiera je rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 13 lipca 2023 r. w sprawie wskazania grup kobiet poddawanych obowiązkowi stawienia się do kwalifikacji wojskowej (Dz. U. z 2023 r. Poz. 1520), z którego wynika, że chodzi o studia na kierunku: analityka medyczna, farmacja, fizjoterapia, lekarskim, lekarsko-dentystycznym, pielęgniarstwo, położnictwo, ratownictwo medyczne, weterynaria oraz związanym z kształceniem w zakresie psychologii. Oraz o naukę w szkołach średnich w zawodach technik farmaceutyczny oraz technik weterynarii.
Zatem zostaniecie, Młodzi, przebadani, ocenieni, zakwalifikowani. I jakby co, to „do woja”. Tyle, że nikt was wcześniej nie przeszkoli w wojennym rzemiośle – bo nie ma już w Polsce zasadniczej służby wojskowej, obowiązkowej w czasach PRL-u. Każdy ówczesny Młody chciał tej służby uniknąć. Jak pamiętam, nieliczni tylko chcieli spędzić w wojsku te 2 lata. A nawet 3 lata, gdy ktoś miał pecha i został przydzielony do Marynarki Wojennej. Po studiach był to tylko 1 rok służby. I przed Wojskowymi Komisjami Uzupełnień (słynne WKU), jak Polska długa i szeroka, przedkładano argumenty i dokumenty, które miały świadczyć, że „ja się do wojska nie nadaję”.
Większość się nadawała. I teraz też większość się będzie nadawać. A gdyby, nie daj Boże, doszło do wojny, w której Polska weźmie udział, to nadawać się będą wszyscy. Lub prawie wszyscy. Jak teraz na Ukrainie. Jak pod koniec II. Wojny światowej w III Rzeczy (tzw. Volkssturm – Ludowy Szturm, gdzie chłopcy, dzieci jeszcze, oraz starcy mieli walczyć, gdy zabrakło już żołnierzy. Walczyć do końca.
Wszyscy „Murem za mundurem”? Takie hasło jest w Polsce od dłuższego czasu promowane, ale nijak się to ma do publikowanych danych Polskiej Agencji Prasowej (PAP): https://www.pap.pl/aktualnosci/sondaz-atak-rosji-na-polske-co-robia-polacy-czyli-kto-lapie-za-bron-kto-ucieka
Te badania ankietowe naszego społeczeństwa pokazują, że tylko 15,7 % Polaków w razie „W” zaciągnie się do wojska na ochotnika.
Tylko, czy aż tyle?
Nigdy nie wiadomo, czy badania statystyczne oddają rzeczywistość. Jednak, jeżeli to prawda, to wszyscy inni, poza tymi 15 procentami, będą do udziału w wojnie zmuszeni. Niestety. Choć dziś wydaje się im, że zdążą gdzieś się ewakuować (łącznie uważa tak 37,4% osób ankietowanych). Z tej grupy część liczy, że uda im się ukryć poprzez wyjazd za granicę (11,9%), albo przeczekać w bezpiecznym miejscu w Polsce (25,5%). Bardzo duża grupa respondentów deklaruje, że spędzą czas wojny pracując jako woluntariusze, np. w szpitalach (29%). Tych szlachetnych zamiarów, aby być przydatnym a jednocześnie nie znaleźć się na pierwszej linii frontu, raczej się nie uda zrealizować. Albo inaczej: raczej tylko nielicznym może być dana ta „praca na zapleczu”. Gdy trwa taka wojna jak na Ukrainie, to czytamy już teraz, że tam władze chcą sięgnąć nawet po tych, którzy uciekli za granicę.
Oby nigdy nie nastąpiła u nas w Polsce weryfikacja tych deklaracji z ankiety PAP. Oby nigdy nie okazało się, że NATYCHMIAST, czyli za 6 godzin, masz stawić się do określonego w karcie mobilizacyjnej miejsca stawiennictwa.

