Prawo, prawość i Konstytucja

W ostatnich tygodniach wciąż trwa w Polsce spór o prawo. O interpretację już ustanowionego prawa. Zresztą trwa już od wielu lat. Wielkie dwa przeciwstawne bloki polityczne, czyli Polacy ze strony partii Prawo i Sprawiedliwość oraz ze strony tzw. Platformy Obywatelskiej, czy też szerzej Koalicji Demokratycznej, toczą zażarty spór. W skrócie: dwa bloki polityczne PiS i PO. Aktualnie spór koncentruje się wokół panów byłych ministrów PiS – Kamińskiego oraz Wąsika. W warstwie prawnej tego sporu są to kontrowersje odnośnie, czy Prezydent RP mający według Konstytucji prawo łaski, miał prawo obu panów ułaskawić, czy nie miał. Oraz czy są winni, czy też niewinni. Np. PiS wierzy, a pan Prezydent to deklaruje w swoich orędziach, że obaj skazani są „krystalicznie uczciwi”. Ale skoro już ich skazano (i ułaskawiono, jak uważa PiS), to powstało pytanie czy ułaskawienie dotyczyć może tylko osoby skazanej prawomocnym wyrokiem sądu, czy też może objąć także tych skazanych, wobec których wyroki są jeszcze nieprawomocne (bo nie wyczerpana została procedura odwoławcza).

Co prawnik to opinia, a nawet dwie.

Co sąd to inne orzeczenie na ten temat. A to Sąd Najwyższy stwierdza, że nie, nie można ich ułaskawić. A to Trybunał Konstytucyjny orzeka, że tak, czyli że Prezydent RP mógł tak zrobić. Nawet w nazwach tych sądów zaplątaliśmy się. A właściwie zaplątała się ta nasza biedna Konstytucja. Skoro jest w Polsce Sąd Najwyższy, to niechby on był tą ostatnią, najwyższą instancją (ziemską, bo przecież jeszcze jest Sąd Ostateczny). Ale dla niektórych to Trybunał Konstytucyjny jest Sądem Najwyższym. 

Chciałoby się powiedzieć: napiszmy Konstytucję tak, aby była ona skierowana do prostego człowieka. I aby on ją jednoznacznie rozumiał. Jak poeta Julian Tuwim adresował swój słynny antywojenny wiersz, zaadresujmy tę naszą (nową) konstytucję „Do prostego człowieka”.

Prosty człowiek rozumuje logicznie: najwyższy to taki na samej górze.

Czyli najważniejszy! A my mamy Sąd Najwyższy, który według jednych jest najwyżej, ale według innych jednak niżej, bo przecież jeszcze jest Trybunał Konstytucyjny. A Konstytucja jest ustawą zasadniczą, czyli tą najwyższą. Nasze prawo okazuje się zatem być tak niejednoznaczne, że traci swój podstawowy przymiot, którym jest właśnie wskazywanie norm określonego postępowania. Norm które mamy wszyscy stosować w naszym życiu. W polityce, w relacjach społecznych, w życiu rodzinnym. I dziś już w Polsce nie wiadomo, co można, a co nie. Prawo traci już swoją istotę, czyli nie odpowiada na pytanie: Jak żyć? Tu zjawia się ten słynny cytat: „Jak żyć Panie Premierze”. I mamy ten dualizm: Pan Premier mówi, że tak, a Pan Prezydent, że wcale nie tak: odwrotnie! Prosty człowiek, czyli zwykły obywatel RP już nie wie nic! Ma prawo nie wiedzieć. Może sobie powtórzyć „Wiem, że nic nie wiem”. Lecz ten sokratesowski bon mot „Wiem, że nic nie wiem” tu nie pomaga. Poddawanie spraw w wątpliwość jest wprawdzie we wszechświecie przydatne, bo nakazuje ostrożność, uważność, sprawdzanie wszystkiego, kwestionowanie rzeczy, które nagle okazują się wcale nie oczywiste i w ten sposób prowadzi do postępu. Tylko, że wątpić to już jest jakiś pewien poziom abstrakcji, a codzienne życie domaga się nie abstrakcji a konkretów. 

Zagubiliśmy się jako Państwo.

I jako społeczeństwo. Nasze niby demokratyczne zasady i instytucje stały się nieprzydatne w rozwiązywaniu problemów. Czytając o tych kontrowersjach z ułaskawieniem i nieułaskawieniem, o tym czy sędzia jest sędzią (bo Prezydent go na to stanowisko powołał), czy też nie jest sędzią (bo został wyznaczony na to stanowisko niezgodnie z jakąś tam procedurą) ma się wrażenie zagubienia. Poczucie, że jest się w jakiejś matni, z której nie ma wyjścia, że wszystko jest względne i żadnych znaków na niebie i ziemi? Matrix, to jest to słowo – tytuł filmu, który sobie powtarzamy w takich sytuacjach. I tak się wielu ludzi w Polsce czuje. Tych, których nie zaślepia „ideologia” którejś ze wskazanych na wstępie stron (PiS lub PO), bo ci są święcie przekonani o własnych racjach.

Jakie jest wyjście? Wielki reset? Nowa umowa społeczna? Nowa Konstytucja, która zapisze najważniejsze rzeczy dokładniej? Chyba tak. Kto jednak miałby tę Konstytucje wprowadzić? Naród? 

Zajrzałem do tekstu naszej ustawy zasadniczej. Tak, rzeczywiście mamy tam pat legislacyjny. Bez większości 2/3 głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów Sejmu, zmiany Konstytucji nie będzie. A jeszcze Senat musi w tej sprawie zagłosować bezwzględną większością głosów (art. 235 ust. 4 Konstytucji). 

Ale ludzie! Coś trzeba zrobić z tą Polską! Podobno w naszej polskiej historii czasów I. Rzeczpospolitej był błazen królewski, który jedyny krzyczał „Królu! Rzeczpospolita ginie!”. Jemu jednemu, jak to błaznowi, wolno było mówić, co chce. A mówił prawdę, tylko że wszyscy myśleli, że to żart. Nie, to nie był żart. Potem były rozbiory. 

I znowu jesteśmy w takim punkcie.

W najnowszej publicystyce internetowej (na YT) pojawiły się właśnie takie tytuły i nagłówki, poważnych dziennikarzy, jak: „Chaos prawny w Polsce AD 2024”, „Chamstwo. U mnie w podstawówce była większa kultura” (to pewien aktualny poseł o Sejmie), „Dom z Ch… D… i Kamieni Kupy” (to o Państwie polskim), „Czy grozi nam wojna domowa”, „Gdzie jest polska racja stanu?”

No właśnie, gdzie ona jest?

Jest w naszym interesie zmienić Konstytucję tak, aby umożliwiała ona Państwu polskiemu funkcjonowanie, niezakłócane politycznymi perturbacjami. Jej obecna treść prowadzi bowiem do sytuacji bez wyjścia. Dwa zwaśnione plemiona stosują, każde na swój sposób, słynne „liberum veto” i tak brniemy w ślepą uliczkę.

Co można zrobić? Przekonywać. Może uda się przekonać 1/5 ustawowej liczby posłów, aby przedłożyli oni projekt ustawy o zmianie konstytucji? (o takiej możliwości grupy posłów mówi art. 235 ust. 1 Konstytucji). Może warto taki nowy projekt Konstytucji napisać, zaproponować, poddać pod konsultacje społeczeństwu obywatelskiemu. Podobno takim społeczeństwem jesteśmy… 

Taką samą możliwość (przedłożenia projektu ustawy o zmianie Konstytucji) ma pan Prezydent (art. 235 j.w.). Może warto wybrać na Prezydenta osobę, która publicznie obieca, że jego celem jest przedstawienie takiego projektu? Czyli, że dla dobra Polski będzie on jej ostatnim Prezydentem. 

W dotychczasowej formule jest tak, że gdy w Parlamencie zasiada opcja przeciwna, to natychmiast możemy mieć pat polityczny i legislacyjny. W czasie pokoju. 

A w czasie wojny, nie daj Boże, to już jest dramat dualizmu dowodzenia.

Proszę przeczytać art. 134 ust. 1 Konstytucji RP: „Prezydent RP jest najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP”. „Na czas wojny Prezydent RP, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych /../”, itd. (art. 134 ust. 5 Konstytucji). A co, gdy Prezes Rady Ministrów wniosku nie złoży, albo zawnioskowany przez Premiera kandydat na Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych” nie spodoba się Prezydentowi? Wróg poczeka z ofensywą na linii frontu? I ruszy dopiero gdy Prezydent i Premier się dogadają?

Dlatego sadzę, że projekt nowej Konstytucji, aby był sensowny, musiałby przewidywać raczej likwidację funkcji prezydenta. W każdym razie Polska powinna skończyć z tym dualizmem konstytucyjnym, czyli niedookreśleniem kompetencji na styku Prezydent-Premier. Rozwiązaniem jest system prezydencki (jak w USA) lub kanclerski (jak w Niemczech). Z tym, że prezydent jako tylko rodzaj „ozdobnika” systemu politycznego – a tak to jest w Niemczech – nie jest też Polsce potrzebny.

Zasada konstytucyjna winna być taka: rządzi krajem jako władza wykonawcza (jako Rząd) jedna osoba wybrana w wyborach powszechnych (np. Premier lub Prezydent), wraz z wybraną przez siebie Radą Ministrów. Realizuje ustawy stanowione przez Parlament, zwany u nas Sejmem, przy czym żaden poseł nie może uczestniczyć w jakikolwiek sposób w strukturze Rządu. Wreszcie realny wtedy byłby trójpodział władz, a nie obecne pomieszanie z poplątaniem, w którym posłowie głosują za ustawami, które następnie realizują jako członkowie Rządu. Oraz pobierają podwójne uposażenia (na przykład jako poseł i jako minister).

Władza sądownicza powinna zostać uproszczona do jednego systemu sądów powszechnych. W takiej np. gradacji: podstawowy sąd to sędzia pokoju w każdej siedzibie gminy; doświadczony prawnik załatwiający swoim autorytetem, wiedzą, prawością, najprostsze sprawy, często poprzez zawieranie ugody. I w ten sposób odciążający wyższe piętra sądownictwa. Taki niejako „przedsąd”. Gdy mu się nie uda zakończyć sprawy na tym etapie: przejmuje sprawę Sąd Rejonowy jako pierwsza instancja. Sąd Rejonowy jest dla każdego powiatu. A dla kilku powiatów (i dla ważniejszych spraw) Sąd Okręgowy, Sąd Apelacyjny funkcjonuje jako sąd odwoławczy od orzeczeń Sądu Okręgowego wydanych w pierwszej instancji. Czyli wszystko prawie tak jak dotychczas. A w tym systemie (sądów powszechnych) powinien funkcjonować też Sąd Najwyższy jako zwieńczenie systemu sądownictwa. Wraz z Izbą Konstytucyjną jako jedną z Izb tego Sądu. Aby już nie było obecnej paranoi, w której zarówno Sąd Najwyższy jak Trybunał Konstytucyjny wypowiadają się o tych samych ustawach i te wypowiedzi są diametralnie różne. Odpadłby zatem ten nieszczęsny Trybunał Konstytucyjny. Podobnie Trybunał Stanu. Znaczące uproszczenie, prawda? Oszczędności także. A przede wszystkim wreszcie jakiś realizm, a nie fasadowość i mnożenie niepotrzebnych (i nie działających) instytucji. 

Mamy też odrębne sądownictwo administracyjne. Rzeczywiście odrębne? Zajmuje się często tymi samymi sprawami, co sądownictwo powszechne. I już mieliśmy sytuacje, w których Sąd Najwyższy (Izba Cywilna) uważał, że tak, a Naczelny Sąd Administracyjny odwrotnie. Nie widzę powodów, aby w ramach sądownictwa powszechnego nie mogłyby być rozstrzygane także sprawy administracyjne. Jest w każdym sądzie wydział cywilny, karny, itd. – może być też wydział administracyjny. A na samym szczycie sprawy te rozstrzygałby Sąd Najwyższy Izba Administracyjna.

Trybunałem Stanu straszą się politycy od trzech dekad, wiedząc dobrze, że nic im ze strony tego Trybunału nie grozi.

Opowiadają wyborcom bajki, jak to oni pociągną tych innych polityków do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu właśnie. A przecież, jeżeli jest zarzut, że ci inni popełnili przestępstwo, to oceni to zwykły sąd (wydział karny) i w miarę potrzeby wyda wyrok „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej”.

W zakresie zrębów systemu politycznego, który ta nowa Konstytucja powinna tworzyć, jest też pewna dobra idea, o której można poczytać na jednym z portalów. Nawiązuję tu do artykułu „Jeżeli nie demokracja, to co?” z dnia 28 grudnia 2023 r. Ten tekst zaczyna się tak:

„Obecny system opiera się o tzw. wolne i demokratyczne wybory, które tak naprawdę sprowadzają się do tego, że obywatelom wolno wybierać pomiędzy kandydatami partii… których wybierze partia.”. 

Autor dokonuje krytyki (jakże słusznej!) obecnego systemu partyjnego i zamiast niego postuluje:

„(…) zatem niech parlament i rząd składa się z przedstawicieli powiatów i miast – z ludzi, których wybieramy, bo bezpośrednio ich znamy i cenimy. Daje nam to organ ustawodawczy w wielkości 380 posłów. I do ich obowiązków należy wyłonić spośród siebie rząd i przedstawiciela, którzy to będą wykonawcami [sic!] organu ustawodawczego.

Liczba 380 to po prostu wynik dodawania: mamy 314 powiatów i 66 miast na prawach powiatu. 

Bardzo konkretny pomysł, realizujący też, wciąż obecną w polskiej dyskusji politycznej, ideę „izby samorządowej” Parlamentu. Niektórzy widzieli ją jako zamiennik dla obecnego Senatu. Ja Senatu (izby wyższej Parlamentu) w ogóle nie postrzegam jako instytucji potrzebnej (upraszczajmy system, bo im bardziej system skomplikowany, tym łatwiej się zacina, psuje). 

Zatem mielibyśmy „odchudzony” parlament (380 posłów zamiast 560 obecnych parlamentarzystów, bo aktualnie Sejm ma 460 posłów, a Senat 100 Senatorów). A nadto mielibyśmy rzeczywiście znanych nam ludzi, wybieranych bezpośrednio w naszych powiatach! Nie zgadzam się jedynie z tym, że spośród nich miałby być powoływany rząd. Tu jeszcze raz cytat z artykułu j.w.: „(…) i do ich obowiązków należy wyłonić spośród siebie rząd (…)”. Nie! W trosce o trójpodział władz, tak nie powinno być. Sejm ma tylko jedno zadanie: stanowić mądre ustawy i wybrać nam mądry rząd. Rząd fachowców – tu w pełni się zgadzam z postulatem autora artykułu „Jeżeli nie demokracja, to co?”

Jakże piękna to perspektywa, nakreślona w tymże artykule:

Jednym zamachem pozbywamy się kosztownych i patologicznych partii, wyborów, braku wpływu na wybranych “przedstawicieli”, zmiany polityki wewnętrznej i zewnętrznej co 4 lata, całej inercji i patologii obecnego systemu wraz z podziałami w społeczeństwie na tych co za partią A i partią B i tego konsekwencjami. Myślę, że już od początku wprowadzenia takiego systemu wybralibyśmy dobrze – ludzi spośród nas, którzy są szanowani, inteligentni, gospodarczy. „

Inna Konstytucja jako utopia? Niekoniecznie.

Jest możliwe napisanie dobrej ustawy zasadniczej. A co najmniej poprawienie obecnej. Czasem wystarczy skreślić jedno zdanie. Jak np. w art. 103 ust. 1, który (zdanie pierwsze) zakazuje łączenia mandatu posła z różnymi funkcjami, ale potem stwierdza (zdanie drugie): „Zakaz ten nie dotyczy członków Rady Ministrów i sekretarzy stanu w administracji rządowej.”  Skreślamy to zdanie i już nie mamy posłów będących jednocześnie ministrami. 

Z pewnością możliwe jest napisanie projektu zmian, aby Konstytucja była prostsza niż obecnie. Mniej zawikłana. Ta aktualna nie daje jasnych odpowiedzi, możliwa jest do tłumaczenia na wiele sposobów. Polska Konstytucja to aż 243 artykuły. A niejeden z nich ma i 7 ustępów. Rozśmieszają mnie politycy, którzy zapoznawszy się z fragmentem naszej Konstytucji triumfująco (na tzw. wizji) „miażdżą” swojego oponenta stwierdzeniem, że „nie zna pan/i Konstytucji”. A ten niby „znawca” zna ją na pamięć? Politycy dyskredytują się nawzajem, jak to się teraz z lubością nazywa: przeciwnika się miażdży, niszczy, można go też „zaorać”. Postępuje brutalizacja i wulgaryzacja języka uczestników sceny politycznej. Czy tak musi być? Może warto zacząć wymagać więcej od przedstawicieli Narodu?

Zawłaszczony niejako przez PIS fragment poematu Juliana Tuwima „Kwiaty Polskie” w tym słynnym fragmencie o prawie i sprawiedliwości brzmi: 

Chmury nad miastem rozpal w łunę 

Uderz nam w serca złotym dzwonem 

Otwórz nam Polskę, jak piorunem otwierasz niebo zachmurzone 

Daj nam uprzątnąć dom ojczysty 

Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych 

Jak z grzechów naszych win przeklętych 

Niech będzie biedny ale czysty 

Nasz dom z cmentarza podźwignięty (…)

Daj rządy mądrych, dobrych ludzi 

Mocnych w mądrości i dobroci (…) 

(…) Piorunem ruń, gdy w imię sławy 

Pyszałek chwyci broń do ręki 

Nie dopuść, żeby miecz nieprawy 

Miał za rękojeść krzyż Twej męki 

Niech się wypełni dobra wola 

Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły 

Przywróć nam chleb z polskiego pola 

Przywróć nam trumny z polskiej sosny 

Lecz nade wszystko – słowom naszym 

Zmienionym chytrze przez krętaczy 

Jedność przywróć i prawdziwość 

Niech PRAWO zawsze PRAWO znaczy 

A SPRAWIEDLIWOŚĆ – SPRAWIEDLIWOŚĆ. 

„Niech się wypełni dobra wola” – tego wypadałoby sobie, nam, Polsce, życzyć.

Prawo się zdewaluowało w Polsce, jednak mamy jeszcze piękne pojęcie „prawość”. Użyłem go już raz wyżej w kontekście cechy, którą powinni się charakteryzować ludzie ze stanu sędziowskiego. Ale ona – ta prawość – ma dotyczyć wszystkich. Może uda się, poprzez takie drobne rozważania, przyczynki do współczesności, poprzez dyskusje w gronie przyjaciół, wypracowywać i podtrzymywać dobre idee, w tym właśnie także prawość. 

Grupa ludzi związanych z pewnym portalem, na którym również publikowane są moje artykuły, zastanawia się właśnie nad swoją nową nazwą i jak na razie zaproponowano: Ruch Społeczny Przyszłości i Pokoju. Ładnie, ale mam zastrzeżenie: słowo Przyszłość nie oznacza nic, poza czasem przyszłym. Przyszłość to nie jest cel (chyba, że chodzi o samo przetrwanie). Jeżeli chcemy przyszłość wypełnić jakąś treścią, to trzeba wskazywać jakiś cel.

Pokój to najpiękniejszy cel. Pokój zewnętrzny i wewnętrzny (w nas).

Prawość też jest przepięknym celem. Proponowałbym więc zamiast słowa Przyszłość – słowo Prawość. Tak choćby dla uzdrowienia nas, po tym, co nam politycy zafundowali pod hasłem „Prawo i sprawiedliwość”. Akcentujmy prawość, dążmy do tego, aby tak się zachowywać. Zgodnie z tym słowem.

Jak widzimy w tej chwili, prawo (lex – prawo stanowione, czyli ustawy itd.) jest zupełnie odmiennie rozumiane, choć wszyscy czytają tę samą ustawę i rozporządzenia wykonawcze do niej. Zatem akcent na prawość. Na to, co prawnicy nazywają ius – przeciwstawiając to lex. Jak się okazało to lex, to „dura lex sed lex”, nie uzdrowiło nas. Może zatem prawość? Może ten ius, ten duch prawa pomoże?

Warto też kierując się tym ius poprawiać nasze lex. Wypracowywać nowe projekty ustaw – jak np. projekt zmiany polskiej Konstytucji. 

Wskazałem, że są podmioty ustawowo (konstytucyjnie) umocowane do przedłożenia Sejmowi projektu takich zmian. Jest też możliwość przeprowadzenia w tej sprawie referendum. Stanowi o tym art. 125 ust. 1 Konstytucji RP: „W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe”. Można przecież stworzyć i propagować określony projekt, a potem zapytać społeczeństwo, czy akceptuje jego podstawowe założenia (jak np. kwestie poruszone j.w., czyli: czy powinien być tylko prezydent (lub tylko premier), czy tylko jedna izba parlamentu, wyłaniana w ramach struktury samorządów lokalnych, czy tylko jeden pion sądownictwa.

Dyskusja się może nawet i toczy. Ale zupełnie na peryferiach. Niestety nie tylko w „mediach głównego nurtu” ale i w tych, które lubią się same określać jako „antysystemowe” żadnej dyskusji, nazwijmy to „konstytucyjnej”, nie ma. Tak, jakby wszystko było OK, a te obecne zawirowania to nic nieznaczące drobnostki, które miną. Nie, nie miną. Panowie byli ministrowie być może zostaną powtórnie uniewinnieni i przestaną być tematem numer jeden codziennych wiadomości. Ale pojawią się inne napięcia – związane z tą samą wciąż Konstytucją i zagmatwanym, nieefektywnym systemem politycznym. Dużo poważniejsze mogą być to zagrożenia. Nie dotyczące już losów dwóch jednostek, lecz być może całego Narodu.

Polska, 15.01.2024

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry