Anne Applebaum to nie Gałązka Pokoju

Od dłuższego czasu, ale tylko od czasu do czasu, moje myśli kierowały się do postaci pani Anne Applebaum. Broń Panie Boże, nie z tego powodu, który w tej chwili w mediach jest w centrum uwagi: nie z powodu jej żydowskiego pochodzenia. Jestem zaprzeczeniem mitu Polaka, który żywi niechęć do Żydów. Smutne jest to, że w świecie, opisując Polaków, w kontekście relacji polsko-żydowskich podobno używa się tego porównania, jakoby tę  tradycyjną niechęć „wyssaliśmy z mlekiem matki”. Uciekam od wszelkiej niechęci wobec ludzi, nawet do tych, którzy mnie wydają się niesympatyczni. Przesłanką oceny człowieka nie może być narodowość. Wszędzie, w każdej nacji są dobrzy i źli, mądrzy i głupi. I to mniej więcej w tych samych proporcjach. Postrzeganie, co przeważa, zależy od naszego nastawienia do życia: optymista, czy pesymista.

Anne Applebaum trochę mnie interesowała jako żona znanego polskiego polityka Radosława Sikorskiego, obecnie będącego ministrem spraw zagranicznych. Ciekawy przypadek, bo zazwyczaj nasze polskie małżeństwa mieszane, to taka relacja: on obcokrajowiec i ona – Polka. Nasze panie to trochę taki produkt eksportowy – ceniony w świecie. A tu zdarzyło się odwrotnie. Amerykanka wyszła za Polaka. Niedawno znów sobie o pani Anne Applebaum przypomniałem, gdy w drugiej połowie października 2024 r. media podały, że przyznano jej w Niemczech prestiżową Nagrodę Pokojową Niemieckiego Handlu Księgarskiego (Friedenspreis des Deutschen Buchhandels). I tyle w tej chwili, tytułem wstępu – na ten temat ogólny, to jest wartościowania ludzi w oderwaniu od ich pochodzenia. Pochodzenie narodowościowe, społeczne, jest ważne w procesie wychowania człowieka, oczywiście.

Ale ostatecznie liczy się tylko to, co dana osoba, ona czy on, aktualnie prezentuje.

Powracając do konkretnej osoby, do pani Anne Applebaum, to z tego, co sobie o niej czasami czytywałem w mediach, nie podobała mi się. Bez znaczenia jest jej przynależność narodowościowa, w tym konkretnym przypadku fakt, iż znana jest jako Żydówka. Nie podoba mi się nie z tego powodu, lecz z powodu jej poglądów. Od początku objawiła mi się ta osoba jako niezbyt dobra, niezbyt godna popularyzowania i  zainteresowania ze względu na jej poglądy. A tu akurat za to spotkała ją nagroda! Konsekwentnie w swoich książkach (napisała m.in.: „Gułag” – 2003 r., „Żelazna kurtyna” – 2012 r., „Zmierzch demokracji” – 2021 r.), jak też w swojej publicystyce (Nagroda Pulitzera w 2004 r.), w wywiadach, które udziela często i to najbardziej reprezentatywnym agencjom, dziennikom, stacjom telewizyjnym, w USA, w Unii Europejskiej, w Polsce – zresztą pewnie na całym świecie – pani Anne Applebaum prezentuje poglądy radykalne, pochwałę demokracji. I potępienie autokracji. W tym roku wydała książkę o tytule „Oś autokratów” (niem.: Die Achse der Autokraten”). A tę autokrację widzi przede wszystkim w Rosji i jej wypowiedzi są nakierowane głęboką niechęcią do tego kraju. W imię demokracji chce walczyć, nie negocjować. Nie widzi żadnych „okoliczności łagodzących” dla polityki prezydenta Putina. Wszystko, co robi USA, wspierając wojnę na Ukrainie przeciwko Rosji, jest właściwe. A Rosję należy ostatecznie pokonać. Tak, w skrócie, wyglądają poglądy prezentowane przez panią Anne Appelbaum. Sama mówi o sobie, że pacyfizm rozumie inaczej.

Nagrodę pokojową Niemieckiego Handlu Księgarskiego przyznaje się corocznie od 1950 r. za wkład w walkę o pokój, człowieczeństwo i porozumienie między narodami. W 1986 r. nagrodę tę otrzymał np. Władysław Bartoszewski. Ten polski, kiedyś opozycjonista, a później polityk, w szczególności Minister Sprawa Zagranicznych, dobrze, moim zdaniem, zapisał się dla tworzenia pokojowych relacji między Polską a innymi krajami. Przede wszystkim w zakresie stosunków z Niemcami. Jego działalność na tym polu, mając na uwadze, iż był on więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu, miała symboliczną wymowę. W Niemczech dobrze wspomina się jego mądre, pokojowe, przemówienia, wygłaszane świetną niemczyzną. Wielu współczesnych mu Niemców podkreślało (pamiętam to z prasy, z wywiadów z różnymi osobami z Niemiec i Polski), że właśnie on, bezpośrednia ofiara nazizmu, wyjątkowo dużo uczynił dla polsko-niemieckiego pojednania. A więc dla pokoju właśnie.

Tym razem laureatką została natomiast Anne Applebaum, której działalność według mnie, propokojowa nie jest. I jak ona sama powiedziała w wywiadzie po przyznaniu jej tej nagrody, była tym wyróżnieniem zdumiona, gdyż nie jest w typie osób, które poprzednio otrzymywały tę nagrodę. Walczy o demokrację i o państwo prawa ale, cytuję jej wypowiedź (za agencją zdf.de/nachrichten/wissen z 20.10.2024 r.):

„Moje rozumienie pokoju jest takie, że rzeczywiście tworzy się go, gdy broni się idei i ideałów, i chroni je”

W przemówieniu, w którym dziękowała za nagrodę wezwała, aby Ukrainę mocniej wspierać militarnie! Laureatka nagrody pokojowej, która wzywa do większych zbrojeń i odstraszania, jako metody prowadzącej do zaprowadzenia pokoju! Żąda wprost więcej broni dla Ukrainy, aby w ten sposób (militarny) zakończyć tę wojnę „ponieważ dyplomacja sama nie rozwiąże tych problemów”. Mówi, że musimy Rosję pokonać. Nawet więcej: Rosję trzeba unicestwić. Jeszcze jeden cytat z innej wypowiedzi pani Applebaum:

„Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się autokratycznego systemu politycznego przez Rosjan, musimy pomóc Ukraińcom wygrać, i to nie tylko dla dobra Ukrainy”.

Tak! Takie teraz czasy mamy i taka jest świadomość Europejczyków, których umysły zostały „sformatowane” przez media main streamu:

Teraz nagrodę pokojową dostaje ten, kto mówi: „Musimy ich pokonać!”

Przeczytałem zapis jej przemówienia we Frankfurcie n.M. w dniu 20.10.2024 r., gdy dziękowała za przyznanie jej nagrody. Zacytuję jedno zdanie z tego tekstu:

„Ci, którzy promują pacyfizm i są gotowi oddać Rosji terytorium, ludzi i ideały, nie nauczyli się niczego z historii XX wieku”.

A ja na to odpowiem tylko tyle, że tacy ludzie jak pani Anne Applebaum nie nauczyli się niczego, skoro wciąż potępiają pacyfizm. Skoro wciąż namawiają do zbrojeń i do rozstrzygania konfliktów poprzez militaryzację i prowadzenie wojen. To jest dramat, gdy wykształceni ludzie, mający dostęp do wszystkiego, co na tym świecie możliwe, nie widzą innych możliwości niż wojna. Tylko wojna! Aż do zwycięstwa! I jeszcze za głoszenie takich poglądów dostają nagrodę pokojową!

Pani Anne Applebaum wybiórczymi cytatami z historii i bon motami takich sław jak Tomasz Mann i George Orwell podpiera swoją tezę o błędnym kierunku, jakim jest według niej pacyfizm. Np. że Orwell napisał:

„Aby przetrwać, często musisz walczyć, a żeby walczyć, musisz ubrudzić sobie ręce. Wojna jest złem, ale często jest mniejszym złem”.

Można by znaleźć na każdy z tych jej cytatów inny – przeciwwagę. Ograniczę się do jednego znanego powiedzenia:

„Zasada oko, za oko, pozostawia po obu stronach ślepców”.

Po obu stronach ukraińskiego konfliktu mamy już ślepców, mamy kaleki, mamy setki tysięcy, jeśli już nie miliony, zabitych. Militaryzacja i dalsze prowadzenie wojny – tylko tyle jest w stanie wygenerować pani Applebaum… Jak mówi w wywiadzie prasowym pod mądrym tytułem „O tym, co wydarzy się jutro, decydujemy już dziś” (felieton w „Die Zeit, z dnia 10.10.2024 r.), 40% jej czasu spędza w USA, 40% w Polsce, a 20% „tu i tam”. Tak… Jest obywatelką świata. Dlaczego zatem nawet słowem nie wspomni np. o ONZ, którą to organizację ma tam, w USA właśnie, obok, w Nowym Yorku, niedaleko Waszyngtonu, w którego centrum mieszka. Wszyscy już zapomnieli chyba o instytucjach, które tworzone po wielkich wojnach światowych (Liga Narodów a potem ONZ) miały służyć utrzymaniu pokoju. W tym kierunku błyskotliwy (tak jest ona oceniana) umysł pani Anne Applebaum nie chce podążać. W kierunku spotkań polityków Rosji i Ukrainy na forum międzynarodowym, w tym do zachęcenia do tego obu stron konfliktu, w kierunku mediacji, negocjacji, przedstawiania różnych racji, nie tylko tej swojej, jedynie słusznej. W kierunku wzajemnego zrozumienia.

W swoim przemówieniu we Frankfurcie potępia Rosję, inwazję na Krym w 2014 roku. Piętnuje Rosjan za przestępstwa, według niej, popełnione od momentu rozpoczęcia wojny w lutym 2022 roku. Po stronie Ukrainy nie widzi żadnych win. Nie wspomina o sytuacji jaką dla rosyjskojęzycznej ludności Donbasu stworzyli Ukraińcy. Nie wspomina o kulcie Bandery na Ukrainie. Reżim jest w Moskwie. Tam jest zły Putin, Autokrata. Natomiast Kijów i autorytarny Prezydent Żelenski, skorumpowana Ukraina? Nie zajmują pani Anne Applebaum takie tematy! Zatem, skoro nie ma na ten temat nic do powiedzenia, to Ukraina jest chyba według niej przykładem świetnie działającej demokracji?

Na początku zaznaczyłem, że nie jest dla mnie ważna narodowość pani Anne Applebaum. Jej pokojowa nagroda nie była raczej szeroko omawiana w mediach. Za to teraz, po znanym powszechnie incydencie w telewizji TVN, gdzie gwiazda polskich telewizji, pani Monika Olejnik, zwana też „Stokrotką”, dość niezręcznie się zachowała pytając pana ministra Sikorskiego o to, czy pochodzenie jego żony może mieć wpływ na jego szanse w kampanii w ramach wyborów prezydenckich w Polsce, ten właśnie aspekt starają się nagłośnić wszystkie media. To jest jakby typowe dla polskiego dyskursu o tej wojnie: merytoryczna dyskusja „na poglądy” zostaje zastąpiona tym, co pozwala odwrócić uwagę społeczeństwa.

Wrzucono nam znów tzw. „gorący kartofel”.

Ktoś tam się nim poparzy, można go też podrzucić dalej. Jest „oglądalność”! O istocie sprawy, czyli jak zakończyć wojnę na Ukrainie można przez pewien czas nic nie mówić. Typowy „temat zastępczy” znowu działa.

Jednak należy o tym mówić – o tym, co można zrobić, aby przerwać wzajemne zabijanie się na ukraińskim froncie. 

I tu niestety poglądy pani Anne Applebaum mają dla nas znaczenie. A także jej obywatelstwo, czyli przynależność państwowa. Anne Applebaum ma obywatelstwo USA. A, bodajże od 2013 r., także obywatelstwo polskie. Z tytułu urodzenia i obowiązującego w danym kraju prawa (ius soli lub ius sanguinis) otrzymujemy jako dzieci obywatelstwo niejako „z urzędu”. Tam gdzie o obywatelstwie decyduje tzw. prawo ziemi (ius soli) – z tego tytułu, że urodzenie nastąpiło na tej właśnie ziemi (danego państwa). A gdzie indziej, gdzie decydujące jest „prawo krwi (ius sanguinis),o naszym obywatelstwie, rozstrzygać będzie fakt, jakie obywatelstw/a mają nasi rodzice lub jedno z nich. Natomiast jako osoby już dorosłe możemy się o dane obywatelstwo ubiegać. Tu już trzeba złożyć podanie i jakoś je uzasadnić, np. tym, że mąż/żona mają obywatelstwo Polskie, że od lat tutaj mieszkam. I po stronie Anne Applebaum, będącej żoną pana Radosława Sikorskiego, niewątpliwie są takie przesłanki. Chce być Polką. Formalnie jest. Ale, czy ona, w każdej chwili mogąc wyjechać, chroniona przez potężne USA identyfikuje się z nami, tu nad Wisłą?

Problem w tym, że jej mąż, Radosław Sikorski, funkcjonujący za młodu jako ulubieniec mediów i zdrobniale nazywany Radkiem, jest polskim politykiem z tzw. pierwszej ligi. Wprawdzie tak jak polska „ekstraklasa” piłkarska nijak się ma do tych słynnych światowych ligowych organizacji takich jak Bundesliga w Niemczech, czy do NBA w USA, tak mniej więcej podobnie ma się polska klasa polityczna, do tamtych, zachodnich polityków – rzeczywiście realizujących interesy swoich państw i zarazem decydujących o losach świata. Co podpowiada pani Appelbaum mężowi? Czy jest to polska racja stanu? Bezwarunkowa pomoc militarna Ukrainie, na przykład? Ważne, kto nas reprezentuje na arenie międzynarodowej. Chcielibyśmy, aby nasz przedstawiciel, chciał dla nas jak najlepiej. A już dziś reprezentuje nas pan Radosław Sikorski, mąż pani Anne Applebaum jako Minister Spraw Zagranicznych. A chce za niedługo reprezentować nas jako Prezydent RP.

Podobno Radosław Sikorski już nie ma obywatelstwa brytyjskiego (które zdaje się miał jeszcze wtedy, gdy po raz pierwszy pełnił w Polsce funkcje ministerialne (minister obrony, minister spraw zagranicznych). Ale czy wciąż nie ma tu konfliktu interesów? Państwo Anne Applebaum i Radosław Sikorski mają dwóch synów, z których jeden jest według medialnych informacji żołnierzem w stopniu oficerskim w armii USA. Ojciec nie widzi tu żadnego problemu. W mediach przytaczana jest jego wypowiedź, że przecież jego syn służy w armii państwa, które jest naszym sojusznikiem. Czyli nie ma tu żadnego problemu. Amerykańska żona, zaangażowana w politykę, uczestniczka różnego rodzaju amerykańskich „Think tank’ów”, także żadnym problemem nie jest? Tak się chce to przedstawić polskiemu społeczeństwu (oczywiście przeciwnicy polityczni spróbują innej narracji). Chodzi jednak o ocenę wyważoną, po prostu logiczną.

Dla mnie np. jakoś tak mi to jednak wygląda, że wszystkie wypowiedzi pani Anne Applebaum, formalnie także obywatelki Polski sprawiają, że ukazuje mi się ona jako osoba absolutnie zaangażowana w interesy USA. Te globalne. Te, wobec których interesy takiego małego kraju jak Polska nie mają znaczenia.

I tu poglądy i stan cywilny Anne Applebaum, nie mogą być już tylko jej prywatną sprawą, gdyż jest żoną polskiego ministra. A może będzie żoną polskiego prezydenta. Chyba, że byłby to przypadek małżeństwa, którego relacje są stricte prywatne. Tak się zdarza, ale nie tutaj. Małżeństwo było chyba sprawą prywatną w przypadku byłej Kanclerz Niemiec, gdy przez lata rządów pani Angeli Merkel nawet pewnie nie wszyscy ludzie z tzw. opinii publicznej wiedzieli, że była ona mężatką. A o jej mężu w mediach nie było zasadniczo nic. Można? Można! Jest możliwe oddzielenie działalności zawodowej od prywatnej relacji. Np. od małżeństwa danego polityka czy „polityczki” (tym określeniem polityka płci żeńskiej chcę tu sprawić przyjemność tym, którzy popularyzują „ministry”, gościnie”, itd.).

Ale przyznaję, w przypadku Anne Applebaum, kobiety mającej swoją własną karierę pisarską, publicystyczną, medialną, trudno, aby wymagać od niej, osoby publicznej zarówno w USA jak i w Europie, aby zrezygnowała ze swojego zawodu i pozostała gdzieś w zaciszu domowym, na czas sprawowania ważnych funkcji państwowych przez jej męża Radosława Sikorskiego. 

Jednak skoro nam Anne Applebaum wyjaśnia tyle na tematy przyzwoitości, moralności, domagając się wciąż więcej demokracji, otwartości, więcej przestrzegania prawa, to może powinna przemyśleć, że w demokratycznych systemach jest taka instytucja jak wyłączenie się sędziego. Gdy czuje on, że w danej sprawie istnieje konflikt interesów, lub chociażby cień podejrzenia o to (bo np. podsądny jest jego znajomym, nie mówiąc już o osobie bliskiej), że może być nieobiektywny, to powinien sam to zrobić. Zostawić innym rozstrzyganie danej sprawy. Pan Radosław Sikorski, tak związany z USA, że trudno bardziej, może powinien zrobić to samo? I zrezygnować z ubiegania się o najwyższą nominalnie funkcję w Polsce, czyli o fotel Prezydenta RP. Dla dobra naszego kraju, które to dobro podobno leży mu na sercu bardzo. 

Jeszcze wrócę do tego chyba ponad 20-minutowego przemówienia we Frankfurcie przy odbieraniu nagrody pokojowej. Polskie media wciąż ocieplają mi wizerunek pani Anne Applebaum. Ach, jaka ona jest propolska! Niemal Matką Polką jest! Jak po polsku, serdecznie, przyjmuje gości w swoim dworku w posiadłości, którą wraz z Radkiem mają gdzieś pod Poznaniem (źródło: Tomasz Lis – kanał oficjalny, Komentarz 13.11.2024 pt. „Sikorski, Applebaum, Żydzi”). Chyba za dużo od tej prawdziwej Polki wymagam, bo czytając tę jej przemowę, gdzie wspomina sporo o europejskiej pomocy dla Ukrainy od lutego 2022 r. pomyślałem, że było tam miejsce i wielka okazja powiedzieć o tym pięknym zachowaniu się Polaków, którzy w odruchu serca przygarnęli setki tysięcy Ukraińskich uchodźców. Cała Europa i USA usłyszałyby to z jej ust. Pięknie by było! Ale jakoś o tym nie wspomniała…

Nazwisko bohaterki mojego felietonu skojarzyło mi się z gałązką. Bo Applebaum to przecież w tłumaczeniu drzewo jabłoni, jabłoń po prostu. A drzewo, to także gałązka. Gałąź oliwna to wg Wikipedii (gałązka oliwna, różdżka oliwna) gałązka drzewa oliwkowego, symbol pokoju, radości, zgody, pojednania, także dobrobytu i dostatku, nadziei na lepszą przyszłość. Powstał w krajach basenu Morza Śródziemnego, tj. w obszarze występowania upraw oliwki i znany jest z najstarszych kultur rozwijających się na tym obszarze. Flaga ONZ ma w swoim centralnym punkcie dwie gałązki, które otaczają świat. A Edward Stachura, pisarz i poeta mojej młodości, nadał miłości swojego życia poetyckie imię „Gałązka jabłoni”. Takie to skojarzenie zatem miałem właśnie przy słowie Applebaum… Gałązka jabłoni.

Gałązka pokoju.

Ale to nie Anne Applebaum. Nie. Ona nie jest symbolem pokoju i pojednania między narodami. Chociaż taką nagrodę otrzymała.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Ta tresc jest chroniona przed kopiowaniem
Przewijanie do góry